wtorek, 19 lipca 2011

Artykul kulinarny

Dzisiaj zapraszam do przeczytania artykulu z pierwszej strony:

Topini di patate ciag dalszy

Okazalo sie, ze prawie tego samego dnia moja tesciowa wykonywala gnocchi u siebie w domu.... Tak jak na starsza Wloszke przystalo uzywa ona tradycyjnych metod wyrabiania ciasta. Po ugotowaniu kartofli mieli je recznie w specjalnej maszynce.


Konsystencja ziemniakow jest nieco inna niz tych zmielonych w mikserze.


Tesciowa robi gnocchi tylko z ziemniakow i maki, nie dodaje jaja. Maki uzywa bardzo malo, kluski sa bardzo miekkie. Po ugotowaniu nalezy je zjesc od razu, gdyz pozniej staja sie "papkowate".
Wracajac do przepisu... po dodaniu maki do ziemniakow zagniata ciasto, zwija grube rulony i tnie kluski. Oto krotka relacja filmowa:


Moja tesciowa jak juz gotuje, to w hurtowych ilosciach. I tym razem klusek wystarczyloby dla polku wojska.


Gnocchi (lub jak kto woli topini) wrzuca sie na goraca, osolona wode. Kiedy wyplyna na wierzch sa gotowe do spozycia. Kwestia doslownie 2 minut.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Artykul kulinarny - lipiec

Zapraszam do przeczytania mojego atykulu:


Topini di patate

W Toskanii gnocchi (czy jak to po polsku mowi sie gnioty) nazywane sa rowniez Topini di patate (ziemniaczane myszki). Najlepiej smakuja te domowej roboty. Od czasu do czasu (jak tego czasu jest troche wiecej) wykonuje je dla mojej rodziny. Oto bardzo latwy przepis:
Topini di patate

Składniki: 
  • 600 gram ziemniaków 
  • 200 gram mąki
  • 1 jajo
  • sól 
  • 250 ml sosu pomidorowego
  • 3 łyżki oliwy z oliwek 
  • 3 łyżki startego parmezanu

Przygotowanie:
Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie. 


Ugotowane odstawiamy do ostygnięcia. Wkładamy do robota kuchennego i miksujmy je na jednolitą masę. Dodajemy mąkę, jajo i szczyptę soli. Zagniatamy ciasto, z którego toczymy ruloniki o grubości 2 cm (jesli ciasto lepi sie do rak, możemy dodać trochę mąki). Ruloniki tniemy na paski o długości okolo 2,5 cm.

Moje topini wyszly troche dluzsze niz 2,5 cm, a to ze wzgledu na pospiech ktory ciagle mi towarzyszy

Kluski wrzucamy na gotującą, osoloną wodę. Kiedy tylko wypłyną na wierzch odcedzamy je z wody. 


Podajemy polane sosem pomidorowym i posypane parmezanem. 

 Gotowe topini di patate

niedziela, 17 lipca 2011

Targ bio w Montemurlo

W trzecia niedziele miesiaca w Montemurlo odbywa sie Bio Targ. Mozna kupic warzywa, owoce, oliwe z oliwek, sery, ciasteczka, wino, kremy, mydla, swiece.... wszystko naturalne.


Zrobilismy duzy zapas warzywny: pomidory, baklazany,papryka, salata i kartofle. Zobaczcie jednego z nich.

Jednoreki bio-kartofel

Pomidory sa przepyszne. W te gorace dni az sie chce jesc sama salate pelna warzyw!!

sobota, 16 lipca 2011

Urodziny Andrei w pizzerii

Wczoraj wieczorem swietowalismy urodziny Andrei. Poszlismy do pizzerii, ktora ma bardzo ciekawa historie.


Poczatkowo prowadzona byla przez dwoch wspolnikow. Po jakims czasie poklocili sie i postanowili "podzielic" lokal na dwa. Zadecydowali, ze jednego dnia pizzerie prowadzi jeden wspolnik (a raczej ex- wspolnik), a drugiego - drugi wspolnik (a raczej ex-wspolnik). Jednym slowem pizzeria prowadzona jest na przemian. Nigdy nie wiadomo, na kogo sie trafi.


Dzisiaj jedlismy u Massimo. Z menu wywnioskowalismy, ze lubuje sie on w risottach, a prawie wszystkie pizze sa miesne. Wybralismy trzy mozliwe pizze wegetarianskie: Pizze Margherite, ktorej zdjecie nie wyszlo (bo mnie Julcia szturchala za reke), Pizze Profumata z baklazanem, swieza szalwia i rozmarynem ( mimo tego, ze od przyjscia z pizzerii minelo troche czasu, moje rece nadal pachna rozmarynem!) oraz Margherite z baklazanem (inwencja na miejscu).




Pizza Profumata

Margherita z baklazanem

Moreno wzial Pizza Napoletana (z anchois) i na szczescie pozwolil mi ja sfotografowac... Pozostali goscie (ktorzy mnie nie znali) patrzyli dosc dziwnym okiem (co ona fotografuje!!??)

 Pizza Napoletana

Drzwi pizzerii byly otwarte ze wszystkich stron. Z zewnatrz dolatywal lekki powiew powietrza. Na szczescie, bo w tych dniach naprawde bylo goraco!

piątek, 15 lipca 2011

Skutki kapieli

Na dworzu jest tak goraco, ze wczoraj postanowilam zostac w domu. O godzinie 11 termometr wskazywal 46 stopni...


Julcia w kolko powtarzala : acqua, acqua, wiec postanowilam powtorzyc udany eksperyment z zeszlego roku. Nadmuchalam basenik i ustawilam go na zabudowanym tarasie. Julcia szalala z radosci. Zreszta spedzilam w nim doslownie caly dzien.


Podczas ostatniej kapieli, tuz po 19 (woda byla mocno nagrzana przez slonce) zadzwonil dzwonek do drzwi. To sasiadka z dolu krzyczala cos w dialekcie neapolitanskim. Trudno bylo ja zrozumiec. W koncu jak opadly jej emocje wytlumaczyla, ze ode mnie leje sie woda. Wyjelam Julcie z basenu i poszlysmy zobaczyc. W jednym gornym rogu bylo mokro, ale nic wiecej. Zadnego strasznego zalania. W kazdym badz razie czeka nas robota.... skucie kafelkow i zabezpieczenie podlogi przed woda....
Basen zostal zlikwidowany, nie wiem jak Julcia sie z tym pogodzi. Trzeba bedzie go ustawic w innym miejscu. Tylko gdzie? W salonie??!!