sobota, 29 stycznia 2011

4000 klikniec

Blog ma juz ponad 4000 klikniec!! Przez 2 i pol miesiaca istnienia strony to chyba duzo? Jestem bardzo szczesliwa, ze podobaja sie moje posty. Komentarze zawsze mile widziane!! Jeszcze raz dziekuje wszystkim czytelnikom i zapraszam do czytania!!

Powrot do rzeczywistosci

Wrocilismy do domu (czytaj: do naszego bloku). Rzucilismy sie do komputera, zeby odnalezc chalupe z "lotu ptaka". Oto ona:

Robi wrazenie teren otaczajacy dom. W gorze winorosla, na dole oliwki. Wokolo las - wszystko prywatna wlasnosc.
Dom bez dwoch zdan jest do remontu. Pochodzi z okolo 1800 roku, wiec nie musze wam pisac ile jest do zrobienia.  Wkleje zdjecie kominka, ktory uderzyl nas swoja wielkoscia. Zajmuje prawie cala kuchnie. Wyobrazam sobie, jak 200 lat temu mieszkajaca tam rodzina wypiekala bochenki chleba, ktore musialy starczyc na caly tydzien...
Potrzebujemy troche czasu by ochlonac z wrazen...

piątek, 28 stycznia 2011

Spotkanie na rondzie

Jutro o 11 mamy spotkanie na rondzie. Bedzie czekal tam agent nieruchomosci, ktory zawiezie nas do wymarzonej toskanskiej chalupy. Podobno niezbyt wychwalal teren otaczajacy dom. Uwazal, ze 400 metrow lasu prowadzacego do celu to niezbyt atrakcyjna sprawa. Nam wydaje sie wrecz odwrotnie. To superowo!!
Chiara wie, ze jest do remontu dach. Ciekawe, co jeszcze? Oby nie wszystko.
Dwa dni temu mialam sen, ze razem z nami pojechali wszyscy znajomi ktorych mamy. Tloczyli sie w drzwiach wejsciowych chalupy i czekali na wejscie schodami na pierwsze pietro. Bylo tyle ludzi i zamieszania, ze nagle zrobilo sie ciemno i (my najbardziej zainteresowani) nie zdazylismy obejrzec nieruchomosci. Zreszta agent (ten ze snu) powiedzial, ze po tej wizycie jest tyle osob chetnych na kupno, ze my nie mamy na co liczyc.
Ezio ze sklepu spozywczego "dodal optymizmu" mowiac, ze na remont takiego domu potrzeba bedzie 2 milionow euro. Zachwial mi sie grunt pod nogami. A Chiara myslala, ze za 20 tysiecy (euro) wyremontujemy dach. Zaczelam liczyc w myslach ile oliwy zdolamy uzyskac z drzew rosnacych wokol domu i co zrobimy z hektarami winogron? Moze wymyslimy jakies nowe wino, ktore odniesie sukces? Marne szanse, bo ja mam alergie na alkohol.

Mamma ti amo

Mama jest najwazniejsza na swiecie. Dobrze o tym wiemy. Dla Wlocha jest ona NAJ w kazdym wzgledzie i to przez duze "N". Istnieje silna wiez miedzy matka a synem (nie jest taka silna miedzy matka a corka). Mama na wszytko pozwala swojemu dziecku, nawet jak jest juz duze. Bywa czesto, ze 40-letnie latorosle mieszkaja wciaz z rodzicami. Mama rozpieszcza pod kazdym wzgledem: przygotowuje do jedzenia, pierze, prasuje.
W Pistoi, na jednym z murow ktos "wysprejowal" napis: "Kocham Cie mamo, love".  Z pewnoscia byl to mezczyzna!!

czwartek, 27 stycznia 2011

Befanini

Wczoraj na deser znajomi podali ciasteczka Befanini. Robione sa one szczegolnie w rejonach Lukki, a ze Simona pochodzi wlasnie z tego miasta jej mama nie zapomina o tradycji i przesyla corce lokalne slodkosci. Befanini robi sie w czasie Karnawalu. Nazwa pochodzi od Befany - czarownicy, ktora 6 stycznia przynosi dzieciom slodycze, przede wszystkim slodki "wegiel".
Podaje przepis:
500 gram maki
300 gram cukru
150 gram miekkiego masla
3 jaja + 1 jajo do posmarowania cisteczek
½ szklanki mleka
1 opakowanie proszku do pieczenia
½ szklanki rumu
1 lyzka startej skorki z cytryny
szczypta soli
kolorowe groszki do dekoracji

Befanini
Przygotowanie:
Wyrobic ciasto z: maki, masla, cukru, jaj, skorki z cytryny, proszku di pieczenia, rumu i szczypty soli. Maczac ciasto w mleku i wyrabiac. Uformowac z niego kule i wlozyc na pol godziny do lodowki. Nastepnie rozwalkowywac ciasto na grubosc 4 mm i wycisnac ciasteczka (w formie zwierzatek, serca itd.) Wysmarowac maslem blache, rozlozyc ciasteczka. Posmarowac roztrzepanym jajem i przybrac kolorowymi groszkami. Piec okolo 20 minut w temperaturze 180 stopni.

środa, 26 stycznia 2011

Odkurzone marzenia

Od wielu lat szukamy (raczej w marzeniach i lokalnych gazetkach nieruchomosciowych) starej, wiejskiej chalupy do remontu. Najwazniejsze zeby byla zachowana w typowym toskanskim stylu i miala wokol siebie duzo terenu.
Kilka tygodni temu w rozmowie z Chiara wyszlo na to, ze rowniez ona z mezem poszukuja wolnostojacej chaty, gdzies z daleko od miasta i zanieczyszczenia (obecnie mieszkaja w ladnej okolicy, ale w poblizu fabryki ktora zajmuje sie spalaniem smieci - wszyscy od lat walczymy o jej zamkniecie, ale wladze nie biora pod uwage glosu mieszkancow). Byli juz nawet obejrzec kilka "obiektow".
Nie namyslajac sie dlugo ja i Chiara wzielysmy sprawe w nasze rece i ruszylysmy do poszukiwan. Znalazlysmy dwie chalupy, ktore moglyby zostac domem naszych marzen.  Przeciez dom i teren mozemy podzielic na dwa i spokojnie zyc obok siebie.W sobote (wedlug wstepnych ustalen) jedziemy zobaczyc pierwsze cacko: powierzchnia nieruchomosci to 360 m2, a teren to 9 hektarow gajow oliwnych i winorosli!! Wyobraznia zaczyna dzialac. Czy Wam tez??

wtorek, 25 stycznia 2011

Do zobaczenia Francesco

Od wielu lat Francesco nosil sie z zamiarem sprzedania baru. Ale jakos nikt sie nie trafial. Interes szedl coraz lepiej, bo Francesco potrafi zadbac o klientow. Jest bardzo mily, zamieni z kazdym slowo. A przede wszystkim zna na pamiec, co kto pije i je. Wystarczylo przekroczyc prog baru, a przygotowywal on ginseng dla mnie, dla tesciowej espresso a dla Julci spienione mleko z posypana na wierzchu czekolada. W godzinach 11.30-12 wypiekal pizze i wstawial ja do glownej barowej witryny. 5 minut i juz jej nie bylo.
Dwa tygodnie temu wiadomosc powalajaca wszystkich bywalcow z nog: Francesco sprzedal bar!! Przez tydzien mowilo sie tylko o tym. W koncu przyszli nowi wlasciciele, a raczej wlascicielki. Dzisiaj drugi dzien nowego personelu.

Zmienil sie nieco wystroj lokalu, na szczescie atmosfera jest rownie mila jak wczesniej. Brakuje jeszcze kawy ginseng, ale wlascicielki obiecaly ze juz wkrotce sie pojawi. Co chwile wchodzi ktos z ulicy i wola:" Czesc Francesco", po czym zdziwiony zatrzymuje wzrok na barmance. Trudno bedzie przyzwyczaic sie nam do nowej sytuacji, bo zzylismy sie bardzo z poprzednim wlascicielem. Niestety nic nie trwa wiecznie...