czwartek, 16 czerwca 2011

Prywatne uzaleznienia

Kazdy z nas ma jakies male uzaleznienia. Ja na przyklad, mimo tego ze jestem na wakacjach, codziennie wstepuje do kampingowego sklepiku wielobranzowego (tzw."mydlo i powidlo") i kupuje kawalek pizzy na wynos. Miedzy jednym plywaniem a drugim zajadamy sie nia z Julcia. To takie nasze przyzwyczajenie wyniesione z domu.
Moi znajomi, z ktorymi spedzam wakacje maja rowniez swoje uzaleznienia. Nie chodzi o kulinaria tylko o gry komputerowe. Dzieki nim dowiedzialam sie, ze w Internecie istnieje gra pt. Farma....rama?? Zalogowani uczestnicy z calego swiata zakladaja farmy, uprawiaja warzywa i owoce, "zatrudniaja" kury, ktore robia jaja na drutach, itd... Dzisiaj na dworzu (tym realnym) jest pelnia, a na farmie uczestniczy czekaja na mroczny "event". Dzieje sie tam bardzo duzo. Uprawy rosna dosc szybko (kwestia kilku godzin). Nalezy trzymac reke na pulsie i o danej godzinie polaczyc sie z farma by te uprawy podlac, zebrac i sprzedac (dochodza do tego jakies spekulacje?!).
Moi znajomi, po kolei, jeden po drugim, opuszczaja basen lub inne atrakcje kampingowe i leca polaczyc sie z internetem, by sledzic losy farmy.
Ich zapal farmowy przypomina mi moje licealne granie w Tamagochi (nie wiem czy poprawnie napisalam?!). Nie rozstawalam sie z moim malym dinozaurem, pod lawka klasowa karmilam go, "przewijalam" i mylam. Jakims dziwnym trafem umieral zawsze dziewiatego dnia. Tak chyba byla zaprogramowana gra.

środa, 15 czerwca 2011

Zachcianki „pestowe”


Mój znajomy z kampingu nie rozstaje się z chlebem toskanskim i z pesto. Co chwile wchodzi do kuchni i przykraja sobie kromeczke, a na niej rozsmarowuje zielony sos. Testuje rozne sloiczki kupowane w licznych supermarketach i porownuje smaki.
Postanowilam przyrzadzic pesto w naszym domku kampingowym. W sklepie w Piombino kupilismy bazylie, oliwe z oliwek, czosnek bio. Przy polce z orzeszkami pinolowymi zamarlismy, gdyz cena za kilo to 60 euro! A jeszcze tak niedawno placilam 43 euro. Mala porcyjka orzeszkow kosztowala ponad 9 euro. Postanowilismy wiec, ze nasze pesto bedzie w wersji "ekonomicznej" i zakupilismy orzechy wloskie (mala paczuszka 4 euro). Ser parmezan mielismy w lodowce, wystarczylo pokroic go na drobne kawaleczki. 
Wszystkie skladniki wrzucilismy do garnka i zmiksowalismy blenderem.
Dosolilismy rozowa sola z Himalajow.
Chlebek poszedl w ruch, kromki szly jedna po drugiej. Drzewko bazylii zostalo prawie doszczetnie oskubane, a my zyskalismy 2 sloiczki pesto. Jutro z rana znow trzeba bedzie isc po swiezy chlebek....

wtorek, 14 czerwca 2011

Wakacyjne rozwazania

Musze przeprosic wszystkich czytelnikow bloga za moje "opuszczenie sie" w pisaniu postow. Zwiazane jest to z moimi wakacjami, ktore przeciagnely sie o nastepny tydzien. Na kampingu, na ktorym mieszkamy zapomina sie o Bozym swiecie. Jest tu tyle atrakcji, ze nie ma czasu na "zaliczenie" wszystkiego. Nie rozstajemy sie z zegarkiem, zeby nie przegapic ani jednego wydarzenia.
Jedynym problemem jest bardzo slaby dostep do internetu. Do kafejki internetowej nie moge pojsc, bo Julcia mi nie daje. Wykupilam dostep do Wi-Fi, ale w domku w ktorym mieszkam internet jesli "lapie", to bardzo slabo i to w godzinach poznych.
Chce napisac, ze juz niedlugo wracam do domu i szybko nadrobie zaleglosci blogowe. Obiecuje duzo zdjec i opowiesci. Beda tez oczywiscie nowe przepisy kulinarne.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Maly blogowy rekord III

Dzisiaj moj blog zostal klikniety 320 razy! To dla mnie taki maly rekord. Wszystkim czytelnikom serdecznie dziekuje!!

niedziela, 12 czerwca 2011

Niedziela basenowo

Na basenie siedzi caly kamping. Trudno sie dziwic: przygrzewa slonce, jedyna ochloda jest siedzenie w wodzie.


Pierwsze poranne slowa Julci to "woda,woda". Biegniemy na basen grubo przed otwarciem i musimy czekac na jego otwarcie.
Potem siedzimy tam do oporu, dopoki nie zaczna "zwijac" lezakow.
Na basenie jest miedzynarodowo, przewaza niemiecki i polski!!! Jest tez troche Holendrow, Belgow i turystow anglo-jezycznych.


Rodakow jest duzo. Znajoma, z ktora jestem na wakacjach poznala Polke, ktora czyta moj blog!! Jaki ten swiat jest maly!!

czwartek, 9 czerwca 2011

Marzenie kazdego

Chyba nikt nie zaprzeczy, ze stara 500-tka wzbudza cieple uczucia. Kazdy chcialby ja miec lub chociaz przez chwile zasiasc za jej kierownica. Znajomy Paolo pozwolil mi podziwiac z bliska to cacko. Rok produkcji 1971!!

Brakuje niewiele, abym zaczela sledzic lokalne ogloszenia, czy ktos przypadkiem takie 500-tki nie sprzedaje. Ubezpieczenie roczne kosztuje tylko 140 euro plus 40 euro czlonkostwo w stowarzyszeniu starych samochodow.

środa, 8 czerwca 2011

Moda

W jednym sklepie odziezowym w Pistoi ciekawa witryna. Do meskich butow wlozono kalesonki.


Cena buta: 129 euro
Cena kalesonkow 98 euro.
Co byscie wybrali?