niedziela, 27 lutego 2011

Targi czekolady

Pozostajac w temacie czekolady i innych slodyczy, dzisiaj z rana pojechalismy na Targi Czekolady w Scandicci (prowincja Florencji).
Stoiska kusily wyrobami, a sprzedawcy zachecali do degustacji:
- Moze kawaleczek, prosze sprobowac....
Z czego Julcia byla bardzo zachwycona.
Smakow bylo tysiace, jedno stoisko prawie w calosci dedykowane bylo pikantnej czekoladzie z peperoncino. Niektore stoiska prezentowaly czekoladowe wyroby w ksztaltach: podkowy, lyzeczki, nozyczek itd...
Na takich targach latwo o zawrot glowy. Trudno oprzec sie pokusie....

Slodkie opowiesci

Wczoraj popoludniu mialam zaszczyt przeprowadzic wywiad z jednym z najlepszych cukiernikow Pistoi - panem Salvatore. Pokazal mi swoje krolestwo cukiernicze: laboratorium gdzie przygotowuje ciastka, czekoladki i torty.
Wlasnie dekorowal tort na zamowienie: na wierzchu postawil mala czekoladowa filizanke, przewrocona na bok, z ktorej wylewala sie "kawa" (gesta czekolada). Wspanialy pomysl na nietypowa dekoracje!!
Okazalo sie, ze od czasu do czasu organizuje on kursy cukiernicze. Na sama mysl zaswiecily mi sie iskierki w oczach. Mam nadzieje, ze bede mogla uczestniczyc w takim kursie.
Nastepne spotkanie z Salvatore odbedzie sie przed Wielkanoca, pokaze mi jak wykonuje sie czekoladowe przysmaki na to Swieto.

sobota, 26 lutego 2011

Pizza u Pana Bugiani

Od czasu do czasu idziemy do lokalu pana Bugiani, ktory w kazdy piatek robi pizze. Dostajemy najdluzszy stol na pierwszym pietrze, ktory spokojnie moze "pomiescic" kilkanascie osob.
Pizza jest na prawde dobra, na cienkim ciescie z wysmienitym przecierem pomidorowym i mozarella rozpuszczajaca sie w ustach.
W zwiazku z tym, ze trwa Karnawal u pana Bugiani na deser je sie rowniez Fritelle - typowe toskanskie slodkosci tego okresu. Wyjatkowo napelnione zostaly kremem Chantilly ( Krem Chantilly to bita śmietana z cukrem pudrem i wanilią. Deser został wymyślony we Francji w XVII wieku przez Francois Vatel – kucharza na zamku w Chantilly).
Nie musze Wam opisywac smaku, sami rozumiecie o jaka pychote chodzi. Podaje klasyczny przepis na Fritelle, ktory dala mi moja znajoma Roberta:
Ryzowe Fritelle Roberty
Skladniki:
150 gram ryzu
500 ml mleka
2 jaja
50 gram cukru
20 gram masla
1 cytryna
3 lyzki maki
1 lyzeczka proszku do pieczenia
olej do smazenia
cukier puder do posypania
Przygotowanie:
Do mleka wsypać ryż. Gotować na małym ogniu często mieszając.
Kiedy ryż będzie ugotowany, odstawić go do ochłodzenia. Następnie dodać masło, 2 żółtka, cukier, otartą skórkę z cytryny, mąkę, proszek do pieczenia i wszystko dobrze wymieszać. Małą łyżeczką formować kulki i wrzucać na rozgrzanym głębokim oleju. Kiedy fritelle nabiorą brązowego koloru wyjąć je z patelni. Podawać posypane cukrem pudrem.

piątek, 25 lutego 2011

Pranie w lutym

Na dworzu plus 15 stopni. Wszystkie gospodynie domowe wywieszaja pranie na sznurach za oknami. Wystawia sie oczywiscie ubrania. Moja sasiadka mieszkajaca obok lubi wieszac garnki. Dyndaja na sloncu i okapuja z wody. Natomiast sasiadka z gory wiesza przezroczyste siatki, worki i torebki. Recyclinguje je. Sasiadka z bloku naprzeciwko na swoich sznurach pozawieszala aluminiowa folie (taka do pieczenia). Z poczatku myslalam, ze "pierze" ja do ponownego uzycia. Okazalo sie jednak, ze folia sluzy do odstraszania golebi. A ze folia malo pomaga, to sasiadka porozwieszala rowniez cd. Dyndaja sobie razem z folia. Kiedy zrywa sie wiatr slyszy je cala okolica.
Oprocz wieszania na sznurze istnieja inne techiniki wieszania mokrych ubran. Na starym miescie widzialam, ze wiesza sie tez na okiennicach.
Kazdy sposob jest dobry. Najwazniejsze, zeby pranie szybko sie wysuszylo. W lutym jest to juz mozliwe.

czwartek, 24 lutego 2011

Artykul kulinarny - luty

Zapraszam do przeczytania mojego artykulu na temat Karnawalu w Toskanii:

Czerwone pomarancze

Zimowa pora mozemy rozkoszowac sie smakiem pomaranczy. Moim zdaniem najlepsze sa te czerwone w srodku. Pochodza z Sycylii i posiadaja sygnature I.G.P - Indicazione Geografica Protetta (Chronione Oznaczenie Geograficzne).
Kilka lat temu moj maz poznal Sycylijczyka mieszkajacego na stale w Toskanii. W swoim regionie posiadal hektary terenow z drzewami pomaranczy. Zalil sie, ze wszystko psuje sie i gnije gdyz nie oplaca mu sie ich zbierac. Podpisal kontrakt z wielka wloska firma, ktora produkowala (i produkuje) swieze owocowe soki. Narzucila mu swoje ceny w wyniku czego znajomy Sycylijczyk oddawal je prawie za darmo, za bardzo male grosze. Co w pewnym momencie przestalo mu sie oplacac i zerwal umowe z ogromnym potentatem. Moj maz i pare innych osob (ktore stworzyly wtedy Grupe Kupna Solidarnego) zaproponowalo, ze beda kupowac pomarancze od Sycylijczyka. Poczatkowo zainteresowanych nimi bylo okolo 20 rodzin. Powoli krag sie powiekszal. Obecnie ponad 100 rodzin z Pistoi i inne rodziny z okolic (nalezace do innych Grup Zakupu Solidarnego) co tydzien kupuje sycylijskie pomarancze. Interes tak sie rozwinal, ze znajomy musial dokupic na Poludniu nowe hektary terenow i posadzic nowe drzewka pomaranczy. Wszyscy sa zadowoleni i szczesliwi. Sycylijczyk znalazl rynek zbytu, a my mamy swiezutkie, niczym nie pryskane owoce.

środa, 23 lutego 2011

Zupa Chiary

Chcialam podzielic sie z Wami sympatycznym przepisem na zupe krem. Pomyslodawczynia jest Chiara.
Zupa-krem Chiary
Skladniki:
1 kalafior
2 pory
100 ml smietany z soi lub zwyklej smietany
szczypta peperoncino (fakultatywne)
Przygotowanie:
W osolonej wodzie gotujemy pora (biala czesc) i kalafiora pokrojone na male kawalki.  Kiedy warzywa beda ugotowane odcedzamy je z wody (wody nie wylewamy), miksujemy.
Dodajemy 100 ml wody z gotowania. W kubeczku rozrabiamy smietane z kilkoma lyzkami wody z gotowania.Dodajemy do zupy i wszystko dokladnie mieszamy. Zupe podajemy posypana peperoncino lub inna ostra papryka.