czwartek, 23 czerwca 2011

Uroki zbierania punktow

W kazdym z wloskich supermarketow zbiera sie punkty. Wystarczy miec karte stalego klienta i mozemy zaczac nasze zbieractwo. Moj portfel niedlugo ekploduje od kart sklepowych (bo nie tylko markety je maja, moze przyblize w skrocie moj dobytek kart w portfelu do:
a) marketow spozywczych: Esselunga, Conad, Coop
b) sklepow z artykulami dzieciecymi: Z, Prenatal, Io Bimbo, Bimbus
c) ksiegarni: Feltrinelli, Giunti i chyba Mondadori
d) sklepow z artykulami do domu: Coin, Ikea
e) sklepami kosmetycznymi: La Gardenia, Marrionaud
Chyba wszystkie wymienilam?!).
Kiedy dochodze do kasy rozwijam kolorowy wachlarzyk i szukam wlasciwej karty.
Wczoraj udalo nam sie uzbierac punkty na dlugo wyczekiwany przez Julcie kamper Playmobilu. Kosztowalo nas to 1600 punktow (rownoznaczne z wydaniem okolo 1600 euro na zakupy) plus 15 euro (za darmo mozna bylo go dostac za 3000 punktow, czyli za zrobienie zakupow za przynajmniej 3000 euro).
Zastanawiam sie, ile taki kamper moze kosztowac w "normalnych warunkach". Czy nie oplacalo sie go kupic w sklepie?

1 komentarz:

  1. w Polsce jest oczywiscie podobnie. Ja juz posiadam w torebce specjalne pudeleczko na takie karty. Niestety pudeleczko powoli okazuje sie byc za male bo kart przybywa. Kazdy sklepz ubraniami, kosmetykami, kazdy supermarket, kazda stacja benzynowa to karta. Dodatkowo karty z kawiarni na ktorych zbiera sie stempelki. 10 stemplekow i kolejna kawa gratis. Mimo wszystko i tak sie robi zakupy wiec warto i zbierac punkty, zawsze dodatkowy prezent :)

    OdpowiedzUsuń