Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gory. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 listopada 2012

Swieto kasztana w Piteccio

Tak jak w zeszlym roku, tak i teraz pojechalismy na Swieto kasztana w Piteccio. Tym razem wyruszylismy wczesniej, bo po godzinie 15 (w zeszlym roku okolo 17 nie bylo gdzie zaparkowac). Ale i tak z miejscem nie bylo latwo. Wiadomo, festa znana na cala okolice.















Nad wejsiem ogromny napis informujay o swiecie kasztana.


W srodku pelno ludzi zajadajaych sie kasztanami lub nalesnikami kasztanowymi.















Wyruszylismy do kasy, a potem po kasztany.  W kasie okazalo sie, ze kasztany sa "za oferte". Czyli, zeby do ogromnej skarbonki wrzucic tyle pieniazkow, ile sie chce.


Z trudem znalezlismy wolny stolik i zaczelismy obieranie kasztanow.


Skusilismy sie rowniez na nalesnika kasztanowego z serem ricotta.



Nastepnie  moja ciekawosc dziennikarska zaprowadzila mnie na zaplecze, a tam dopiero raj dla reportera. Okolo trzydziesci osob uwijajacych sie w pocie czola. Jedni smazyli nalesniki, inni piekli kasztany. Zobaczcie sami:



















I jeszcze krotki filmik:


Z ciekawostek: w ciagu jednego dnia swieta kasztanow w Piteccio sprzedaje sie okolo 2000 nalesnikow z maki kasztanowej!
Wszystkie te lakocie kasztanowe mozna bylo popic czerwonym winem z "kartonika".


Piteccio, do zobaczenia za rok!

piątek, 26 sierpnia 2011

Wycieczka w gory

W miescie nie da sie wytrzymac. Zbyt goraco. Kto moze ucieka w gory. I my tez tak zrobilismy.
Pojechalismy do Acquerino, z ktorego piechota mozna isc do schroniska Il Fagione. Tablica umieszczona na poczatku trasy wyraznie informowala, ze schronisko otwarte jest w lipcu i sierpniu, a w pozostale miesiace na "zadanie".
W gorach bylo troche chlodniej, ale nadal goraco.

 
40-minutowa przechadzka przeksztalcila sie w poltoragodzinne chodzenie. Juz na samym poczatku Julcia sie potknela i trzeba bylo wracac, by przemyc rane w wodzie tuz przy parkingu.

Na trasie znalezlismy dwa arbuzy wyciete w ksztalcie serduszka

W koncu dotarlismy do schroniska z nadzieja na zjedzenie lub wypicie czegos. Wszystko zamkniete na cztery spusty!!


Polozylismy sie doslownie sekunde na trawie w nadziei na odpoczynek. Ale Julcia odzyskala sily i zaczela skakac. Odpoczynek trwal wiec niewiele.
Z powrotem zeszlo sie juz mniej. Postanowilismy odwiedzic jeszcze malutkie miasteczko polozone w okolicach Acquerino.
Torri niestety nas zawiodlo. Nawet sama mieszkanka na pytanie: co tu mozna zobaczyc, odpowiedziala nam: NIC.
Przeszlismy sie 10 minut. Mielismy szczescie, bo bar byl otwarty. Czynny jest tylko popoludniem. Znalezlismy tam cale miasto, ktore jadlo lody.


Miasteczko to liczylo kiedys 1000 mieszkancow, obecnie na stale mieszka tam 5 duszyczek!! Reszta, pare osob,przyjezdza tu by spedzic wakacje, tj. posiedziec przed domem na lezaku i pogadac z sasiadami.
W Torri znajduja sie szczatki wiezy oraz kosciol polozony na wzgorzu. Trzeba sie do niego wspiac (912 metrow n.p.m.).



















Wieczorem w gorach bylo wciaz 30 stopni. Pistoia ostatnio jest jednym z najgoretszych miast wloskich.