piątek, 24 czerwca 2011

Kolacja po bolonsku

Dzisiaj popoludniu przyjezdzaja do mnie polscy znajomi. Az wstyd przyznac, ale z braku czasu (ostatnio mam bardzo duzo spraw na glowie) nie zdazylam przygotowac wlasnorecznie czegos specjalnego na kolacje. W takich sytuacjach ratuje sytuacje "Pasta fresca" czyli swiezy makaron kupionyw centrum Pistoi. Zakupilam tortellini z miesem, typowe z danie z Bolonii. Bedzie wiec po bolonsku!


Gdybyscie sami chcieli przyrzadzic to danie, to mam bardzo fajny przepis:
Tortellini z sosem mięsnym 
Składniki na ciasto:
  • 200 gram mąki
  • 2 jaja
  • szczypta soli

Składniki na farsz:
  • 100 gram schabu
  • 100 gram surowej szynki
  • 100 gram mortadeli (najlepiej z Bolonii)
  • 150 gram parmezanu
  • 1 jaja
  • szczypta gałki muszkatołowej

Pozostałe składniki:
  • 1 litr rosołu mięsnego
  • 1 łyżka masła

Przygotowanie:
Według tradycyjnego przepisu schab przez 2 dni powinien „leżeć” posypany solą, rozmarynem i drobno skrojonym czosnkiem. Można jednak ominąć tę część przepisu i rozpocząć od gotowania schabu w wodzie z dodatkiem masła. Kiedy mięso będzie ugotowane mielimy je lub tniemy na bardzo drobne kawałeczki. Czynność powtarzamy z szynką i mortadelą. Mieszamy mięsa, dodajemy jajo, starty parmezan i odrobinę gałki muszkatołowej. Farsz odkładamy do lodówki na 24 godziny.
Ze składników podanych powyżej zagniatamy ciasto. Rozwałkowujemy i tniemy je na kwadraciki o wymiarach 4 cm * 4 cm. Na środku każdego kwadracika kładziemy łyżeczkę farszu. Formujemy tortellini. Gotujemy je w osolonej wodzie. Gotowe wlewamy do rosołu i podajemy do spożycia.

czwartek, 23 czerwca 2011

Uroki zbierania punktow

W kazdym z wloskich supermarketow zbiera sie punkty. Wystarczy miec karte stalego klienta i mozemy zaczac nasze zbieractwo. Moj portfel niedlugo ekploduje od kart sklepowych (bo nie tylko markety je maja, moze przyblize w skrocie moj dobytek kart w portfelu do:
a) marketow spozywczych: Esselunga, Conad, Coop
b) sklepow z artykulami dzieciecymi: Z, Prenatal, Io Bimbo, Bimbus
c) ksiegarni: Feltrinelli, Giunti i chyba Mondadori
d) sklepow z artykulami do domu: Coin, Ikea
e) sklepami kosmetycznymi: La Gardenia, Marrionaud
Chyba wszystkie wymienilam?!).
Kiedy dochodze do kasy rozwijam kolorowy wachlarzyk i szukam wlasciwej karty.
Wczoraj udalo nam sie uzbierac punkty na dlugo wyczekiwany przez Julcie kamper Playmobilu. Kosztowalo nas to 1600 punktow (rownoznaczne z wydaniem okolo 1600 euro na zakupy) plus 15 euro (za darmo mozna bylo go dostac za 3000 punktow, czyli za zrobienie zakupow za przynajmniej 3000 euro).
Zastanawiam sie, ile taki kamper moze kosztowac w "normalnych warunkach". Czy nie oplacalo sie go kupic w sklepie?

środa, 22 czerwca 2011

Wiejski dom czesc III

Jestem w dole psychicznym... W ciagu mojego krotkiego pobytu nad morzem Chiara znalazla wiejska rudere do remontu (z hektarem terenu!) oraz prawie sprzedala swoje mieszkanie. Jedna noga zaczyna sie wyprowadzac i myslec o pracach budowlanych.
Znajoma Alessandro tez znalazla jakas wiejska rudere i to dosc blisko nas. Jakos wszyscy znajduja chalupy, tylko my nadal szukamy...

wtorek, 21 czerwca 2011

W poszukiwaniu cienia cz.II

Powietrze w Pistoi stoi. Na ulicach jakos mniej ludzi. Starsi pewnie siedza w domu, ukrywaja sie przed sloncem. Dzieci z rodzicami pojechaly nad morze, takze ludzi w malym i srednim wieku tez malo widac. Na Sali odwazni staruszkowie znalezli jedyny skwarek cienia. Dobrze, ze wypada on akurat w barze!!


Moja tesciowa ma lodowke pelna arbuza, na podlodze w kuchni lezy jeszcze jeden arbuz. Skonczyl sie sezon chomikowania karczochow, teraz pora na arbuzy!!


Dodatkowo zebralo jej sie na robienie cannelloni. Najpierw podgotowala ogromny makaron, wyjela z wody w celu ostudznia.


Potem przyrzadzila mase serowa, wszystko "na oko", bez dokladnie przewidzianej ilosci: ricotta, parmezan ( w tej samej ilosci), szpinak uprzednio ugotowany, 1 jajo, sol, galka muszkatolowa. Wszystko dokladnie wymieszala.


Makaron nafaszerowala masa serowa, ulozyla go na blasze i polala sosem beszamelowym. Teraz wystarczy wlozyc go do piekarnika i piec z pol godzinki i gotowe!! Przed wlozeniem do piekarnika danie mozna posypac jeszcze startym parmezanem.


Ja w ten upal skroilam sobie salatke warzywna: pomidory, papryka, marchew, salata. Polalam oliwa i octem. Nie bede wlaczac piekarnika!!

poniedziałek, 20 czerwca 2011

I po wakacjach

Pierwszy dzien w domu. Julcia wstala po siodmej. To dziwne, na kampingu potrafila spac do dziewiatej. W domu zawsze wstaje bardzo wczesnie.
Pierwsze slowa Julcia po przebudzeniu to: "woda, woda". Chce isc na basen lub na plaze. Chodzi po domu w poszukiwania zrodla wody. W koncu znalazla wanienke lalki i kazala przygotowac jej kapiel. Podloga w pokoju Julci plywa...
Dnia nie dalo sie zaczac bez zaparzenia goracej kawy. Ale i ta nie postawila mnie na nogi. Dla umilenia atmosfery dodalam do niej duza lyzke miodu slonecznkiowego kupionego w miasteczku Populonia.


Obecnie wstawilam trzecia pralke, konca prania nie widac. Co chwile pukaja do mnie sasiadki blokowe. Kazda pod pretekstem przywitania chce wypytac sie o przebieg wakacji oraz zapytac ile za nie zaplacilam (jak to starsze osoby chca wiedziec co i za ile).
Wreszcie sciagnelam emaile ze wszystkich skrzynek pocztowych. Potrzeba bedzie kilka nocy na odpowiedzenie.
Na komorce pelno nieodebranych polaczen. Na telefon domowy ktos musial dzwonic po kilka razy dziennie i nie zostawiac wiadomosci na sekretarce. Rezultat jest taki, ze wlaczona sekretarka robi tylko "pip, pip" i tak przez pol godziny.
Tesciowa przez telefon zapytala sie czy bylo nam dobrze. Odpowiedzialam, ze tak.
-No ale padal deszcz?
-Pierwsze 4 dni tak.
-A no to bylo wam zle.
Tak skomentowala nasz pobyt nad morzem.
Bedzie nam trudno wrocic do rzeczywistosci. Pozostalo ponad 1000 zdjec, ktore zrobilam i ktore w wolnej chwili (!) bede ogladala...

niedziela, 19 czerwca 2011

Ostatni dzien wakacji z pizza w Orentano


Ostatni dzien wakacji jest zawsze najtrudniejszy. Powinno go w ogole nie byc!! Mimo pakowania i sprzatania domku zdazylam pojsc na ostatnie "acqua gym". Skakanie w wodzie jest bardzo relaksyjne, probujac wykonac prawidlowo cwiczenia caly "basen" bawi sie wysmienicie.


Do zdjecia zdazyl mi rowniez pozowac Max - animator z kampingu. Codziennie przebiera sie w dziwaczne stroje i rozbiawa ludzi.


Po basenie przyszla pora wyjazdu. Dwa tygodnie przelecialy tak szybko, ze nie chcialo nam sie wierzyc ze to juz koniec. 
Wracajac do domu "wstapilismy" na Swieto pizzy w Orentano. Bardzo lubie te impreze, nie musze wyjasniac dlaczego!!


Juz przy kasie tlum ludzi. Trzeba bylo troche poczekac, by zlozyc zamowienie.


Od ostatniego razu duzo sie zmienilo. Przede wszystkim powstala nowa, ogromna zadaszona struktura.


W srodku taki gwar, ze trudno jest cokolwiek uslyszec. Zreszta sami zobaczcie:


Przed hala dwie zadaszone struktury z kucharzami wykonujacymi pizze. Naliczylam ich 14!! Pracowicie jak w ulu, w blyskawicznym tempie przygotowywali danie dnia. Az bylo milo popatrzec. Oto kilka zdjec:



















Po wyjeciu pizzy z pieca pizzaiolo zostawial ja na stole, a pewien pan wywolywal kelnera do odebrania  dania.


Mistrzowie pizzy chetnie pozowali do zdjec:


Po dlugim czekaniu wreszcie przyniesiono nam pizze. Warto bylo tyle czekac...

Pizza z cebula

Margherita

Pizza z pieczarkami

sobota, 18 czerwca 2011

Szalenstwa mezatek po 35-tce


Właśnie wrocilysmy z Malgosia z dyskoteki!! To nie pomylka, dobrze przeczytaliscie: bylysmy na tancach!! Nasi mezowie dali nam wolny wieczor, to oni dzisiaj wieczorem polozyli spac dzieci. A my poczulysmy się jak nastolatki i „zaszalalysmy”. Prawde mowiac bylysmy ciekawe jak się bawia inni na kampingu. Impreza miala być w stylu lat 70-tych, czym tak naprawdę nie była. Piosenki pochodzily raczej ze wspolczesnych repertualow dyskotekowych. Wszyscy bawili się wspaniale, niektorzy pokazywali umiejetnosci w tancach latynoamerykanskich, inni (czytaj: między innymi i my) przygladali się z zazdroscia. Prowadzacy krzyczal do rymu:
„Chi è toscano, batte la mano”
„Kto jest Toskanczykiem, klaszcze w rece”
Mniej więcej w polowie festy zrobiono cos w stylu wloskim. Zgaszono wszystkie swiatla. Poproszono o wyciagniecie telefonow komorkowych i podswietlenie ich oraz trzymanie w gorze i wymachiwanie nimi. Jak wiadomo Wloch nie rozstaje się z komorka. Na dyskotece bawily się tez inne narodowosci. Zarowno Polacy, Niemcy, Holendrzy i pozostali dorownali iloscia komorek do tych trzymanych przez Wlochow. Dystkoteka zakonczyla się na wspolnym klaskaniu i grupowym przytupywaniu. 
Niezapomniany wieczor. Przypomnialysmy sobie, jak to jest być nastolatkami. Mimo swietnej zabawy obydwie stwierdzilysmy, ze czulysmy się jakos dziwnie bez naszych pociech. Nie możemy doczekac się, jak jutro pojdziemy z nimi na plytki basen, specjalnie dla nich przygotowany.