Z rana zajrzalysmy do naszego ulubionego sklepiku warzywiczego prowadzonego przez Ezio i jego zone Gusy. Jest tam bardzo mila atmosfera, mozna wrecz powiedziec: domowa. W rogach sklepu postawione sa krzesla, na ktorych siedza godzinami starsi bywalcy i gawedza sobie o wszystkim i o niczym. Julcia jest rowniez zaliczana do stalych bywalczyn (lecz najmlodsza z calego grona) i kiedy przestepuje prog sklepu wszyscy ochocza ja witaja. Po pierwsze dostaje do reki kawalek schiacciaty (rodzaj pieczywa wloskiego), nastepnie zdejmuje czapke, szalik, rozpina kurtke i chodzi po calym sklepie. Jej ulubione zajecie to zdejmowanie cen z produktow spozywczych i przenoszenie kartonow z winem z jednego miejsca na drugie (kto wie, dlaczego upatrzyla sobie akurat te kartony??!!).
Ezio zrobil mila niespodzianke i upiekl dla nas tarte. Jak widzicie atmosfera w sklepie istnie rodzinna.
Bede musiala sie jakos odzwdzieczyc. Chyba zrobie frustine, te o ktorych pisalam na blogu kilka tygodni temu.
poniedziałek, 24 stycznia 2011
niedziela, 23 stycznia 2011
Spotkanie wieczorem
Dzis wieczorem idziemy do naszych znajomych Wegan. Zaniesiemy im kupiony w Polsce Syrop z agawy, ktory jest naturalnym cukrem. Niestety nie moge upiec zadnego ciasta (przynajmniej w tej chwili zaden przepis mi nie przychodzi do glowy), gdyz nie jedza oni potraw macznych. Dlatego postanowilam zaniesc im w prezencie bukiet....warzyw.
Pochodza one oczywiscie z uprawy biologicznej i sa bardzo bardzo slodkie.
Pochodza one oczywiscie z uprawy biologicznej i sa bardzo bardzo slodkie.
sobota, 22 stycznia 2011
Numer 13
Serdecznie witam na blogu trzynastego obserwatora, a raczej obserwatorke. Chce podkreslic, ze numer trzynascie we Wloszech wcale nie przynosi pecha. "Włosi są narodem bardzo przesądnym. Oczywiście wiadomo, że nieszczęście przynosi stłuczone lustro albo czarny kot przechodzący drogę.
Nowością dla nas jest fakt, iż we włoskiej kulturze to siedemnastka uważana jest za numer nieszczęśliwy.
I tak Wikipedia podaje na przykład, że we włoskich hotelach nie istnieje pokój numer siedemnaście, na parkingach nie ma siedemnastego miejsca. Alitalia w swoich samolotach nie ma siedzenia numer siedemnaście, nie istnieje również autostrada A17 (natomiast jest A13). Renault sprzedawała we Włoszech swoje “R17” jako “R177”.
Niedawno byłyśmy z przyjaciółkami w multikinie. Zgodnie zauważyłyśmy, że brakuje w nim sali numer siedemnaście." (cytat z niewydanej ksiazki "W krzywym zwierciadle")
Serdecznie dziekuje wszystkim nowo przybylym obserwatorom za wybranie mojego bloga. Zycze milej lektury!!
piątek, 21 stycznia 2011
W poszukiwaniu zaginionych zawodow
Szukalam jednej rzeczy, a znalazlam druga. Kiedys kupilam sympatyczny material, ktory moglby wspaniale pasowac na firanke. Problem w tym kto ja uszyje. Wystarczy zawinac brzegi i przeszyc. Brak jednak sprzetu w domu. A krawcowej ze swieca trzeba szukac. Jest tylko jedna w Pistoi i ma tyle pracy, ze ostatni raz jak probowalam do niej sie "dostac" zastalam taki mniej wiecej napis na drzwiach: "nie dzwoncie, nie pukajcie, jestem przepelniona praca i nie wiem kiedy bede przyjmowac nowe zlecenia". Jednym slowem "pocalowalam klamke" i poszlam po rade do znajomych. Jedna z nich zdradzila mi, ze ma zaprzyjazniony sklep pasmanteryjny, ktory przyjmuje rowniez rzeczy do szycia. Mialam wtedy do wszycia tasme w firance zakupionej w Polsce (kosztowala 200 zlotych). Panie z pasmanterii zgodzily sie na moja prosbe i poprosily,zebym wrocila za kilka dni. Firanka juz czekala na mnie, jak i rowniez rachunek do zaplacenia.Razem: 60 euro. Koszt wszycia tasmy przekroczyl cene firanki!! Juz teraz wiem, dlaczego panie z pasmanterii tak ochoczo przyjmuja zlecenia.
Z kawalkiem materialu, ktory znalazlam pewnie bedzie tak: przy najblizszej okazji zawioze go ze soba do Polski. Przeszyjemy z mama (czytaj: mama przeszyje) w domu.
Z kawalkiem materialu, ktory znalazlam pewnie bedzie tak: przy najblizszej okazji zawioze go ze soba do Polski. Przeszyjemy z mama (czytaj: mama przeszyje) w domu.
czwartek, 20 stycznia 2011
Troche slodyczy
W zwiazku z tym, ze mamy Karnawal proponuje troszke slodkosci. Podaje Wam przepis na kulki ryzowe - Fritelle di riso:
Inna nazwa kulek to Fritelle di San Giuseppe (Fritelle Sw.Jozefa). Przygotowywane sa one rowniez 19 marca, wlasnie na obchody Sw.Jozefa.
Składniki:
250 gram ryżu
0,2 litra mleka
0,25 litra wody
150 gram cukru
2 jaja
1 żółtko
1/2 pomarańcza
1/2 cytryny
1 opakowanie cukru waniliowego
2 łyżki mąki
1/2 opakowania proszku do pieczenia
Cukier puder do posypania
Oliwa do smazenia
Przygotowanie:
Na zimno mieszamy: ryż, wode, mleko .Dodajemy pol pomarańcza skrojonego w kawałki i 1/4 cytryny również pokrojonej na kawałki. Wstawiamy na gaz, w połowie gotowania dodajemy cukier. Kiedy ryż sie ugotuje, odstawiamy go do ostygnięcia i wyjmujemy z niego kawałki pomarańczy i cytryny. Gdy ostygnie dodajemy jaja i żółtko, startą skórkę z pomarańczy i z cytryny, cukier waniliowy, Vin Santo (lub rum), 2 łyżki mąki. Dobrze mieszamy (jeśli ciasto jest zbyt rzadkie dodajemy mąki), dodajemy proszek do pieczenia. Na patelni z rozgrzana oliwa smazymy uprzednio zrobione kulki z ciasta ryżowego. Podajemy posypane cukrem pudrem.
Fritelle di riso
Zdjecie: Magdalena Szwedkowicz-Kostrzewa
Przepis i wykonanie: Aleksandra Seghi
Inna nazwa kulek to Fritelle di San Giuseppe (Fritelle Sw.Jozefa). Przygotowywane sa one rowniez 19 marca, wlasnie na obchody Sw.Jozefa.
środa, 19 stycznia 2011
Pomocna lala
W sklepie z artykulami elektrycznymi i AGD przyciaga niezbyt codzienna wystawa. Siedzi na niej recznie uszyta lala z napisem "Anti stress".
Na mysl przychodza mi setki pytan: czy sklep zarabia malo? czy jest juz tak zle we Wloszech, ze zamiast suszarek, golarek, zarowek, lodowek trzeba sprzedawac lale na odstresowanie? czy to nowa moda? czy to laleczka woo-doo? Czy pomaga przetrwac dzien?
A Wy co o tym wszystkim myslicie?
Na mysl przychodza mi setki pytan: czy sklep zarabia malo? czy jest juz tak zle we Wloszech, ze zamiast suszarek, golarek, zarowek, lodowek trzeba sprzedawac lale na odstresowanie? czy to nowa moda? czy to laleczka woo-doo? Czy pomaga przetrwac dzien?
A Wy co o tym wszystkim myslicie?
wtorek, 18 stycznia 2011
Nie jest tak zle
Inspiracja do dzisiejszego posta byl komentarz pewnej dziewczyny na temat mieszkania w miescie takim jak Pistoia i szybkim znudzeniu sie przebywaniem w malym srodowisku (zaczerpniete z blogu, droga Nikki mam nadzieje, ze nie masz nic przeciwko). Absolutnie nie chce bronic Pistoi, ale uwazam ze nie jest tu nudno. Mieszka w niej 93 tysiecy obywateli. Miasto jest pelne muzeow, teatrow, kosciolow z waznymi zabytkami. Obok bazyliki stoi babtysterium, Toskania moze pochwalic sie tylko 4 takimi budynkami (wlasnie w Pistoi, nastepnie Florencji, Pizie i Volterrze).
Od restauracji i lokali gastronomicznych az kreci sie w glowie. Sa silownie, baseny - kryte lub na swiezym powietrzu. Z kinami tez nie jest zle. W lato dodatkowo odzywaja kina na wolnym powietrzu, bardzo fajnie oglada sie wtedy filmy. Co jakis czas w Pistoi kreca jakis film, czesto wsrod mieszkancow oglaszany jest casting. Ale to tak na marginesie.
Co roku odbywa sie jeden z wazniejszych muzycznych festiwali, a mianowicie Pistoia Blues Festival. Przyjezdzaja slawy z calego swiata. W lipcu podczas obchodow miasta sa parady sredniowieczne, koncerty (rowniez operowe), tance na glownych placach miasta. W styczniu natomiast relacja na zywo ze Swieta Befany (czarownicy,ktora 6 stycznia przynosi dzieciom slodycze) transmitowana jest na cale Wlochy przez telewizje Rai.
Z innych waznych informacji nalezy dodac, ze Pistoia lezy we wspanialym punkcie strategicznym. Do Florencji dojedziemy pociagiem w 40 minut, do Lukki tez w 40 minut, w 1 godzine do Pizy lub nad morze do Viareggio. Godzina wspinania sie samochodem i serpentynami i juz jestesmy w gorach w Abetone (wspaniale wyposazona miejscowosc narciarska). Jak "widzicie" jest wszystko: gory, morze, wazne miasta turystyczne.
I jeszcze: w Pistoi mieszcza sie siedziby uniwersyteckie, filie uniwersytetu Florenckiego.
Gdybyscie chcieli "wirtualnie obejrzec" Pistoie, zapraszam na You Tube na moj kanal, gdzie w kilku czesciach przedstawiam miasto:
http://www.youtube.com/user/oladventures#p/u/4/a-J39wW39VI
Glowny Plac przy Bazylice, widok na Wieze
Od restauracji i lokali gastronomicznych az kreci sie w glowie. Sa silownie, baseny - kryte lub na swiezym powietrzu. Z kinami tez nie jest zle. W lato dodatkowo odzywaja kina na wolnym powietrzu, bardzo fajnie oglada sie wtedy filmy. Co jakis czas w Pistoi kreca jakis film, czesto wsrod mieszkancow oglaszany jest casting. Ale to tak na marginesie.
Co roku odbywa sie jeden z wazniejszych muzycznych festiwali, a mianowicie Pistoia Blues Festival. Przyjezdzaja slawy z calego swiata. W lipcu podczas obchodow miasta sa parady sredniowieczne, koncerty (rowniez operowe), tance na glownych placach miasta. W styczniu natomiast relacja na zywo ze Swieta Befany (czarownicy,ktora 6 stycznia przynosi dzieciom slodycze) transmitowana jest na cale Wlochy przez telewizje Rai.
Z innych waznych informacji nalezy dodac, ze Pistoia lezy we wspanialym punkcie strategicznym. Do Florencji dojedziemy pociagiem w 40 minut, do Lukki tez w 40 minut, w 1 godzine do Pizy lub nad morze do Viareggio. Godzina wspinania sie samochodem i serpentynami i juz jestesmy w gorach w Abetone (wspaniale wyposazona miejscowosc narciarska). Jak "widzicie" jest wszystko: gory, morze, wazne miasta turystyczne.
I jeszcze: w Pistoi mieszcza sie siedziby uniwersyteckie, filie uniwersytetu Florenckiego.
Gdybyscie chcieli "wirtualnie obejrzec" Pistoie, zapraszam na You Tube na moj kanal, gdzie w kilku czesciach przedstawiam miasto:
http://www.youtube.com/user/oladventures#p/u/4/a-J39wW39VI
Subskrybuj:
Posty (Atom)
