wtorek, 23 sierpnia 2011

Weekend sredniowieczny

Sama nie wiem, jak trzymam sie jeszcze na nogach. Przez 4 dni pracowalam po 18 godzin. Wczoraj zamiast leniuchowac mialam mnostwo spraw do zalatwienia. W miedzyczasie wzielam jeszcze udzial w akcji warzywnej. Wciaz czekam na wyniki konkursu na danie toskanskie, ciekawa jestem kto wygral?
Wracajac do dlugiego 4-dniowego weekendu: pojechalam na targi sredniowieczne do Pontremoli.
To bardzo dziwne miasteczko. Jesli mieszkancy Cie nie znaja, sa wobec Ciebie zamknieci i nieufni. Jesli natomiast zdazyli sie z Toba zapoznac, niespodziewanie staja sie otwarci i wylewni. Do Pontremoli jezdze od ponad 6 lat. Mieszkancy zdazyli opatrzec sie z moja twarza do tego stopnia, ze przychodza by mnie pozdrowic i porozmawiac. Stalam sie jakby ich czlonkiem rodziny. Glowne pytania, jakie padaja, nie dotycza targow lub pogody (jak to zazwyczaj bywa). Rozmawiamy o naszych rodzinach, sprawach z zycia osobistego w stylu: co u Was, a co u nas, jak sie czuje corka, czy juz jest duza itd...
Mieszkancy Pontremoli ni maja zbytniej smykalki do robienia interesow. Zycie plynie tu spokojnie i leniwie. Tylko 4 dni w roku (powiedzmy 5 dni, bo nalezy wliczyc rowniez konkurs na najlepsza ksiazke odbywajacy sie na wiosne) odzywa i w doslownym znaczeniu przebudza sie ze snu.W zwiazku z tym, ze jest to tylko kilka dni sklepikarze tak naprawde nie zdazaja sie obudzic. Byc moze jest to zbyt duzy szok. Przez miasto przechodzi kilkanascie tysiecy zwiedzajacych, ktorzy (naturalnie) chca cos zjesc, wypic lub przekasic. Pierwszego i drugiego dnia sklepikarze daja jakos rade zaspokoic zapotrzebowania klientow. Trzeciego dnia, juz od samego rana w barach nie ma praktycznie nic. Tylko kawa.
Zszokowani sprzedawcy, ktorzy dostaja zastrzyk naglego przyplywu handlu i gotowki gubia sie w tym wszystkim. Nie potrafia sie odnalezc, co czasem doprowadza do dziwnych sytuacji. Podam przyklad: codziennie rano chodzilysmy z Julcia do tego samego baru, bralysmy mleko i slodkiego rogalika. Pierwszego dnia za mleko policzono nam 0,50 euro, drugiego 0,90 euro, a trzeciego juz 1 euro!!
A teraz kilka slow o wydarzeniu: z roku na rok jest coraz piekniejsze, coraz bardziej atrakcyjniejsze. Parada historyczna coraz dluzsza, spektakle doslownie w kazdej czesci miasta.






Pierwszego dnia ta pani wystepowala jako elegancka dama z krolewskiego dworu....

A drugiego jako prosta kobieta


W sobote, gdy juz bylo ciemno, puszczono do nieba male latarenki, oswietlily one cale niebo nad Pontremoli. W niedziele, jak zawsze o polnocy sztuczne ognie.
I tym razem udalo mi sie spotkac Zucchero, ktory mieszka w poblizu centrum. Wymienilismy kilka slow pozdrawiajac sie do przyszlego roku.


Wiecej o Pontremoli i targach sredniowiecznych w mojej drugiej ksiazce, ktora wyjdzie w ... ??
Na koniec kilka zdjec:


Bizuteria skusila rowniez siostre zakonna...




Sowa z przepieknymi bursztynowymi oczami, hipnotyzowala wszystkich przechodniow

Wozek z "zabawkami" nadwornego pajaca...




...oraz pajac pozujacy ze mna do zdjecia

Swoim przebranie znajomy Gianluca przypominal raczej czasy cesarstwa rzymskiego



czwartek, 18 sierpnia 2011

Za dni kilka

Musze przerwac moje codzienne zdawanie relacji z Toskanii. Powroce w poniedzialek na pewno pelna wrazen.
Tymczasem moge podac dwie daty, podczas ktorych odbeda sie spotkania z moja ksiazka. Oto one:

23 wrzesien 2011 - Cafee Galeria Sztuki, Zabkowska 13, Warszawa (http://www.caffee.stanowski.pl)


2 pazdziernik 2011 - Gminny Osrodek Kultury Okey w Brwinowie
(http://www.ok.brwinow.pl)

Mam nadzieje, ze przyjdziecie!!
Niebawem dalszy ciag dat i miejsc, w ktorych sie spotkamy!

środa, 17 sierpnia 2011

Podere Belvedere w Vinci

Kilka godzin temu wrocilam z farmy rolniczej polozonej tuz nieopodal Vinci. Nie musze opowiadac, jak piekny widok rozciaga sie ze wzgorz Leonardo. Patrzac po prawej stronie widac szpiczaste, wysokie wzgorze. To Montecatini Alto. To niesamowite, przeciez jestesmy tak daleko od tego miasta?!


Zyc i nie umierac. Takiego samego zdania jest Floriano - wlasciciel Podere Belvedere. Wypatrzyl ten dom 7 lat temu i od razu sie w nim zakochal. Mimo tego, ze byl praktycznie ruina postanowil go kupic.


Powoli, o wlasnych silach przywraca go do zycia. A sil potrzeba naprawde wiele. Slonce prazy od samego rana, cienia mozna szukac tylko pod oliwkami.


Przed domem leza sterty kafelkow podlogowych. Nie chce wypowiadac sie, ile maja lat, bo sie na tym nie znam. Wiem, ze dom jest z 1700 roku!!


Kafelki czekaja, az dom bedzie gotowy i wtedy powroca na swoje dawne miejsce, czyli na podloge.
Floriano prowadzi farme biologiczna. Wszystko co uprawia jest naturalne, dojrzwajace na sloncu. Zadnej chemii ani pestycydow. Zobaczcie sami jakie wspaniale warzywa i owoce wyrastaja na terenach Vinci:




Melony sa w srodku zolciutkie i soczyste



Male figi, ale najslodsze jakie kiedykolwiek jadlam

Winogrona, odmiana Sultanina, z nich robi sie rodzynki

Czosnek wysycha na sloncu. Juz z daleka czuc jego zapach





Kwiaty cukinii sa tak duze, ze trudno dotrzec sama cukinie

Na poletku obok cukinii, dojrzewaja dynie o gigantycznych rozmiarach. Podobno wciaz sie wydluzaja!



















Najwiekszym zaskoczeniem byly dla mnie baklazany. Nie wiedzialam, ze rosna one zwisajac na "drzewku". Myslalam, ze rosna jak dynie, na ziemi. Roslina ma bardzo mocne lodygi, stad swobodnie utrzymuje ciezar niektorych baklazanow.
W dodatku roslina ma przepiekne fioletowawe kwiatki:


Na koniec przystanelismy przy poletku karczochowym. Sezon juz dawno minal, stad moglismy dostrzec jedynie staruszki karczochy, ktore przekwitly i wysuszyly sie na sloncu.


Oprocz uprawy oliwek i produkcji oliwy, w tym roku Floriano zalozyl tez winnice. Mlode pnacza beda musialy jeszcze troche podrosnac by mogly wydac winogrona.


I jak tu nie zakochac sie w tak pieknym miejscu? Zarazeni urokiem wzgorz Floriana pojechalismy w poszukiwaniu wiejskiego domu, ktory wynalazlam w internecie. Niestety pokrazylismy po okolicy, popytalismy sie tubylcow, ale nikt o "naszym" domu nic nie wiedzial. Musi byc gdzies dobrze schowany....

wtorek, 16 sierpnia 2011

I po dachu

Dzisiaj w nocy, w bloku polozonym dwa bloki od mojego, zapadl sie caly dach. Budynki zostaly zbudowane w latach 60-tych. Ten z zapadnietym dachem zostal odnowiony jakies 3-4 lata temu, wyroznia sie ostrym kolorem pomaranczowo-ceglastym.


Na szczescie nikomu nic sie nie stalo. Ale cala okolica jest w szkoku. Jak to mozliwe, zeby 50- letnie budynki tak nagle sie zawalaly?
Moja tesciowa mieszka w budynku z 1400 roku i nigdy nie slyszalam, zeby spadla  chocby 1 cegla!!

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

15 sierpien - Wloch na wakacjach

Moznaby powiedziec, ze ze Wloszech 15 sierpnia zamiera zycie miejskie. Wszyscy opuscili swoje mieszkania i ruszyli nad morze lub w gory.
Zeby Wam to udowodnic przeszlam sie po glownych ulicach Pistoi.
Wspolczuje turystom, ktorzy pragna znalezc otwarty bar, wypic kawe lub zjesc jakas przekaske. Lub najprosciej skorzystac z toalety.


Pozostale zdjecia witryn znajdziecie na profilu Moja Toskania na stronie Facebook.