czwartek, 28 kwietnia 2011

Dzien Gospodyni Domowej

Wczoraj we Wloszech , tj. 27 kwietnia obchodzono Dzien Gospodyni Domowej. Patronka jest Swieta Zyta. Urodziła się w biednej rodzinie we wsi Monsagrati w poblizu Lukki.  W wieku 12 lat została służącą w domu panstwa Fatinelli w Lukkce. Przez długi czas była tam źle traktowana. Jednak jej cierpliwość i dobroć zjednały w końcu jej pracodawców oraz innych służących. Uwazala, ze dobre wykonywanie swojej pracy, tj. sluzenie rodzinie Fatinelli, porownywalne bylo ze sluzeniem samemu Bogu. Z czasem powierzono jej zarządzanie całym gospodarstwem. Pomagała ubogim i potrzebującym. Swieta Zyta jest patronka Lukki.
" We Włoszech istnieje zawód gospodyni domowej i widnieje on nawet „na papierku”.Zostaje wpisywany do dokumentu tożsamości. W 1995 roku Sąd Konstytucyjny sprecyzował, iż:
„bycie gosposią domową jest pracą i musi być chroniona jak każdy inny zawód, co przewiduje art. 35 Konstytucji. Włoszki pytane, co robią w swoim życiu, bez żadnego wstydu lub skrępowania odpowiadają, że są gosposiami. No może niektóre zamerykanizowały to słowo i mówią o sobie „family manager” lub po prostu „mamma”. Pracują one na rzecz własnej rodziny i mogą być
nazywane pracownicą rodzinną (lavoratrice familiare). Włoszki zostały okrzyknięte królowymi prac domowych. Pięć godzin i dwadzieścia minut dziennie zajmują im średnio obowiązki takie jak sprzątanie (półtorej godziny), przygotowywanie jedzenia (godzina i dziewiętnaście minut), mycie naczyń (trzydzieści pięć minut), prasowanie (dwadzieścia minut). Dzieciom dedykują dwadzieścia osiem minut (coś mało...).
       Ku wielkiemu zdziwieniu odkryłam, że od 2003 roku istnieje we Włoszech Stowarzyszenie Gospodarzy Domowych. Liczy już ponad 4 tysiące członków, którym zawód gospodarza domowego został wpisany do dowodu osobistego. Stowarzyszenie organizuje kursy (podczas których można zdobyć master w Home Management), na których panowie uczą się prać, prasować,
gotować. Na stronie internetowej mogą zasięgnąć informacji, jakich środków używać do mycia podłogi, jak zrobić maseczkę na włosy zestresowane lub bez połysku, jak pielęgnować rośliny itd."

Cytat z mojej (jeszcze nieopublikowanej) ksiazki pt."W krzywym zwierciadle"

Ostatnio na Targach Weganskich spotkalam jednego z zalozycieli Stowarzyszenia. Prezentowal dobrodziejstwa jakie plyna z jedzenia i picia pokrzwy. Jedna z jego specjalnosci jest makaron pokrzywowy, na ktory zdradzil mi nawet przepis... Ale moze to juz inym razem.
Wyrabianie makaronu z pokrzywy, Vegan Fest Camaiore 2011

środa, 27 kwietnia 2011

Tarta z topinambur

Doszly do mnie sluchy od rolnika, ze za chwile konczy sie sezon na topinambur. W zwiazku z tym zakupilismy jej wieksza ilosc. Trzymana w lodowce w plastikowym woreczku lub siatce moze "wytrzymac" przez kilka tygodni.
Postanowilam troche poeksperymentowac w kuchni. A to dlatego, ze na "topine" jest malo przepisow. Oto moja propozycja:

Tarta z topinambur
Skladniki:
  • 1 kg ziemniakow
  • 0,5 kg topinambur
  • 1 duzy por
  • 1 opakowanie ciasta francuskiego
  • pol szklanki oliwy z oliwek
  • sol i pieprz

Przygotowanie:
W jednym garnku z osolona woda gotujemy obrane ziemniaki. W drugim garnku z osolona woda gotujemy topinambur (nie obrana, tylko umyta szorstka szczoteczka).

Na patelni podsmazamy pora pokrojonego na kawalki (dosalamy go do smaku).

Ugotowane ziemniaki i topinambur mielimy razem w mikserze. Dodajemy oliwe  z oliwek, tak by masa stala sie "gladka".


Dodajemy podsmazonego pora oraz pieprz. Na okraglej blasze rozkladamy ciasto francuskie, na nim mase warzywna.


Mozemy posypac ja startym parmezanem (ja w mojej wersji tego nie zrobilam). Tarte wkladamy do piekarnika na okolo 50 minut. Temperatura piekarnika to 180 stopni.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Z serii: Wywiad z Toskanczykiem

Wczoraj na targu rekodzielnictwa poznalam bardzo milego pana. Nazywa sie Enzo Apolli, ma 71 lat. Mieszka w miasteczku o nazwie Camucia di Cortona (prowincja Arezzo). Jego pasja jest tworzenie roznych przedmiotow z drzewa oliwnego.

Nie mielismy zbyt duzo czasu na pogaduszki, gdyz popoludniu zaczelo padac i kazdy z nas siedzial w swoim wystawienniczym namiocie . Pan Enzo byl jednak uprzejmy i opowiedzial mi troche o swoim zyciu. 

Jako mlodzieniec pracowal na kolei. Jezdzil w lokomotywie (takiej na pare) i wrzucal wegiel do pieca. Opowiedzial mi, ze w pierwszym miesiacu pracy schudl 9 kilo. Buchajacy zar z pieca dzialal jak sauna.
Pasje przejal po dziadku. Juz jako mlody chlopiec uczyl sie tego zawodu. Do tej pory pracuje na maszynie, ktora odziedziczyl. Zmienil tylko silnik.

Z ciekawostek pan Enzo opowiedzial mi, ze po scieciu drzewo oliwne musi lezec ("odpoczywac") minimum 15 lat. Dopiero potem mozna wytwarzac z niego rozne przedmioty. 
Drzewo oliwne nie skleja sie, dlatego wszystki przedmioty wykonuje sie tylko z jednego kawalka. Pan Apolli pokazal mi przepiekny kinkiet od lampy, ktora wykonal bardzo dawno temu. Dostal za nia 1 nagrode na jakis targach rekodzielniczych. Skladal sie on miedzy innymi z dosc dlugiego oliwnego lancucha, wykonanego z tylko z jednego kawalka drewna. Zrobienie jego zajelo caly 1 rok!! Muzeum z Cortony poprosilo pana, zeby swoje dzielo udostepnil dla zwiedzajacych. 
Wyrabianie przedmiotow z takiego drzewa to bardzo pracochlonne zajecie. Wykonanie najmniejszego "kawalka" zajmuje minimum 4-5 godzin.
Przedmioty z drzewa oliwego myje sie tylko gabeczka i ciepla woda. Zadnych plynow do mycia naczyn.
Pan Enzo lubi opiowiadac turystom o swojej pasji

Na koniec niestety smutna wiadomosc. Trudno jest znalezc odpowiednie kawalki drzewa oliwnego. Pan Enzo przewiduje, ze niedlugo nie bedzie juz rzemieslnikow trudzacych  sie takim zawodem. Inna kwestia jest fakt, ze mlodzi nie krzepia sie do takiej pracy. Dlatego w przyszlosci wyroby z drzewa oliwnego moga zniknac ze sklepow lub targow rekodzielnictwa.


poniedziałek, 25 kwietnia 2011

10.000 klikniec

Wlasnie wrocilam z targow, wlaczam komputer i co widze? 10.000 klikniec!!
To wspanialy prezent Wielkanocny!! Serdecznie Wam dziekuje!!

Buonconvento

Jak co roku pogoda w Poniedzialek Wielkanocny w okolicach Sieny nie jest pewna. Kilka lat temu padal nawet snieg!! Ranek zapowiadal sie nawet wiosennie. Rozebralismy sie do krotkich rekawkow. Zdazylam pstryknac kilka zdjec miasta...
 
Potem jednak niebo pokrylo sie czarymi chmurami. Nagle zaczelo padac i walic piorunami. Prawie cale poludnie padalo. Szkoda, bo turysci uciekali do aut i wracali do domow. Przeczekalismy brzydka pogode. Okolo 17 wreszcie sie rozpogodzilo. Na spacer udali sie mieszkancy Buonconvento oraz nieliczli turysci, ktorzy skryli sie w barach i restauracjach.
Wieczorem i my postanowilismy isc do restauracji-pizzerii. Tak jak co roku zjedlismy "typowe" wielkanocne danie - tj.pizze (ktora, jak widac, dobra jest na kazda okazje...)

niedziela, 24 kwietnia 2011

Chianciano Terme

Ostatni raz w Chianciano Terme bylam 5-6 lat temu. Pamietam piekna panorame, nierowny teren pokryty zielenia i gdzieniegdzie rosnace cyprysy. Teraz sie to troche zmienilo. Na wzgorzach wyrosly niskie bloki tworzace male "osiedla". Szkoda, bo widok na prawde byl piekny. Taki, z ktorego slynie Toskania. Troche mnie to zasmucilo, ze w tak szybkim tempie mozna kompletnie zmienic wizerunek regionu (podaje tylko przyklad miasta, w ktorym bylam).

Widok na stare miasto

Chianciano Terme slynie z term kurujacych choroby watroby. Miasto jest pelne hoteli i hotelikow. Mnostwo tu kuracjuszy w starszym wieku. Przejezdnie miasteczko odwiedzane jest przez turystow. Centrum historyczne jest godne polecenia. Uliczki raz ida w gore, by potem lekko zejsc w dol. Ma sie wrazenie, ze mieszkancy nigdy nie wyszli poza mury starego miasta. Siedza sobie na laweczkach przed domem i z zadziwieniem obserwuja przechodniow (czytaj: turystow). Na podworkach suszy sie pranie, a z okien wygladaja psy lub koty. 


Zreszta koty mozna spotkac na kazdym rogu miasteczka (starej czesci). Oto kilka zdjec zachecajacych do odwiedzenia Chianciano Terme.


sobota, 23 kwietnia 2011

Czekoladowo wszedzie

W cukierniach, piekarniach, barach, sklepach i sklepikach kroluja czekoladowe jaja oraz Colomba (drozdzowe ciasto w ksztalcie golebicy).
Drozdzowe ciasto Colomba

W samym centrum Pistoi znajduje sie sklepik mistrza czekolady - pana Catinari. 

Witryna ugina sie od slodyczy i przyciaga uwage kazdego przechodnia. Wszystko o tematyce Wielkanocnej.

Wszystkim czytelnikom bloga zycze pieknych Swiat Wielkanocnych no i oczywiscie mokrego Smigusa Dyngusa!!

Czekoladowe jaja w jednym z barow Pistoi