wtorek, 25 stycznia 2011

Do zobaczenia Francesco

Od wielu lat Francesco nosil sie z zamiarem sprzedania baru. Ale jakos nikt sie nie trafial. Interes szedl coraz lepiej, bo Francesco potrafi zadbac o klientow. Jest bardzo mily, zamieni z kazdym slowo. A przede wszystkim zna na pamiec, co kto pije i je. Wystarczylo przekroczyc prog baru, a przygotowywal on ginseng dla mnie, dla tesciowej espresso a dla Julci spienione mleko z posypana na wierzchu czekolada. W godzinach 11.30-12 wypiekal pizze i wstawial ja do glownej barowej witryny. 5 minut i juz jej nie bylo.
Dwa tygodnie temu wiadomosc powalajaca wszystkich bywalcow z nog: Francesco sprzedal bar!! Przez tydzien mowilo sie tylko o tym. W koncu przyszli nowi wlasciciele, a raczej wlascicielki. Dzisiaj drugi dzien nowego personelu.

Zmienil sie nieco wystroj lokalu, na szczescie atmosfera jest rownie mila jak wczesniej. Brakuje jeszcze kawy ginseng, ale wlascicielki obiecaly ze juz wkrotce sie pojawi. Co chwile wchodzi ktos z ulicy i wola:" Czesc Francesco", po czym zdziwiony zatrzymuje wzrok na barmance. Trudno bedzie przyzwyczaic sie nam do nowej sytuacji, bo zzylismy sie bardzo z poprzednim wlascicielem. Niestety nic nie trwa wiecznie...

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Tarta od Ezio

Z rana zajrzalysmy do naszego ulubionego sklepiku warzywiczego prowadzonego przez Ezio i jego zone Gusy. Jest tam bardzo mila atmosfera, mozna wrecz powiedziec: domowa. W rogach sklepu postawione sa krzesla, na ktorych siedza godzinami starsi bywalcy i gawedza sobie o wszystkim i o niczym. Julcia jest rowniez zaliczana do stalych bywalczyn (lecz najmlodsza z calego grona) i kiedy przestepuje prog sklepu wszyscy ochocza ja witaja. Po pierwsze dostaje do reki kawalek schiacciaty (rodzaj pieczywa wloskiego), nastepnie zdejmuje czapke, szalik, rozpina kurtke i chodzi po calym sklepie. Jej ulubione zajecie to zdejmowanie cen z produktow spozywczych i przenoszenie kartonow z winem z jednego miejsca na drugie (kto wie, dlaczego upatrzyla sobie akurat te kartony??!!).
Ezio zrobil mila niespodzianke i upiekl dla nas tarte. Jak widzicie atmosfera w sklepie istnie rodzinna.
Bede musiala sie jakos odzwdzieczyc. Chyba zrobie frustine, te o ktorych pisalam na blogu kilka tygodni temu.

niedziela, 23 stycznia 2011

Spotkanie wieczorem

Dzis wieczorem idziemy do naszych znajomych Wegan. Zaniesiemy im kupiony w Polsce Syrop z agawy, ktory jest naturalnym cukrem. Niestety nie moge upiec zadnego ciasta (przynajmniej w tej chwili zaden przepis mi nie przychodzi do glowy), gdyz nie jedza oni potraw macznych. Dlatego postanowilam zaniesc im w prezencie bukiet....warzyw.

Pochodza one oczywiscie z uprawy biologicznej i sa bardzo bardzo slodkie.

sobota, 22 stycznia 2011

Numer 13


Serdecznie witam na blogu trzynastego obserwatora, a raczej obserwatorke.  Chce podkreslic, ze numer trzynascie we Wloszech wcale nie przynosi pecha. "Włosi są narodem bardzo przesądnym. Oczywiście wiadomo, że nieszczęście przynosi stłuczone lustro albo czarny kot przechodzący drogę.
Nowością dla nas jest fakt, iż we włoskiej kulturze to siedemnastka uważana jest za numer nieszczęśliwy.
I tak Wikipedia podaje na przykład, że we włoskich hotelach nie istnieje pokój numer siedemnaście, na parkingach nie ma siedemnastego miejsca. Alitalia w swoich samolotach nie ma siedzenia numer siedemnaście, nie istnieje również autostrada A17 (natomiast jest A13). Renault sprzedawała we Włoszech swoje “R17” jako “R177”.
Niedawno byłyśmy z przyjaciółkami w multikinie. Zgodnie zauważyłyśmy, że brakuje w nim sali numer siedemnaście." (cytat z niewydanej ksiazki "W krzywym zwierciadle")
Serdecznie dziekuje wszystkim nowo przybylym obserwatorom za wybranie mojego bloga. Zycze milej lektury!!

piątek, 21 stycznia 2011

W poszukiwaniu zaginionych zawodow

Szukalam jednej rzeczy, a znalazlam druga. Kiedys kupilam sympatyczny material, ktory moglby wspaniale pasowac na firanke. Problem w tym kto ja uszyje. Wystarczy zawinac brzegi i przeszyc. Brak jednak sprzetu w domu. A krawcowej ze swieca trzeba szukac. Jest tylko jedna w Pistoi i ma tyle pracy, ze ostatni raz jak probowalam do niej sie "dostac" zastalam taki mniej wiecej napis na drzwiach: "nie dzwoncie, nie pukajcie, jestem przepelniona praca i nie wiem kiedy bede przyjmowac nowe zlecenia". Jednym slowem "pocalowalam klamke" i poszlam po rade do znajomych. Jedna z nich zdradzila mi, ze ma zaprzyjazniony sklep pasmanteryjny, ktory przyjmuje rowniez rzeczy do szycia. Mialam wtedy do wszycia tasme w firance zakupionej w Polsce (kosztowala 200 zlotych). Panie z pasmanterii zgodzily sie na moja prosbe i poprosily,zebym wrocila za kilka dni. Firanka juz czekala na mnie, jak i rowniez rachunek do zaplacenia.Razem: 60 euro. Koszt wszycia tasmy przekroczyl cene firanki!! Juz teraz wiem, dlaczego panie z pasmanterii tak ochoczo przyjmuja zlecenia.
Z kawalkiem materialu, ktory znalazlam pewnie bedzie tak: przy najblizszej okazji zawioze go ze soba do Polski. Przeszyjemy z mama (czytaj: mama przeszyje) w domu.

czwartek, 20 stycznia 2011

Troche slodyczy

W zwiazku z tym, ze mamy Karnawal proponuje troszke slodkosci. Podaje Wam przepis na kulki ryzowe - Fritelle di riso:

Składniki:
250 gram ryżu
0,2 litra mleka
0,25 litra wody
150 gram cukru
2 jaja
1 żółtko
1/2 pomarańcza
1/2 cytryny
1 opakowanie cukru waniliowego
1/2 szklaneczki Vin Santo lub rumu
2 łyżki mąki
1/2 opakowania proszku do pieczenia
Cukier puder do posypania
Oliwa do smazenia

Przygotowanie:
Na zimno mieszamy: ryż, wode, mleko .Dodajemy pol pomarańcza skrojonego w kawałki i 1/4 cytryny również pokrojonej na kawałki. Wstawiamy na gaz, w połowie gotowania dodajemy cukier. Kiedy ryż sie ugotuje, odstawiamy go do ostygnięcia i wyjmujemy z niego kawałki pomarańczy i cytryny. Gdy ostygnie dodajemy jaja i żółtko, startą skórkę z pomarańczy i z cytryny, cukier waniliowy, Vin Santo (lub rum), 2 łyżki mąki. Dobrze mieszamy (jeśli ciasto jest zbyt rzadkie dodajemy mąki), dodajemy proszek do pieczenia. Na patelni z rozgrzana oliwa smazymy uprzednio zrobione kulki z ciasta ryżowego. Podajemy posypane cukrem pudrem.
Fritelle di riso
Przepis i wykonanie: Aleksandra Seghi

Inna nazwa kulek to Fritelle di San Giuseppe (Fritelle Sw.Jozefa). Przygotowywane sa one rowniez 19 marca, wlasnie na obchody Sw.Jozefa.

środa, 19 stycznia 2011

Pomocna lala

W sklepie z artykulami elektrycznymi i AGD przyciaga niezbyt codzienna wystawa. Siedzi na niej recznie uszyta lala z napisem "Anti stress".
Na mysl przychodza mi setki pytan: czy sklep zarabia malo? czy jest juz tak zle we Wloszech, ze zamiast suszarek, golarek, zarowek, lodowek trzeba sprzedawac lale na odstresowanie? czy to nowa moda? czy to laleczka woo-doo? Czy pomaga przetrwac dzien?
A Wy co o tym wszystkim myslicie?