niedziela, 3 kwietnia 2011

Bio targ w Olmi

Dzien zaczal sie bardzo milo, bo znalazlam dwa piekne, duze gasiory. Nie chodzi o zwierzeta, lecz o ogromne butle sluzace do przechowywania wina lub oliwy. Jak zwykle stana one w ogrodzie u mojej mamy w Polsce.
Bio targ w Olmi znow odniosl sukces. Wszyzscy wystawiennicy byli zadowoleni. Rowniez kupujacy, ,tym bardziej ze przybylo nowych zainteresowanych.

Porozmawialam z panem Massimo, ktory zajmuje sie projektowaniem pejzazy oraz ogrodow synergetycznych. Te ostatnie bardzo nas interesuja. Jedyny problem, nie mamy gdzie go stworzyc. Pan Massimo wraz z 3 innymi osobami kupilili wiejski dom w gorach Pistoi i tam uprawiaja warzywa wedlug teorii Fukukoki (japonskiego wynalazcy ogrodow synergetyczych).
Pan Massimo chetnie objasnia dzialanie ogrodow synergetycznych

Jak wyglada taki ogrod? To pasy usypanych gorek ze slomy. Pod nimi zainstalowany jest system nawadniania (wode wlacza sie tylko raz w tygodniu gdyz sloma utrzymuje wilgoc). A na slomie zasiewa sie roznego rodzaju warzywa. Tylko,ze wszystko ma swoj porzadek i miejsce.  Po bokach cebule, czosnek i rosliny antybakteryjne. Po srodku straczkowe oraz pory. To tak w skrocie. Wazne jest by nie dotykac calej struktury ogrodowej, ani nie przechodzic przez nia. Warzywa mozemy uprawiac przez caly. rok. Jesli zima jest sroga (a w Toskanii raczej tak nie jest) ogrodki mozemy ukryc robiac cos w rodzaju szklarni. Uprawiajac w ten sposob ogrod ziemia staje sie coraz bardziej zyzna, co nie dzieje sie w przypadku normalnego uprawiania (i co najgorsze spryskiwania chemia).
Pan Massimo stworzyl eko-strukture do ktorej moze udac sie kazdy zainteresowany i przejsc kurs tworzenia ogrodow synergetycznych. Jesli chcemy zostac dluzej, mozemy za darmo spac i jesc u pana Massimo. W zamian codziennie przez 4 godziny pracujemy przy ogrodach i uczymy sie jak je uprawiac. Fajny pomysl prawda?

sobota, 2 kwietnia 2011

Konie w Arezzo

Caly dzien spedzilam w okolicach Arezzo (San Zeno) na Toskanskich Zawodach Konskich w skokach z przeszkodami.

Parking pelen byl jeep'ow i "innych" cenniejszych aut.


Spedzilismy bardzo milo czas. Przede wszystkim kibicowalismy mojemu chrzestnemu - Andrzejowi Lemanskiemu . Startowal dwa razy i obydwa przejazdy zaliczyl do udanych.

W przerwie miedzy zawodami przeszlismy sie by zobaczyc stand wystawiennicze. Wszystko dla koniarzy. Podobal nam sie pomysl mierzenia konskich butow: na tronie!!
Wszystkim koniarzom towarzyszyly pieski, czasem nawet trzy. Byly to przede wszystkim male rasy. Spotkalismy jednak dwa dogi, ktore swoimi rozmiarami przypominaly konie, "lezace konie" w sloncu...

Sobota minela nam bardzo szybko. Pogoda byla przepiekna, krolowaly krotkie rekawki lub w ogole brak rekawkow. Mysle, ze nawet sie opalilismy!!

piątek, 1 kwietnia 2011

Pesce d'aprile

Pesce d'aprile (kwietniowa ryba) to po polsku Prima aprillis.  Tak jak w Polsce rowniez i we Wloszech 1 kwietnia robimy zarty naszym znajomym.Specjalnie wprowadzamy ich w blad, zeby sie na to nabrali i uwierzyli w to, co mowimy. Podobno "obyczaj ten wywodzi się z rzymskiego swieta Veneralia, połączonego często ze świętem Fortuny Virilis i Cerialiami (ku czci Ceres), obchodzonego 1 kwietnia. W tym dniu dozwolone były żarty, wygłupy i kawały. Kwiryci odstawiali komiczne występy, mężczyźni przebierali się w damskie palle (okrycia), zakładali peruki, tańczyli na ulicach, co nie przydarzyłoby się im w innych dniach." (cytat wziety ze strony Wikipedii).
Mi dzisiaj jednak jakos daleko do zartow. Dzieje sie zbyt duzo spraw i to powaznych. Laura wyjezdza nad morze do Lido di Camaiore (od nas jest to okolo 70 km). Tylko tak daleko zdolala znalezc prace w branzy, ktora ja interesuje (hotelarstwo). Zadne hotele w okolicy nie dysponuja wolnymi miejscami pracy. Jesli ktos chce pracowac musi wiec podejmowac decyzje oddalenia sie od rodziny.
Fiorenza przechodzi na emeryture. I twierdzi, ze to nie zart.
A Magda idzie w naszej sprawie do pewnego wydawnictwa. Oby rozmowa wypadla pozytywnie!! Trzymam kciuki!!

czwartek, 31 marca 2011

Croccolato di Siena

Przegladajac jedna z toskanskich ksiazek kucharskich natknelam sie na taka historie:
W polowie XVIII wieku Giacomo Casanova znajdowal sie w Toskanii. Spotkal sie tam w willi nieopodal Sieny "ze starsza pania w wieku 35 lat" (!).  Pani nie byla skora do amorow. W zwiazku z tym Casanova powierzyl kucharzowi willi tajemnicza czekoladowa  recepture, ktorej uzywal w takich wlasnie okolicznosciach. Przepis odniosl sukces, pani odnalazla swoja mlodosc.
"Magiczna receptura" pozostala na terenach Sieny, nazwano ja "Carezze di dama" - Czulosci damy. Obecnie jednak slodkosc ta nazywa sie "Croccolato", a konkretnie "Croccolato z Sieny".
Zadna ksiazka kulinarna ani strony internetowe nie podaja dokladnego przepisu na Croccolato. Byc moze jest on chroniony? Podawane sa skladniki, lecz nie proporcje. Mozna tylko domyslac sie, co i jak.
Postanowilam zaryzykowac i zrobic Croccolato w domu:
Croccolato di Siena
Skladniki na 6 slodkosci:
  • 3 lyzki cukru
  • 6 lyzek miodu
  • 50 gram obranych orzechow laskowych
  • 50 gram obranych migdalow
  • skorka z polowy pomaranczy
  • troche skorki z cedru (ja nie dodalam,bo nie mialam)
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady

Przygotowanie:
W rondelku rozpuszczamy 3 lyzki cukru z 3 lyzkami miodu. Doprowadzamy do wrzenia. Dodajemy kandyzowana skorke z pomaranczy.
Jak zrobic kandyzowana skorke z pomaranczy? Oto przepis: obieramy pomarancza ze skorki, myjemy ja we wrzatku,tniemy na male kwadraciki. Do rondelka wrzucamy skorke pomaranczowa, zalewamy ja woda. Doprowadzamy do wrzenia, dodajemy 8 - 10 lyzeczek cukru. Gotujemy na malym ogniu przez okolo 20 minut.

Mieszamy, doprowadzamy do wrzenia. Dodajemy pokrojone na kawalki orzechy, migdaly i polewamy 3 lyzkami miodu. 

Ksztaltujemy male prostokaty (forma batonika).


Odstawiamy do ostygniecia i zastygniecia. W kapieli wodnej rozpuszczamy czekolade i polewamy nia nasze Croccolato (obtaczamy Croccolato w czekoladzie). Gotowe!!
Croccolato di Siena
W niektorych wersjach Croccolato mowa jest o rozpuszczeniu czekolady i wymieszaniu jej z masa orzechowo-migadalowa. Nastepnie ksztaltuje sie czekoladowe prostokaty i czeka az zastygna.

środa, 30 marca 2011

Wiekowy zaczyn

Moj maz dostal w prezencie od pewnej piekarni ponad stuletni zaczyn drozdzowy!! Nalezy obchodzic sie z nim jak z jajkiem (oczywiscie troche tu przesadzam). Lezy on sobie w drewnianym "lozeczku", okryty szmatka. Odpoczywa i cieszy sie spokojem i cieniem gospodarczego pokoiku.
Co 3 dni zaczyn nalezy "ruszyc z miejsca". Podzielic na pol, jedna czesc odstawic do lezakowania, a z drugiej zarobic chleb. Wlasnie zbliza sie ten dzien...
Jesli jednak nie chcemy robic chleba to w trzeci dzien musimy zagniesc i podwoic objetosc drozdzy: bierzemy drozdzowy zaczyn, wazymy go, dodajemy podwojona ilosc maki i tyle wody ile wazy zaczyn (przyklad: zaczyn wazy 20 gram, dodajemy wiec 40 gram maki i 20 gram wody).  Jednym slowem: jest co robic!!

wtorek, 29 marca 2011

Marchewkowe muffins'y

Moj maz poprosil mnie prawie w ostatniej chwili, zebym upiekla cos na spotkanie z grupa G.A.S (Gruppo di Acquisto Solidale - Grupa Kupna Solidarnego) i zeby to cos najlepiej bylo z marchewka. Poszperalam chwile w pamieci i przypomnialam sobie przepis z Ligurii na ciasto marchewkowe. Po lekkim zmodyfikowaniu wyszly fajne babeczki, podaje Wam przepis.
Marchewkowe muffins'y
Skladniki:
  • 250 gram maki zytniej
  • 250 gram cukru
  • 250 gram startej marchwi
  • 150 gram margaryny
  • 3 jaja
  • 2 lyzeczki proszku do pieczenia

Przygotowanie:
Jaja miskujemy z cukrem. Dodajemy starta marchew. Powoli wsypujemy make. Dodajemy roztopiona margaryne i proszek do pieczenia.
Ciasto rozlewamy do foremek wysmarowanych maslem (lub w papierowe foremki). Pieczemy okolo 30 minut w temperaturze 180 stopni.

poniedziałek, 28 marca 2011

Zrodla ruchu sieciowego

Interesuja mnie statystyki blogowe, a w szczegolnosci lubie przegladac tzw. zrodla ruchu sieciowego: slowa lub zwroty, ktorych osoby szukaja w wyszukiwarkach i ktore potem trafiaja na moj blog. Ostatnio znieruchomialam na widok takiego zdania: "kto chcialby umrzec w toskanii". Otworzylam szeroko oczy i nie wierzylam w to, co czytam. Dlaczego wyszukiwarka skierowala poszukujacego na  moj blog. Postanowilam napisac o tym post. Mnie nurtuje raczej zdanie: kto chcialby byc pochowany w Toskanii. System pochowku i sprawy cmentarne wygladaja we Wloszech troche inaczej niz w Polsce. U nas w kraju jesli ktos zostaje pochowany w jednym miejscu, to tam juz zostaje. We Wloszech tak nie jest. Najpierw "x" lat zmarly ma grob (taki duzy, klasyczny z plyta nagrobna. Oczywiscie sa wyjatki,bo jesli ktos chce byc skremowany, to tak sie dzieje).Nastepnie zostaje kremowany i "przenoszony" do  sciany, w ktorej jest mnostwo innych osob pochowanych i skremowanych. Kiedy znow minie "x" lat zmarly skremowany zostaje wyjety ze sciany i jego szczatki zostaja usuniete. Jednym slowem przestaje istniec jakikolwiek slad po nim.  Dla mnie jest to nie do uwierzenia. Przeciez sa jacys przodkowie zmarlego,ktorzy chcieliby odwiedzac jego grob?
Po nurtujacej mnie kwestii pochowku (zreszta nie od dzis, ale od lat zastanawiam sie nad tym zagadnieniem) postanowilam zajrzec do wyszukiwarki i wpisac zdanie poszukiwane wczesniej przez jednego z internautow. Okazalo sie, ze "Kto chcialby umrzec w Toskanii" to tytul ksiazki Michael'a Bockler'a...
Oniemialam z zaskoczenia.