sobota, 22 stycznia 2011

Numer 13


Serdecznie witam na blogu trzynastego obserwatora, a raczej obserwatorke.  Chce podkreslic, ze numer trzynascie we Wloszech wcale nie przynosi pecha. "Włosi są narodem bardzo przesądnym. Oczywiście wiadomo, że nieszczęście przynosi stłuczone lustro albo czarny kot przechodzący drogę.
Nowością dla nas jest fakt, iż we włoskiej kulturze to siedemnastka uważana jest za numer nieszczęśliwy.
I tak Wikipedia podaje na przykład, że we włoskich hotelach nie istnieje pokój numer siedemnaście, na parkingach nie ma siedemnastego miejsca. Alitalia w swoich samolotach nie ma siedzenia numer siedemnaście, nie istnieje również autostrada A17 (natomiast jest A13). Renault sprzedawała we Włoszech swoje “R17” jako “R177”.
Niedawno byłyśmy z przyjaciółkami w multikinie. Zgodnie zauważyłyśmy, że brakuje w nim sali numer siedemnaście." (cytat z niewydanej ksiazki "W krzywym zwierciadle")
Serdecznie dziekuje wszystkim nowo przybylym obserwatorom za wybranie mojego bloga. Zycze milej lektury!!

piątek, 21 stycznia 2011

W poszukiwaniu zaginionych zawodow

Szukalam jednej rzeczy, a znalazlam druga. Kiedys kupilam sympatyczny material, ktory moglby wspaniale pasowac na firanke. Problem w tym kto ja uszyje. Wystarczy zawinac brzegi i przeszyc. Brak jednak sprzetu w domu. A krawcowej ze swieca trzeba szukac. Jest tylko jedna w Pistoi i ma tyle pracy, ze ostatni raz jak probowalam do niej sie "dostac" zastalam taki mniej wiecej napis na drzwiach: "nie dzwoncie, nie pukajcie, jestem przepelniona praca i nie wiem kiedy bede przyjmowac nowe zlecenia". Jednym slowem "pocalowalam klamke" i poszlam po rade do znajomych. Jedna z nich zdradzila mi, ze ma zaprzyjazniony sklep pasmanteryjny, ktory przyjmuje rowniez rzeczy do szycia. Mialam wtedy do wszycia tasme w firance zakupionej w Polsce (kosztowala 200 zlotych). Panie z pasmanterii zgodzily sie na moja prosbe i poprosily,zebym wrocila za kilka dni. Firanka juz czekala na mnie, jak i rowniez rachunek do zaplacenia.Razem: 60 euro. Koszt wszycia tasmy przekroczyl cene firanki!! Juz teraz wiem, dlaczego panie z pasmanterii tak ochoczo przyjmuja zlecenia.
Z kawalkiem materialu, ktory znalazlam pewnie bedzie tak: przy najblizszej okazji zawioze go ze soba do Polski. Przeszyjemy z mama (czytaj: mama przeszyje) w domu.

czwartek, 20 stycznia 2011

Troche slodyczy

W zwiazku z tym, ze mamy Karnawal proponuje troszke slodkosci. Podaje Wam przepis na kulki ryzowe - Fritelle di riso:

Składniki:
250 gram ryżu
0,2 litra mleka
0,25 litra wody
150 gram cukru
2 jaja
1 żółtko
1/2 pomarańcza
1/2 cytryny
1 opakowanie cukru waniliowego
1/2 szklaneczki Vin Santo lub rumu
2 łyżki mąki
1/2 opakowania proszku do pieczenia
Cukier puder do posypania
Oliwa do smazenia

Przygotowanie:
Na zimno mieszamy: ryż, wode, mleko .Dodajemy pol pomarańcza skrojonego w kawałki i 1/4 cytryny również pokrojonej na kawałki. Wstawiamy na gaz, w połowie gotowania dodajemy cukier. Kiedy ryż sie ugotuje, odstawiamy go do ostygnięcia i wyjmujemy z niego kawałki pomarańczy i cytryny. Gdy ostygnie dodajemy jaja i żółtko, startą skórkę z pomarańczy i z cytryny, cukier waniliowy, Vin Santo (lub rum), 2 łyżki mąki. Dobrze mieszamy (jeśli ciasto jest zbyt rzadkie dodajemy mąki), dodajemy proszek do pieczenia. Na patelni z rozgrzana oliwa smazymy uprzednio zrobione kulki z ciasta ryżowego. Podajemy posypane cukrem pudrem.
Fritelle di riso
Przepis i wykonanie: Aleksandra Seghi

Inna nazwa kulek to Fritelle di San Giuseppe (Fritelle Sw.Jozefa). Przygotowywane sa one rowniez 19 marca, wlasnie na obchody Sw.Jozefa.

środa, 19 stycznia 2011

Pomocna lala

W sklepie z artykulami elektrycznymi i AGD przyciaga niezbyt codzienna wystawa. Siedzi na niej recznie uszyta lala z napisem "Anti stress".
Na mysl przychodza mi setki pytan: czy sklep zarabia malo? czy jest juz tak zle we Wloszech, ze zamiast suszarek, golarek, zarowek, lodowek trzeba sprzedawac lale na odstresowanie? czy to nowa moda? czy to laleczka woo-doo? Czy pomaga przetrwac dzien?
A Wy co o tym wszystkim myslicie?

wtorek, 18 stycznia 2011

Nie jest tak zle

Inspiracja do dzisiejszego posta byl komentarz pewnej dziewczyny na temat mieszkania w miescie takim jak Pistoia i szybkim znudzeniu sie przebywaniem w malym srodowisku (zaczerpniete z blogu, droga Nikki mam nadzieje, ze nie masz nic przeciwko). Absolutnie nie chce bronic Pistoi, ale uwazam ze nie jest tu nudno. Mieszka w niej 93 tysiecy obywateli. Miasto jest pelne muzeow, teatrow, kosciolow z waznymi zabytkami. Obok bazyliki stoi babtysterium, Toskania moze pochwalic sie tylko 4 takimi budynkami (wlasnie w Pistoi, nastepnie Florencji, Pizie i Volterrze).
Glowny Plac przy Bazylice, widok na Wieze

Od restauracji i lokali gastronomicznych az kreci sie w glowie. Sa silownie, baseny - kryte lub na swiezym powietrzu. Z kinami tez nie jest zle. W lato dodatkowo odzywaja kina na wolnym powietrzu, bardzo fajnie oglada sie wtedy filmy. Co jakis czas w Pistoi kreca jakis film, czesto wsrod mieszkancow oglaszany jest casting. Ale to tak na marginesie.
Co roku odbywa sie jeden z wazniejszych muzycznych festiwali, a mianowicie Pistoia Blues Festival. Przyjezdzaja slawy z calego swiata. W lipcu podczas obchodow miasta sa parady sredniowieczne, koncerty (rowniez operowe), tance na glownych placach miasta. W styczniu natomiast relacja na zywo ze Swieta Befany (czarownicy,ktora 6 stycznia przynosi dzieciom slodycze) transmitowana jest na cale Wlochy przez telewizje Rai.
Z innych waznych informacji nalezy dodac, ze Pistoia lezy we wspanialym punkcie strategicznym. Do Florencji dojedziemy pociagiem w 40 minut, do Lukki tez w 40 minut, w 1 godzine do Pizy lub nad morze do Viareggio. Godzina wspinania sie samochodem i serpentynami i juz jestesmy w gorach w Abetone (wspaniale wyposazona miejscowosc narciarska). Jak "widzicie" jest wszystko: gory, morze, wazne miasta turystyczne.
I jeszcze: w Pistoi mieszcza sie siedziby uniwersyteckie, filie uniwersytetu Florenckiego.
Gdybyscie chcieli "wirtualnie obejrzec" Pistoie, zapraszam na You Tube na moj kanal, gdzie w kilku czesciach przedstawiam miasto:
http://www.youtube.com/user/oladventures#p/u/4/a-J39wW39VI

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Swiety Antonio

Dzisiaj podobno jest dzien Swietego Antoniego, patrona zwierzat. Dawniej tego dnia chodzilo sie do kosciola i ksiadz swiecil nasze zwierzeta.Przy tej okazji rozdawano dzieciom poswiecone pieczywo - buleczki swietego Antoniego.
Na Placu Sali w Pistoi jedna z piekarni (dla sprecyzowania ta najdrozsza) wywiesila dzisiaj napis na drzwiach: "Buleczki Sw.Antoniego".
Zarobila dzisiaj chyba krocie.Wszyscy zaciekawieni napisem wchodzili do srodka i na polkach wyszukiwali nowosci. Utworzyla sie kolejka. Kazdy bral minimum 6 buleczek i sluchal sprzedawczyni, ktora jak nakrecona katarynka opowiadala w kolko te sama historie o Sw.Antonim.

Moja tesciowa tez weszla i zakupila je: dla Julci (prawie 2 lata) i starszego syna (44 lata). Po czym orzekla, zebysmy biegly na Plac Mazzini bo tam w kosciele mnisi rozdaja buleczki. W kosciele ani sladu po buleczkach ani po mniachach ani po kimkolwiek.

Cebula z Certaldo

Cebula jest waznym warzywem w Certaldo do tego stopnia, ze widnieje nawet w herbie miasta. Istnieje tez motto:
“Per natura sono forte e dolce ancora/ e piaccio a chi sta e a chi lavora”.
"Z natury jestem mocna i jeszcze slodka/ smakuje tym co pracuja i nie pracuja".
Wystepuja dwie odmiany:
“statina” - okragla, w kolorze fioletowawym. Najlepiej smakuje na surowo, je sie ja w letnich miesiach,
“vernina” - nie jest okragla, lekko "zgnieciona" o kolorze mocnej czerwieni i ostrym smaku.Wystepuje od konca sierpnia do konca zimy.
Jednym z wyrobow cebulowych Certaldo jest dzem. Uzywa sie go do jedzenia serow, dziczyzny, wieprzowiny.Doskonaly rowniez do deserow z owocami lesnymi.
W sklepikach, barach i cukierniach mozna oczywiscie zakupic ten dzemik.
 Wystepuje w dwoch wersjach: z sama cebulka lub z pomaranczami.
Ja poprosilam pania w cukierni o sloiczek dzemu z sama cebula. Pani sprzedala mi natomiast ten z pomaranczami...