Kobiecie, ktorej daja 3 godziny wolnego, zapala sie wewnetrzne swiatelko. Pyta sama siebie: "co najpierw?" Moj maz zabral corke do miasta, potem do parku. Wroca o 12. Postanowilam nadgonic prace domowe. Najpierw wlaczylam pralke. Czekajac na uprane rzeczy, rzucilam sie do kuchni by zagniesc dwa bochenki chleba zytniego (wyszly trzy). Dzisiaj wieczorem idziemy do Chiary, wiec jeden zaniose do niej.
Chleb odlozylam do wyrosniecia i ruszylam rozwieszac pranie. W miedzyczasie 95-letnia sasiadka zdarzyla pukac do moich drzwi przynajmniej 3 razy z pytaniem czy u mnie tez nie dziala dzwonek (ten do drzwi...swoja droga co to za pytanie?? do kogo ma dzwonic, do siebie samej?!). Rozwieszone pranie, rozkladam deske do prasowania. Czekam az nagrzeje sie zelazko i jednoczesnie nakladam farbe na glowe. Wraz ze sloncem wyszly siwe wlosy (tlumacz: zbytnio sie uwydatnily. Nie mozna sie samej oszukiwac, najwyzsza pora je "zamalowac"). Zajmuje stanowisko przy zelazku i prasuje. Zapominam o bozym swiecie i o farbie na wlosach. Lece pedem do lazienki i splukuje farbe, ktora w miedzy czasie z jasnego blondu nabrala koloru ciemnego kasztana. Korzystam z okazji, ze musze umyc wlosy i postanawiam wziasc reklaksujacy prysznic. Nie trwa dlugo, bo przypominam sobie ze zelazko wciaz jest wlaczone i czeka groznie posykujac. Wyskakuje spod prysznica jak oparzona, susze wlosy i lece konczyc prasowanie. Tu mija poltorej godzinki. Zagladam do chleba, ktory zdazyc wyrosnac. Wstawiam go do piekarnika. Niech sie piecze, a ja odkurze mieszkanie. Zmyje podloge. W samym srodku mycia mieszkania wraca maz z corka (pol godziny wczesniej niz przewidywano). Julcia zaciekawiona kublem z woda i mopem, probuje mnie nasladowac. W swoim eleganckim plaszczyku bierze mopa, macza go w wodzie i probuje wyciagac. Korytarz powoli zalewa sie woda z mopa. Koniec "wolnego czasu" przeznaczonego tylko dla kobiety. Czas wracac do domowych obowiazkow.
sobota, 19 lutego 2011
piątek, 18 lutego 2011
Wiosennie
Mimo zapowiadanych deszczow nispodziewanie wyszlo slonce. Od razu zrobilo sie milo i przyjemnie. Poszlysmy na Plac Bazyliki i od razu zauwazylysmy kilku turystow.
Oni tez spragnieni sa ladnej pogody. Slonce dodaje uroku glownemu placu w Pistoi. Szkoda tylko, ze Babtysterium jest zamkniete. Nie rozumiem wladz miasta, ktore zamiast trzymac otwarte zabytki kultury, zamykaja je w okresie zimowym, a w inne pory roku otwieraja tylko w okreslone dni i godziny. Czasem turysta nie moze sie wstrzelic w godziny lub dni otwarcia. Rozczarowany zwiedza miasto bardzo powierzchownie. Oby sie to kiedys zmienilo.
Oni tez spragnieni sa ladnej pogody. Slonce dodaje uroku glownemu placu w Pistoi. Szkoda tylko, ze Babtysterium jest zamkniete. Nie rozumiem wladz miasta, ktore zamiast trzymac otwarte zabytki kultury, zamykaja je w okresie zimowym, a w inne pory roku otwieraja tylko w okreslone dni i godziny. Czasem turysta nie moze sie wstrzelic w godziny lub dni otwarcia. Rozczarowany zwiedza miasto bardzo powierzchownie. Oby sie to kiedys zmienilo.
czwartek, 17 lutego 2011
Ciastka z gory
Wczoraj moje sasiadki z gory zajely sie wypiekaniem. Jedna wyrabiala ciasto i formowala ciastka, nastepnie kladla je na blasze, pukala do drugiej sasiadki, ktora wkladala je do swojego piekarnika. Wspolpraca dopracowana do perfekcji. Zostalysmy wyroznione przez dwie panie i tez dostalysmy ich domowe wypieki.
Kruche pierozki z dzemem w srodku byly wspanialym deserem po kolacji.
Zycie w bloku ma tez pozytywne strony. My, kobiety, wymieniamy sie co chwile potrawami, ktore same przyrzadzilysmy.
Kruche pierozki z dzemem w srodku byly wspanialym deserem po kolacji.
Zycie w bloku ma tez pozytywne strony. My, kobiety, wymieniamy sie co chwile potrawami, ktore same przyrzadzilysmy.
środa, 16 lutego 2011
3 dzien w domu
Pragnienie wyjscia na dwor bylo silniejsze od nas. Julcia jak uslyszala, zeby zakladac buty, od razu doskoczyla do drzwi i zaczela ruszac zamkiem. Nic nie stanelo nam na przeszkodzie, nawet deszcz ktory pada nieprzerwanie od wczoraj. Przypomnialam sobie o kaloszach, ktore wzielam podczas ostatniej wizyty w Polsce. Teraz przyszedl na nie moment.
Wybralysmy sie do spozywczego do Giusy i Ezio. U nich handel chyba tez zalezy od pogody. Zamiast kolejki w sklepie, rozdzwonil sie telefon i wszyscy skladaja zamowienia na odleglosc. Ezio rozpieszcza klientow, szykuje siaty zakupow i zanosi je na wskazany adres. Nie ma to jak male sklepiki, ktorym na prawde zalezy na kliencie.
Julcia rozsiadla sie na krzesle przed witryna z serami i wedlinami. Wskazala palcem na prawo i powiedziala: "Pizzi!!" (czytaj pizza).
Spacer w deszczu wyszedl na dobre, bo oprocz milego spotkania i pogawedzenia na przerozne przyziemne tematy, minal nam rowniez katar.
Wybralysmy sie do spozywczego do Giusy i Ezio. U nich handel chyba tez zalezy od pogody. Zamiast kolejki w sklepie, rozdzwonil sie telefon i wszyscy skladaja zamowienia na odleglosc. Ezio rozpieszcza klientow, szykuje siaty zakupow i zanosi je na wskazany adres. Nie ma to jak male sklepiki, ktorym na prawde zalezy na kliencie.
Julcia rozsiadla sie na krzesle przed witryna z serami i wedlinami. Wskazala palcem na prawo i powiedziala: "Pizzi!!" (czytaj pizza).
Spacer w deszczu wyszedl na dobre, bo oprocz milego spotkania i pogawedzenia na przerozne przyziemne tematy, minal nam rowniez katar.
wtorek, 15 lutego 2011
W domu
Siedzenie drugi dzien w domu powoli doprowadza mnie do szalu. Ja i Julcia mamy katar i co gorsze kaszel. By nie pogorszyc stanu postanowilam posiedziec troche w murach blokowych. Powiedz to dziecku, ktore biedne spragnione jest spaceru na swiezym powietrzu. Bawilysmy sie juz w klocki Lego, jezdzilysmy na dwoch rowerkach (tj.jezdzila Julcia, a ja, ku uciesze sasiadki z dolu, przepychalam je po kolejnych pokojach w mieszkaniu), skakalysmy w balonach, czytalysmy ksiazki, ukladalysmy klocki, puzzle, ubrania w szufladach, wieszalysmy pranie, sluchalysmy muzyki i ogladalysmy tysiace filmow z Patem i Matem, Pik-Pokiem lub owca Shaun... Powoli wyczerpuje sie repertuar.
Na dworzu szaro-buro co nie nastraja pozytywnie. Trzeba chyba zadzialac w kuchni, by polepszyc sobie humor? Dobra pizza rozwiazalaby duzo smutkow...
Na dworzu szaro-buro co nie nastraja pozytywnie. Trzeba chyba zadzialac w kuchni, by polepszyc sobie humor? Dobra pizza rozwiazalaby duzo smutkow...
poniedziałek, 14 lutego 2011
Walentynki
Dla wszystkich Walentynek i Walentynkowiczow dedykuje piosenke Roberto Begnini z muzyka wielkiego kompozytora Nicola Piovani:
Jak bardzo Ciebie kochałem
Gdybyś się mnie spytała:”Jak się masz?”
Gdybyś się mnie spytała dokąd idziemy
Odpowiedziałbym:”Dobrze, na pewno wiesz”
Mówię do Ciebie bez oddechu
gubię się w Twoim ogromnym spojrzeniu,
Ty jesteś gwiazdą polarną, dotykasz mnie i śmiejesz się. Nie, tak się nie liczy
nie mówię, a jeśli nie mówię to potem źle się czuję
Nie wiesz tego jak bardzo Cię kochałem i jak bardzo Cię kocham
nie wiesz tego, bo nigdy o tym Ci nie powiedziałem
nawet jeśli się nie będę odzywał, zrozumiesz to
sama
Nie wiesz tego jak bardzo Cię kochałem i jak bardzo Cię kocham
nigdy tego nie powiedziałem i nie powiem tego nigdy Tobie
w miłości słowa się nie liczą, liczy się muzyka.
Gdybyś się mnie spytała:”Co robimy?”
Gdybyś się mnie spytała gdzie idziemy
Odpowiedziałbym: "tam dokąd podąża wiatr"
chmury tworzą haft na niebie
przechodzi mi nad głową burza
dlatego nic nie mówię i dlatego potem źle się czuję.
Nie wiesz tego jak bardzo Cię kochałem i jak bardzo Cię kocham
nie wiesz tego bo nigdy o tym Ci nie powiedziałem
nawet jeśli się nie będę odzywał, zrozumiesz to sama
Nie wiesz tego jak Ciebie kochałem i jak Cię kocham
nigdy tego nie powiedziałem i nie powiem tego nigdy Tobie
w miłości słowa się nie liczą, liczy się muzyka.
Nie wiesz tego jak bardzo Cię kochałem i jak bardzo Cię kocham
nigdy tego nie powiedziałem, ale pewnego dnia zrozumiesz,
w miłości słowa się nie liczą, liczy się muzyka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)