wtorek, 2 sierpnia 2011

Konkurs To-Tuscany

Jak juz wiecie kilka dni temu wyslalam przepis na konkurs. Okazuje sie, ze licza sie glosy. Jesli podoba Wam sie moja potrawa zaglosujecie na nia na:


Znajduje sie na samym dole strony. Nazywa sie Kluski nudystki.
Dziekuje!!

Pan giallo

Dzisiaj kolej na ciasto "Zolty chleb". Mysle, ze jst to malo znany toskanski przepis. Oto on:

Pan giallo
Skladniki:
  • 250 gram maki pszennej
  • 250 gram maki kukurydzianej
  • 100 gram cukru
  • 100 gram masla
  • 2 jaja
  • 1 lyzka proszku do pieczenia
  • starta skorka z 1 cytryny
  • sol
  • (ewentualnie troche mleka)

Przygotowanie:
Maslo rozpuszczamy i odstawiamy do ostygniecia. Mieszamy ze soba dwie maki.

 Dodajemy do nich: cukier, proszek do pieczenia, szczypte soli, starta skorke cytrynowa, jaja i maslo. Wyrabiamy ciasto. Jesli jest zbyt geste, dolewamy troche mleka.
Do formy wysmarowanej maslem wlewamy ciasto.


Pieczemy 30-35 minut w temperaturze 180 stopni.

Pan giallo

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Lipcowa ankieta

Oto jak skonczyla sie lipcowa ankieta. Pytanie brzmialo:
Z kuchni wloskiej najbardziej lubie:
1.dania z makaronem -  odpowiedzialo 58% ankietowanych
2.dania rybne - 0 odpowiedzi
3.dania miesne - odpowiedzialo 8% ankietowanych
4.desery typu tiramisù, panna cotta - odpowiedzialo 16% ankietowanych
5.ciasta - brak chetnych
6.lody- odpowiedzialo 16% ankietowanych

niedziela, 31 lipca 2011

Niedziela w zoo

O ile sie nie myle w Toskanii sa dwa zoo: jedno, mniejsze w Poppi i drugie w Pistoi.
Dzisiaj rano dlugo zastanawialismy sie jak spedzic niedziele. Nie chcielismy wybierac sie zbyt daleko, gdyz na drogach ogloszono "bollino nero" - czarny znaczek, najwieksze nasilenie samochodowe. Konczy sie jeden turnus, zaczyna drugi. Jedni wracaja z wakacji, drudzy dopiero ruszaja.
Pierwszym pomyslem spedzenia dnia byla wycieczka pociagiem do Florencji. Odrzucilismy jednak go ze wzgledu na goraco. We Florencji zazwyczaj jest 5 stopni wiecej niz w Pistoi. A i tu dzisiaj bylo goraco.
Nagle przypomnielismy sobie o zoo. Julcia jeszcze tam nie byla. W dodatku niedawno w jakims sklepie dostalam znizke na bilety: 1,50 euro na dorosla osobe.
Kiedy bylismy juz na miejscu podalam pani w kasie 2 karteczki ze znizka. Dwa bilety do zoo kosztuja 25 euro. Pani poinformowala mnie, ze w sumie place 22,50 euro. Troche mi bylo glupio, ale zwrocilam pani uwage, ze 25 euro odjac 3 euro znizki to rowna sie 22 euro. Pani po chwili namyslu pwiedziala: va bene, dobrze i podala mi wejsciowki.
Od mojej ostatniej wizyty w zoo duzo zmienilo sie, na szczescie pozytywnie. Zwierzeta maja ladne wybiegi, jest duzo wody i cienia. Uliczki sa wyasfaltowane i co krok znajdziemy kosze na smieci (ktorych ostatnio trzeba bylo szukac kilometrami). Jest tez plac zabaw i wiele drewnianych stolikow, na ktorych mozna zrobic sobie pikinik. Zreszta prawie wszyscy przynosili z domu prowiant, rozkladali sie i jedli calymi rodzinami.
Przy zagrodach koz oraz zyraf i sloni stoja automaty z jedzeniem. Wrzucajac 0,20 euro mozna nasypac sobie na dlon karme i poczestowac nia wiecznie glodne zwierzeta. Najpiekniejsze w tym wzgledzie byly zyrafy, wyciagaly bardzo dlugi czarny jezyk i oblizywaly wszystkim dlonie. Niesamowicie sie przy tym slinily.


Oto kilka zdjec z dzisiejszego dnia:






Pelikan polykajacy rybe












Kormoran

sobota, 30 lipca 2011

Sredniowiecze w Fabbriche di Vallico

Jak co roku o tej porze wybieramy sie w rejon Garfagnana do malutkiej miesciny (tyci, tyci), ktora organizuje impreze sredniowieczna. Miasteczko jest odciete od swiata. Zeby do niego dojechac trzeba przejechac przez droge wykuta w skale!


Jeszcze do niedawna wiele domow bylo niezamieszkalych, opuszczonych. Przejezdngo wprawialo w smutny nastroj. Od kilku lat zainwestowano w odnowe, miasteczko stalo sie bardzo atrakcyjne. W miedzy czasie miejsce to odkryli Niemcy i Anglicy i zaczeli wykupywac domy... Zainstalowano nawet bankomat, a wlasnie dzisiaj rano odbyla sie inauguracja stacji benzynowej. Miasteczko rozwija sie, zycie nabiera tempa. Podobno przybywa dzieci, co jak na dzisiejsze czasy we Wloszech jest coraz rzadszym zjawiskiem.

Swieto sredniowieczne nie jest juz organizowane przez Maure. Miala straszny wypadek samochodowy i ledwno chodzi. Byla jakas taka smutna....

Paleczke przejela mloda Martina, bardzo energiczna dziewczyna. Cala festa zarzadzala przez walkie-talkie. Z jednej czesci miasta do drugiej przemieszczala sie szybkim, zamaszystym krokiem i ustawiala figurantow.

 Martina i walkie-talkie

Rozpoczecie parady troch sie przeciagnelo gdyz czekano az przyjedzie policjant z drugiego miasteczka. Ktos przeciez musial panowac nad cala impreza. W kazdej czesci miasteczka figuranci czekali na znak od Martiny.

Sredniowieczna kasjerka gotowa do pracy

Parada historyczna udala sie jeszcze piekniej niz w zeszlym roku. Przybywa chetnych do przebrania sie, stad parada jest dluzsza i bardziej urozmaicona.


Bardzo podobal mi sie moment schodzenia parady z samej gory miasteczka.

Jak co roku byly tance z szablami.


Mieszkancy przycupneli sobie i ogladali. Niektorzy nie wychodzili nawet z domow....



















Kasjerka miala rec pelne roboty. Nie nadazala wymieniac euro na grossoni (miejscowa sredniowieczna monete). Potem dowiedzialam sie, ze bylo tylu chetnych do jedzenia, ze nie dla wszystkich starczylo. Z roku na rok festa sie powieksza!!





 Przelicznik 1 grossone to 2,50 euro

Zgrzewki z butelkami z woda chlodza sie w duej wannie, sluzacej kiedys do prania


 
 
 
 
 
Cale miasto przy stolach








Jak co roku ze stwoim stoiskiem przyjechal "dziadek Gino", ktory sprzedaje drewniane poleczki, deski do krojenia, drewniane baczki oraz coraz bardziej modne we Wloszech bat boxy (drewniane budki dla nietoperzy).



Po 23 na wszystkich czekala niespodzianka: sztuczne ognie, ktore trwaly bardzo ale to bardzo dlugo.

Wszyscy sie swietnie bawili. Przeszczesliwy byl tez bar w centrum, wlasciciele nie wiedzieli jak sprostac tak duzej frekfencji w lokalu. Uwijali sie jak mogli, maszyna do robienia espresso syczala bez minuty wytchnienia. Z pewnoscia pracowal rowniez jedyny sklep wielobranzowy. Zadziwiajaca byla w nim roznorodnosc artykulow, o czym swiadczy witryna sklepowa: jest statuetka Sw.Marii, okulary sloneczne, olej z oliwek, miejscowe wino, Jezusek na sianku.....


Sfotografowalam rowniez starsza pania, ktora wyszla ze sklepu spozywczego z forma sera pecorino:


W Fabbriche to taki jeden dzien w roku, kiedy jest gwarno i szumnie. Jutro  miasteczko obudzi sie w blogiej ciszy i bedzie wspominac dzisiejsze wydarzenie. Do nastepnego roku!!

piątek, 29 lipca 2011

Egzotycznie - kotleciki z juki

Na targu warzywniczym w Pistoi jest jedno stoisko, ktore oferuje rowniez egzotyczne "rzeczy". Niektorzy pamietaja moje chipsy platanowe? Teraz kolej przyszla na juke.


Zapraszam na kotleciki!

Kotleciki z juki

Skladniki na 3 osoby:
  • Owoc juki o wadze 300-350 gram 
  • bulka tarta do obtoczenia kotlecikow
  • olej do smazenia
  • sol

Przygotowanie:
Juke obieramy ze skorki. Niektore zrodla podaja, zeby owoc obierac w rekawiczkach, bo farbuje. Ale ja niczego takiego nie odnotowalam. Fakt, ze moja juka miala jasny kolor, a sa rowniez te o ciemniejszej "karnacji".


Obrany owoc przecinamy na pol, wyjmujemy dlugie, twarde wlokno. Kroimy na kawalki. Wrzucamy do osolonej wody, gotujemy przez okolo 30 minut.


Po ugotowaniu juka staje sie miekka jak ziemniak i rowniez w smaku go przypomina.





Mielimy ja w mikserze lub blenderem na jednolita mase. Staje sie wtedy "gumiasta".


Formujemy kotleciki okragle lub prostakatne, ktore obtaczamy w tartej bulce.


Smazymy w dosc glebokim oleju. Podajemy z salata, pomidorkiem. Mozna tez dodac odrobine majonezu.


Kotlety z juki


czwartek, 28 lipca 2011

Pasta fresca

 

Bardzo lubie swiezy makaron. A wy? Niestety absolutny brak czasu sprawia, ze coraz rzadziej robimy go w domu. Kiedys pewna pani, ciocia kolezanki, zrobila nam maly kurs wyrabiania pasty. Oto filmik pokazujacy jak sie robi tagliatelle:


Teraz najszybciej jest pojsc do sklepow ze swiezym makaronem: pasta fresca. Mozna kupic tam ravioli, tortellini, gnocchi oraz rozne rodzaje dlugiego makaronu. Sprzedawca wklada do specjalnej maszyny plat makaronu i tnie go na taka grubosc, jaka chcemy. Na pierwszym filmiku widziecie pana, ktory tnie waskie tagliolini.
Ja najczesciej kupuje ravioli i gnocchi. Po ugotowaniu (okolo 7 minut) polewam je sosem pomidorowym i posypuje startym parmezanem.

Ravioli przed ugotowaniem