I znow wracam do niedzieli. Po karnawalowej paradzie pojechalismy do Migliana, gdzie odbywalo sie swieto nalesnikow kasztanowych.
Do miasta byl jeszcze kilometr, a moze nawet dwa, a juz glowna droga zostala zamknieta. Policjanci prosili, by zaparkowac i poczekac na autobus, ktory zawiezie nas do miasta.
Pomyslalam, ze bedzie to duza impreza, bo skoro autobus musi zabrac nas do miasta...
Podjechalismy pod sam placyk z kosciolem. To praktycznie cale miasto skupialo sie wlasnie tam. Jeden bar i kosciol. Wspielismy sie na gore.
Obok kosciola staly 3 stoiska z serami, slodyczami i wedlinami. Nastepnie miejscowe stoisko zorganizowane przez szkole, serwowano ciasta.
Julcia wybrala struffoli - slodkosci rodem z Neapolu.
Na tylach kosciola stala kasa, gdzie placilo sie za necci oraz inne slodkosci.
Z przykroscia stwierdzam, ze organizatorzy przesadzili z cenami. Jeden przezroczysty nalesniczek z malutka iloscia ricotty (ktora zostala rozcienczona jogurtem) kosztowal 3 euro!! Dla porownania w gorach Pistoi necci kosztuja 1 euro.
Na placyku bylo troszke osob. Niektorzy ogrzewali sie przy ognisku.
Szkoda, ze festa ktora mogla byc fajna niedzielna atrakcja zostala "popsuta" przez wysokie ceny. Mysle, ze w przyszlym roku nie bedzie juz zorganizowana.
piątek, 3 lutego 2012
czwartek, 2 lutego 2012
I po sniegu
Tak jak pisalam wczoraj, snieg w samym miescie Pistoi pada tylko raz w roku. Nastepnego dnia ani sladu po nim.
Na glownym miejskim targu tylko pare stoisk. Ludzi prawie w ogole.
Wszystkie restauracyjki otwarte w oczekiwaniu na zglodnialych turystow, ktorych dzisiaj raczej nie widac. Jeden lokal wpadl na swietny pomysl, by swoich klientow okrywac kocami. Ja jednak wolalabym jesc w srodku.
Po sniegu pozostalo wspomnienie (swiadcza o tym zasniezone dachy samochodow). Mimo to, kierowcy nie zrezygnowali z lancuchow na oponach. Beda na nich jezdzic przez najblizszych kika dni...
Na glownym miejskim targu tylko pare stoisk. Ludzi prawie w ogole.
Wszystkie restauracyjki otwarte w oczekiwaniu na zglodnialych turystow, ktorych dzisiaj raczej nie widac. Jeden lokal wpadl na swietny pomysl, by swoich klientow okrywac kocami. Ja jednak wolalabym jesc w srodku.
Po sniegu pozostalo wspomnienie (swiadcza o tym zasniezone dachy samochodow). Mimo to, kierowcy nie zrezygnowali z lancuchow na oponach. Beda na nich jezdzic przez najblizszych kika dni...
Konkurs roztrzygniety
Zwyciezczynia konkursu na pyszne ciasto zostala: Kasia z bloga
http://kasiarutkowska.blogspot.com
Gratuluje!
A oto przepis:
Siodme Niebo
Skladniki (wszystko w ilosci wg potrzeby serca):
serek mascarpone
platki migdalowe
kakao
cukier puder
Przygotowanie:
Na talerzyku kladziemy jedna lub dwie lyzki serka mascarpone.
Na ten bialy puch wrzucamy trochê/duzo (wedle potrzeby) mieszanki z rondelka: platki migdalowe uprazone na masle razem z kakao i cukrem.
Zjesc od razu by poczuc sie jak w siodmym niebie :)
http://kasiarutkowska.blogspot.com
Gratuluje!
A oto przepis:
Siodme Niebo
Skladniki (wszystko w ilosci wg potrzeby serca):
serek mascarpone
platki migdalowe
kakao
cukier puder
Przygotowanie:
Na talerzyku kladziemy jedna lub dwie lyzki serka mascarpone.
Na ten bialy puch wrzucamy trochê/duzo (wedle potrzeby) mieszanki z rondelka: platki migdalowe uprazone na masle razem z kakao i cukrem.
Zjesc od razu by poczuc sie jak w siodmym niebie :)
Ostatni wpis dotyczacy PG
Po szesciu dniach ciszy dostalam odpowiedz od gazety Polska Gotuje. Mimo, ze moje emaile adresowane byly do dwoch naczelnych redaktorek napisal do mnie Publishing Manager do spraw nowych projektow. Pan napisal, ze przytaczam jedynie wybrane fakty oraz sugeruje nieuczciwe traktowanie autorow za co oczekuja bezzwlocznego zaprzestania rozpowszechnienia krzywdzacych wydawce oskarzen i usuniecia dotychczasowych. W celu polubownego i szybkiego rozwiazania sprawy w nastepnym wydaniu gazety umieszczone zostanie sprostowanie dotyczace slowniczka.
Nie bede komentowac. Korespondencje z gazeta Polska Gotuje uwazam za zamknieta. A wszystkich, ktorzy maja cos do powiedzenia zapraszam na blog:
Opublikujemy kazdy wpis.
Nie bede komentowac. Korespondencje z gazeta Polska Gotuje uwazam za zamknieta. A wszystkich, ktorzy maja cos do powiedzenia zapraszam na blog:
Opublikujemy kazdy wpis.
środa, 1 lutego 2012
Jeden dzien w roku ze sniegiem
W miescie Pistoi raz do roku pada snieg (w gorach pada czesciej i utrzymuje sie przez jakis czas). W nocy wialo i huczalo. Myslalam, ze zostaniemy w domu. Jednak chec zrobienia zdjec byla silniejsza. Tak wiec postanowilysmy przejsc sie do Giusy i Ezio i kupic kawalek pizzy.
Ulice wymarle, co jakis czas przejezdza auto z lancuchami na oponach.
Giusy zdziwiona, ze wyszlysmy z domu w taka pogode. Dzisiaj i jutro szkoly sa zamkniete.
- Ale teraz wracacie juz do domu? - pyta dla upewnienia.
Na termometrze 0 stopni. Jutro bedzie juz po zimie...
Ulice wymarle, co jakis czas przejezdza auto z lancuchami na oponach.
Giusy zdziwiona, ze wyszlysmy z domu w taka pogode. Dzisiaj i jutro szkoly sa zamkniete.
- Ale teraz wracacie juz do domu? - pyta dla upewnienia.
Foto by Julcia
Na termometrze 0 stopni. Jutro bedzie juz po zimie...
Karnawal na calego
W niedzielne popoludnie udalismy sie do Galcetello - malutkiej frakcji przy polnocnym Prato. Jeszcze nigdy tam nie bylam, stad nie wiedzialam czego sie spodziewac. Przez Galcetello przechodzi jedna duza ulica.
Na niedziele zostala ona zamknieta, ogrodzona metalowymi plotkami. Jeden bardzo starszy kierowca ich nie zauwazyl, wjechal w nie autem i jakby nigdy nic przejechal przez cala aleje (ciagnac za soba jeden plotek). Na jego widok ludzie stukali sie w glowe.
Przemarsz alegoryczny mial zaczac sie o 14.30. Jednak po uczestnikach nie bylo ani sladu ani slychu.
Zziebnieci weszlismy do jedynego okolicznego baru. Okazalo sie, ze siedzi tam pol okolicy i ogrzewa sie przez zimnem. Byla tez grupa mlodych ludzi w bialych kombinezonach. Potem staneli na czele karnawalowej parady.
Okolo godziny 15.15 zaczely zbierac sie okoliczne dzieci.
Pani przygotowujaca do wystepu wszystkie Myszki Miki
Wszystkie przebrane i gotowe na obrzucanie sie konfetti i psikanie kolorowymi spray'ami. Ruszyla ciuchcia - atrakcja dnia.
Skompletowano tez uczestnikow parady i rozpoczeto karnawal w Galcetello.
Duze figury przypominaly mi ufoludki z filmu "Mars attack"
W ciagu godziny wiatr wszedl mi w plecy i mimo zimowej czapki poczlam dreszcze. Jak tylko parada sie zakonczyla ucieklismy do samochodu, by ruszyc w dalsza droge. Kierunek: swieto necci (nalesnika kasztanowego)...
Wiatr zerwal ubranie Elvisa
Na niedziele zostala ona zamknieta, ogrodzona metalowymi plotkami. Jeden bardzo starszy kierowca ich nie zauwazyl, wjechal w nie autem i jakby nigdy nic przejechal przez cala aleje (ciagnac za soba jeden plotek). Na jego widok ludzie stukali sie w glowe.
Przemarsz alegoryczny mial zaczac sie o 14.30. Jednak po uczestnikach nie bylo ani sladu ani slychu.
Zziebnieci weszlismy do jedynego okolicznego baru. Okazalo sie, ze siedzi tam pol okolicy i ogrzewa sie przez zimnem. Byla tez grupa mlodych ludzi w bialych kombinezonach. Potem staneli na czele karnawalowej parady.
Okolo godziny 15.15 zaczely zbierac sie okoliczne dzieci.
Pani przygotowujaca do wystepu wszystkie Myszki Miki
Wszystkie przebrane i gotowe na obrzucanie sie konfetti i psikanie kolorowymi spray'ami. Ruszyla ciuchcia - atrakcja dnia.
Skompletowano tez uczestnikow parady i rozpoczeto karnawal w Galcetello.
Duze figury przypominaly mi ufoludki z filmu "Mars attack"
W ciagu godziny wiatr wszedl mi w plecy i mimo zimowej czapki poczlam dreszcze. Jak tylko parada sie zakonczyla ucieklismy do samochodu, by ruszyc w dalsza droge. Kierunek: swieto necci (nalesnika kasztanowego)...
Subskrybuj:
Posty (Atom)