sobota, 28 kwietnia 2012

Torta di mele

Wczoraj z Julcia upieklysmy toskanskie ciasto z jablkami. Zastanowil mnie fakt, ze do przepisu nie dodaje sie zadnego tluszczu. No, ale skoro taki jest przepis, to tak zrobilam. I wyszedl znakomicie!

Torta di mele

Skladniki:
400 gram maki
240 gram cukru
4 jaja
starta skorka z cytryny
2 jablka
1 lyzeczka proszku do pieczenia
maslo do wysmarowania formy

Przygotowanie:
Jaja miskujemy z cukrem na jednolita, jasna mase.


Dodajemy do niej make, 235 gram cukru, starta skorke z cytryny, proszek do pieczenia.


Miksujemy.  Jesli ciasto jest zbyt geste proponuje dodac troche mleka. Ciasto przekladamy do wysmarowanej formy.


Obrane i pokrojone jablka ukladamy na ciescie. Calosc posypujemy cukrem.


Pieczemy 40-45 minut w temperaturze 180 stopni.

Toskanskie ciasto jablkowe

piątek, 27 kwietnia 2012

Bob

W skrzyneczce od eko-rolnika znalazlam trzy rodzaje salaty, mloda cebule, bukiecik rukoli oraz straki bobu.


Na straganach tez go pelno. Tak wiec rozpoczal sie sezon jedzenia surowego bobu.

Wspaniale komponuje sie on z serem pecorino (ser owczy). Zapraszam do degustacji!


Jak Wam smakuje?

czwartek, 26 kwietnia 2012

W czwartek rano

Z samego rana poszlysmy do urzedu, by dowiedziec sie jak sie maja sprawy z przedszkolem Julci. Wiesci nie napalaja optymizmem, bo Julcia jest dziesiata (ostatnia) na liscie oczekujacych do naszego przedszkola. Byc moze Pistoia dostanie jakies pieniadze z regionu i wtedy jest nadzieje, ze dzieci "oczekujace" wskocza na liste - mowi pani w urzedzie.
Nastepnie zajrzalysmy do centrum miasta. Przywitalysmy Irene w piekarni. Kupilysmy kawalek pizzy i schiacciaty.


Na ryneczku slonce przygrzewalo tak mocno, ze sprzedawcy warzyw i owocow zaczeli rozwieszac plachty materialow, ktore dawaly troche cienia. Niektorzy porozbierali sie na maksimum.


Natomiast panom wiecznie plotkujacym przy miesnym nadal chlodno, jak widac na zdjeciu ponizej:


Jezus zaszyl sie miedzy krzeslami restauracji i obserwowal sytuacje na targu. Podeszlam do niego i jak zawsze zamienilam kilka slow.


Nadeszla rowniez pora odwiedzenia mojej tesciowej, ktora juz od progu przywitala mnie siata wypchana po brzegi:
karczochami w oliwie,
fenkulem w oliwie z natka pietruszki,
zarobionym ciastem na pizze plus mozzarella,
sloikiem pomidorow,
swiezymi ravioli ze szpinakiem i ricotta...















Zapowiedziala, ze jutro zrobi...karczochy!! Blagalam, zeby nie. Ale znajac ja, moje prosby nic nie pomoga.

środa, 25 kwietnia 2012

Targi Rekodzielnictwa we Florencji

W dniach od 21 do 29 kwietnia we Florencji odbywaja sie Miedzynarodowe Targi Rekodzielnictwa.


Postanowilismy wybrac sie tam i przede wszystkim odwiedzic stoisko naszej znajomej Sary.
Wybralismy podroz pociagiem, bo Julcia bardzo ja lubi. Napis w wagonie informowal pasazerow, ze  na zewnatrz mamy minus 4 stopnie!


Koleje troche przesadzily z odczytaniem temperatury. Przeciez zima dawno sie skonczyla. A we Florencji to chyba w ogole trudno o tak minusowe temperatury.
Do kas biletowych staly kilometrowe dwie kolejki). Zapomnielismy, ze bilety mozna bylo zakupic w inny sposob (np. internet) i musielismy te kolejke zaliczyc.

Jedna kolejka, w ktorej stalismy, a druga nieco dalej (rowniez widoczna na zdjeciu)

Oto kilka zdjec z targow:

Lubie takie kuchnie!

Podczas targow mozna oddac sie degustacjom roznego rodzaju...





Moja mama jest ladniejsza od twojej - to dopiero napis!







Dotarlismy do stoiska Sary, znajomej z targow rekodzielniczych. Za miesiac ma wyznaczony termin porodu, jednak nadal pacuje pelna para (skad ja to znam!).


Na koniec trzy zdjecia przedstawiajace Wlochy:





Przed zjednoczeniem...


W 1861 roku...






 i w przyszlosci...













Sadzac po dzisiejszym dniu nie jest jeszcze tak zle. Kolejki do kas biletowych pokazaly, ze jak narazie ludzie wychodza z domow i kupuja przedmioty zrobione recznie. A przeciez Wlochy pelne sa malych firm, ktore zajmuja sie rekodzielnictwem. Jest wiec nadzieja na przetrwanie!

wtorek, 24 kwietnia 2012

Pierwszy dzien w domu

Przechodzac z parkingu na samolot spadl mi na ziemie moja wiekowa, bursztynowa zawieszka. Cud, ze uslyszalam jak spada. Cud, ze bursztyn sie nie rozbil. A jeszcze wiekszy cud: jak on spadl, skoro koleczko laczace zawieszke jest nienaruszone! Wierze w znaki. Nie wiem, co oznacza ten. Wkrotce sie okaze.
Pogoda we Wloszech niesamowicie mnie zaskoczyla. Deszcz ze sloncem. Raz to, raz to. Wynik: piekna kolorowa tecza rozposcierajaca sie nad autostrada.


Po wejsciu do domu postawilam walizki w korytarzu, ktore nadal czekaja na rozpakowanie. Zajrzalam do kuchni, do szafeczek pelnych przecierow pomidorowych. Spytalam Julci:
- Chcesz makaron?
- Siiiiiiii!!!!!!!



Witamy we wloskim domu!

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Walizkowa pora

Zlecial miesiac jak szalony! Bo tak naprawde byl szalony. Spotkania autorskie w roznych miejscach Polski, promocja ksiazki w radio i telewizji, spotkania plenerowe... Duzo sie dzialo. Az tu nagle nadszedl ostatni dzien pobytu w Polsce. Czas sie pakowac.


Od jutra swieze informacje z Toskanii, zdjecia oraz oczywiscie przepisy.

A tych, ktorzy maja ochote spotkac sie ze mna jeszcze w Warszawie, zapraszam na godzine 17.00 do Centrum Handlowego Arkadia, do ksiegarni Matras.  To bedzie ostatnie spotkanie promujace ksiazke "Slodkie pieczone kasztany".

niedziela, 22 kwietnia 2012

Toskanskie dylematy

Wczoraj dostalam emaila od mojej drogiej kolezanki Toskanki, cytuje:

czesc Alek, jak leci. (...) Posluchaj, czy znasz jakies mile toskanskie miasteczko, ktore mozna zwiedzic , niezbyt daleko (...). Jakis czas temu Linda i Laura powiedzialy, ze zjezdzilas duzo miasteczek toskanskich. Tak zeby pojechac sobie w niedziele, nie wiemy gdzie pojechac...


I tak to oto stalam sie przewodnikiem po Toskanii dla Toskanczykow. Czas wydac ksiazke we Wloszech. Nie o Polsce, ale o regionie, w ktorym mieszkam. A moze przetlumaczyc na wloski Slodkie pieczone kasztany?