Pokazywanie postów oznaczonych etykietą toskanskie miasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą toskanskie miasta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 sierpnia 2011

Gragnola dzien II

Drugi dzien sredniowieczny w Gragnoli byl nieco ospaly. Oczywiscie pogoda dopisywala, Julcia powracala trzy razy do jedynego baru w miescie by kupic loda..

 A w barze jak to w barze, wszyscy miejscowi mezczyzni grali w karty, a pozostali obserwowali...

Zauwazylysmy rowniez, ze pan ktory siedzial wczoraj w jednym i tym samym miejscu siedzi nadal w tym samym miejscu....

 Pan siedzacy w sobote...

.... i pan siedzacy w niedziele. Roznia sie chyba tylko buty?

Odkrylysmy bardzo nietypowy ogrodek, powiedzialabym w stylu niemieckim, moze troche w polskim? Na trawie ustawione byly krasnalki.


Do punktow gastronomicznych stala niekonczaca sie kolejka glodnych...
Natomiast w centrum pan pokazywal dzieciom jak rozniecic ogien. Ze wzgledu na brak czasu nie moglam poczekac i zobaczyc czy ekperyment sie udal.


Oto pare zdjec "sredniowiecznych":















Na koniec zaprezentuje Wam moje ulubione zdjecie: przedstawiajace mieszkanki Gragnoli, wygodnie siedzace i ogladajace w ogrodzie wydarzenia w miescie:


To takie typowo wloskie! Takie typowe dla malych miescin.

Reszte zdjec z Gragnoli mozecie obejrzec na profilu Moja Toskania na Facebooku.

sobota, 6 sierpnia 2011

Gragnola dzien I

Nigdy nie wierzcie nawigatorowi! To juz nie pierwszy raz kiedy wybiera on opcje: "najszybsza droga" i konczymy w szczerym polu. Tak tez bylo i dzisiaj. W dodatku zamiast kierunek Fivizzano nawigator obral kierunek Fosdinovo. A to dwa rozne kierunki. Zaprowadzil nas na gorska droge, ktora owszem byla dwukierunkowa, ale tak waska, ze nawt jeden samochod mial trudnosci z przejazdem. Do tego co chwile po prostu brakowalo kawalka drogi, gdyz obsunela sie ona wraz z kawalkiem gory. I tak co chwile: albo po prawej albo po lewej asfalt gdzies w dole w przepasci. Momentami zakrty byly tak ostre, ze trzeba bylo cofnac sie zeby wykonac skret. Takie drogi nie budza u mnie sympatii. Serce podchodzi mi do gardla i modle sie, zeby  z przeciwnej strony nie nadjechal jakis samochod.
Reasumujac: przez nawigator stracilismy godzine czasu. W koncu trafilismy do miasteczka Gragnola.

Nad miasteczkiem rozposciera sie ogromny zamek. Podobno mozna go zwiedzac, ale po uprzedniej rozmowie z opiekunem zabytku. To jakas pani, ktora na zamowienie otwiera zamek. Odbywaja sie tam tez sluby, a goscie weselni moga spac w komnatach. Podobno tylko jedna czesc zamku jest odnowiona, reszta jeszcze czeka...

Jak zawsze w takich malych miescinach, obcokrajowiec jest "ogladany" ze wszystkich stron. Jeden pan przybiegl nawet specjalnie do mnie by pochwalic sie znajomoscia polskiego. Dumnie wypowiedzial slowa: "Dzien dobry panu!", po czym sie odwrocil i powedrowal do domu.


Inni natomiast przychodzili juz wieczorowa pora i pytali czy jestesmy z Toskanii. To tak jakbysmy juz nie byli w Toskanii. Moj maz pytal wiec: " a Wy skad jestescie?"
To pytanie pojawia sie co jakis czas. Mieszkancy tych rejonow  nie za bardzo identyfikuja sie z Toskania. Jestesmy bardzo blisko Ligurii, stad to zamieszanie pochodzeniowe.
W Gragnoli wszedzie pelno stoisk, zabaw dla dzieci. W piwniczkach mozna bylo zakupic smakolyki rejonu Garfagnana. Poznalam przemila pania wypiekajaca ciasta. Jej specjalnoscia jest tarta z figami (z wlasnego ogrodu) oraz z fioroni: duzej odmianie figi, rosnacej w tych rejonach (podobno jest jeszcze slodsza od normalnej figi). Oto niektore smakowite zdjecia.

Ciasto ananasowe

Ciasto z serem ricotta

  





Tarta z ricotta i nutella

Specjalnosc pani: tarta z figami (wiecej zdjec ciast na Facebooku, na profilu Moja Toskania)

Okazuje sie, ze tu w okolicach tradycyjne toskanskie ciasto castagnaccio wyrabiane jest z dodatkiem miodu i mleka.Nie dodaje sie do niego rozmarynu (natomiast w Pistoi tak).

Cianina (inaczej castagnaccio)

Jedzenia w Gragnoli nie brakowalo. Do straganow gastronomicznych kolejki staly bez przerwy.


Festa skonczyla sie o 1 w nocy.... O 3.30 bylismy w domu...

niedziela, 1 maja 2011

San Baronto

Ostatnie niedziele jestem w rozjazdach. Zaczal sie sezon targow rekodzielniczych. Tym razem bylismy w San Baronto (prowincja Pistoi). Co roku, 1 maja organizowany jest targ, zabawy dla dzieci, na ogromnej polaci zieleni mozna bylo zrobic sobie piknik. Do tego przyspiewwywala lokalna "banda", a w specjalnie skonstruowanej zagrodzie pasly sie baranki i owieczki. Oto pare zdjec z dzisiejszego dnia:
 W przerwie na sieste "dziadek Gino" ucial sobie krotka drzemke.
Kozy jadly bez zatrzymania sie nawet na sekunde.

Puszczano mega gigantyczne banki mydlane.

Mauro, jak zawsze przy pracy.

Grupa muzykantow zabawiala przechodzacych.

Mimo tego, iz zapowiadali deszcz, przez caly dzien przyswiecalo slonce i powiewal delikatny wiatr. 1 maja sie udal!!

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Buonconvento

Jak co roku pogoda w Poniedzialek Wielkanocny w okolicach Sieny nie jest pewna. Kilka lat temu padal nawet snieg!! Ranek zapowiadal sie nawet wiosennie. Rozebralismy sie do krotkich rekawkow. Zdazylam pstryknac kilka zdjec miasta...
 
Potem jednak niebo pokrylo sie czarymi chmurami. Nagle zaczelo padac i walic piorunami. Prawie cale poludnie padalo. Szkoda, bo turysci uciekali do aut i wracali do domow. Przeczekalismy brzydka pogode. Okolo 17 wreszcie sie rozpogodzilo. Na spacer udali sie mieszkancy Buonconvento oraz nieliczli turysci, ktorzy skryli sie w barach i restauracjach.
Wieczorem i my postanowilismy isc do restauracji-pizzerii. Tak jak co roku zjedlismy "typowe" wielkanocne danie - tj.pizze (ktora, jak widac, dobra jest na kazda okazje...)

niedziela, 24 kwietnia 2011

Chianciano Terme

Ostatni raz w Chianciano Terme bylam 5-6 lat temu. Pamietam piekna panorame, nierowny teren pokryty zielenia i gdzieniegdzie rosnace cyprysy. Teraz sie to troche zmienilo. Na wzgorzach wyrosly niskie bloki tworzace male "osiedla". Szkoda, bo widok na prawde byl piekny. Taki, z ktorego slynie Toskania. Troche mnie to zasmucilo, ze w tak szybkim tempie mozna kompletnie zmienic wizerunek regionu (podaje tylko przyklad miasta, w ktorym bylam).

Widok na stare miasto

Chianciano Terme slynie z term kurujacych choroby watroby. Miasto jest pelne hoteli i hotelikow. Mnostwo tu kuracjuszy w starszym wieku. Przejezdnie miasteczko odwiedzane jest przez turystow. Centrum historyczne jest godne polecenia. Uliczki raz ida w gore, by potem lekko zejsc w dol. Ma sie wrazenie, ze mieszkancy nigdy nie wyszli poza mury starego miasta. Siedza sobie na laweczkach przed domem i z zadziwieniem obserwuja przechodniow (czytaj: turystow). Na podworkach suszy sie pranie, a z okien wygladaja psy lub koty. 


Zreszta koty mozna spotkac na kazdym rogu miasteczka (starej czesci). Oto kilka zdjec zachecajacych do odwiedzenia Chianciano Terme.