Padlo ostatnio pytanie o wolna plaze w poblizu Viareggio.
Proponuje Marina di Vecchiano, do ktorej jest bardzo prosto dotrzec. Nalezy zjechac z autostrady w Pizie (Pisa Nord). Na pierwszych napotkanym skrzyzowaniu skrecamy w lewo (w strone Pizy, nie Viareggio). Jedziemy prosto moze z 1 kilometr, przy pierwszej napotkanej drodze skrecamy w prawo pod wiaduktem. Bedzie znak na Marina di Vecchiano. Jedziemy ciagle prosto przez okolo 6 km. Na malym rondzie skrecamy w prawo i ciagle jedziemy prosto az dojedziemy do morza.
Tu czeka na nas mala niespodzianka. Plaza jest gratis, ale parking od niedawna platny:
1 godzina - 1, 80 euro
6 godzin - 6,50 euro
Nalezy uwazac na parking, czy juz nie minal czas, gdyz policja caly czas sie na nim kreci i kontroluje.
Plaza jest szeroka, zadbana, choc czasem mozna znalez papierosy lub plastikowe butelki. Nie kazdy ma sile dojsc do koszy na smieci, ktorych jest naprawde duzo. Morze czyste, niemalze przezroczyste. Bardzo slone. W sierpniu bardzo cieple.
Na plaze polecam przyjechac nie pozniej niz o 9 - 9.30. Pozniej piasek tak sie nagrzewa, ze z trudem sie po niej chodzi. Z koca nalezy skakac duzymi krokami do morza. I tam juz raczej zostac do poznego poludnia.
Bez parasoli ani rusz. Nie wytrzymacie. Posiedzialam chwile nad samym morze, wysmarowana w filtr 30 (gdyz juz troche bylam opalona).Spalilam sie na calego! Takze polecam jednak filtr 50.
Po plazy przechodza setki osob proponujace: picie, lody, ubrania, okulary, CD, zegarki, pierscionki, parasole.... Mimo tego, ze w tym roku zaostrzyly sie przepisy i kary placa nie tylko sprzedajacy ale i kupujacy, handel plazowy wcale sie nie zmniejszyl.
Na plazy jest duzo turystow, najwiecej Niemcow. Sa tez Wlosi. Wloszki poznamy po modnych ciuchach i kostiumach oraz butach niezbyt plazowych...
W poblizu, na plazy znajduje sie barek, w ktorym mozna cos przekasic lub wypic.
Polecam to miejsce.
sobota, 27 sierpnia 2011
piątek, 26 sierpnia 2011
Wycieczka w gory
W miescie nie da sie wytrzymac. Zbyt goraco. Kto moze ucieka w gory. I my tez tak zrobilismy.
Pojechalismy do Acquerino, z ktorego piechota mozna isc do schroniska Il Fagione. Tablica umieszczona na poczatku trasy wyraznie informowala, ze schronisko otwarte jest w lipcu i sierpniu, a w pozostale miesiace na "zadanie".
W gorach bylo troche chlodniej, ale nadal goraco.
40-minutowa przechadzka przeksztalcila sie w poltoragodzinne chodzenie. Juz na samym poczatku Julcia sie potknela i trzeba bylo wracac, by przemyc rane w wodzie tuz przy parkingu.
Na trasie znalezlismy dwa arbuzy wyciete w ksztalcie serduszka
W koncu dotarlismy do schroniska z nadzieja na zjedzenie lub wypicie czegos. Wszystko zamkniete na cztery spusty!!
Polozylismy sie doslownie sekunde na trawie w nadziei na odpoczynek. Ale Julcia odzyskala sily i zaczela skakac. Odpoczynek trwal wiec niewiele.
Z powrotem zeszlo sie juz mniej. Postanowilismy odwiedzic jeszcze malutkie miasteczko polozone w okolicach Acquerino.
Torri niestety nas zawiodlo. Nawet sama mieszkanka na pytanie: co tu mozna zobaczyc, odpowiedziala nam: NIC.
Przeszlismy sie 10 minut. Mielismy szczescie, bo bar byl otwarty. Czynny jest tylko popoludniem. Znalezlismy tam cale miasto, ktore jadlo lody.
Miasteczko to liczylo kiedys 1000 mieszkancow, obecnie na stale mieszka tam 5 duszyczek!! Reszta, pare osob,przyjezdza tu by spedzic wakacje, tj. posiedziec przed domem na lezaku i pogadac z sasiadami.
W Torri znajduja sie szczatki wiezy oraz kosciol polozony na wzgorzu. Trzeba sie do niego wspiac (912 metrow n.p.m.).
Wieczorem w gorach bylo wciaz 30 stopni. Pistoia ostatnio jest jednym z najgoretszych miast wloskich.
Pojechalismy do Acquerino, z ktorego piechota mozna isc do schroniska Il Fagione. Tablica umieszczona na poczatku trasy wyraznie informowala, ze schronisko otwarte jest w lipcu i sierpniu, a w pozostale miesiace na "zadanie".
W gorach bylo troche chlodniej, ale nadal goraco.
40-minutowa przechadzka przeksztalcila sie w poltoragodzinne chodzenie. Juz na samym poczatku Julcia sie potknela i trzeba bylo wracac, by przemyc rane w wodzie tuz przy parkingu.
Na trasie znalezlismy dwa arbuzy wyciete w ksztalcie serduszka
Polozylismy sie doslownie sekunde na trawie w nadziei na odpoczynek. Ale Julcia odzyskala sily i zaczela skakac. Odpoczynek trwal wiec niewiele.
Z powrotem zeszlo sie juz mniej. Postanowilismy odwiedzic jeszcze malutkie miasteczko polozone w okolicach Acquerino.
Torri niestety nas zawiodlo. Nawet sama mieszkanka na pytanie: co tu mozna zobaczyc, odpowiedziala nam: NIC.
Przeszlismy sie 10 minut. Mielismy szczescie, bo bar byl otwarty. Czynny jest tylko popoludniem. Znalezlismy tam cale miasto, ktore jadlo lody.
Miasteczko to liczylo kiedys 1000 mieszkancow, obecnie na stale mieszka tam 5 duszyczek!! Reszta, pare osob,przyjezdza tu by spedzic wakacje, tj. posiedziec przed domem na lezaku i pogadac z sasiadami.
W Torri znajduja sie szczatki wiezy oraz kosciol polozony na wzgorzu. Trzeba sie do niego wspiac (912 metrow n.p.m.).
Wieczorem w gorach bylo wciaz 30 stopni. Pistoia ostatnio jest jednym z najgoretszych miast wloskich.
czwartek, 25 sierpnia 2011
Dzien Swietego Bartlomieja
Wczoraj i przedwczoraj w Pistoi obchodzono Dzien Swietgo Bartlomieja.
Jest on opiekunem dzieci, stad mozna powiedziec ze w miescie swietowano Dzien Dziecka. Tak jest co roku, od bardzo wielu lat. Ulica, ktora prowadzi do kosciola Swietgo Bartlomieja, zostaje zamknieta dla ruchu samochodowego. Staje na niej mnostwo kolorowych stoisk. Sa przede wszystkim zabawki oraz slodycze.
Ciastka Swietego Bartlomieja
Nie zabraknie wozu, z ktorego sprzedaja kanapki i smazone kielbaski. Na placu gra orkiestra.
W kosciele przy glownym oltarzu stoi 4 lub 5 ksiezy i udziela swiecenia dzieciom i rodzicom. Wydarzenie to jest tak popularne w miescie, ze w kosciele ustawia sie doslownie dluga kolejka.
Kosciol Swietego Bartlomieja znalazl swietne rozwiazanie na walke z goracacem. Przy wejsciu w koszyczku leza "wachlarze", duze prostakaty z plastiku. Mozna sie nimi ochlodzic. Napis na kartce informuje, ze przy wyjsciu wachlarze nalezy zostawic.
Przy kosciele i za nim czekaja na dzieci inne atrakcje. Mozna rysowac na ulicy, skakac na dmuchanym dinozaurze lub bawic sie w rzucanie kolkiem itd....
Sprzedawcy mieli pelne rece roboty. Mimo tego, ze baloniki poszly w gore (specjalnie na te okazje z 5 na 6 euro) pani nie nadazala z dmuchaniem i zawiazywaniem.
Brigidini - typowe anyzowe ciasteczka z Lamporecchio
Jest on opiekunem dzieci, stad mozna powiedziec ze w miescie swietowano Dzien Dziecka. Tak jest co roku, od bardzo wielu lat. Ulica, ktora prowadzi do kosciola Swietgo Bartlomieja, zostaje zamknieta dla ruchu samochodowego. Staje na niej mnostwo kolorowych stoisk. Sa przede wszystkim zabawki oraz slodycze.
Mega stoisko ze wszystkim co dusza (a moze zoladek) zapragnie
Podczas tych dwoch dni wypiekane sa specjalne ciasteczka z kruchego ciasta
Ciastka Swietego Bartlomieja
Nie zabraknie wozu, z ktorego sprzedaja kanapki i smazone kielbaski. Na placu gra orkiestra.
W kosciele przy glownym oltarzu stoi 4 lub 5 ksiezy i udziela swiecenia dzieciom i rodzicom. Wydarzenie to jest tak popularne w miescie, ze w kosciele ustawia sie doslownie dluga kolejka.
Kosciol Swietego Bartlomieja znalazl swietne rozwiazanie na walke z goracacem. Przy wejsciu w koszyczku leza "wachlarze", duze prostakaty z plastiku. Mozna sie nimi ochlodzic. Napis na kartce informuje, ze przy wyjsciu wachlarze nalezy zostawic.
Przy kosciele i za nim czekaja na dzieci inne atrakcje. Mozna rysowac na ulicy, skakac na dmuchanym dinozaurze lub bawic sie w rzucanie kolkiem itd....
Sprzedawcy mieli pelne rece roboty. Mimo tego, ze baloniki poszly w gore (specjalnie na te okazje z 5 na 6 euro) pani nie nadazala z dmuchaniem i zawiazywaniem.
Brigidini - typowe anyzowe ciasteczka z Lamporecchio
środa, 24 sierpnia 2011
Farma z Valdibure
Co jakis czas jezdzimy na farmy rolnicze - biologiczne. Jest to bardzo mily sposob na bezposredni zakup warzyw i owocow. Jadac osobiscie mozemy obejrzec jak rosna wszystkie sezonowe pysznosci, poznajemy producenta i kupujemy bez tzw.posrednikow.
Na ostatniej farmie duzo sie dzialo. Ze wszystkich stron zlatywaly sie koty i niesmialo patrzyly na nas z ukrycia. W oborce chrumkaly sobie 3 swinki: 2 czarne: skrzyzowanie swini z dzikiem oraz jedna rozowawa z czarnymi plamami: rasa bardzo znana i typowa dla Toskanii tj. cinta senese:
Julcia miala atrakcje w postaci zbierania pomidorow. Moj maz obrywal drzewa brzoskwiniowe, figowe oraz gruszkowe (specjalna odmiana z miasta Ferrary, ksztaltem przypominajaca jablko):
Przechodzac obok kiwi pani wlascicielka powiedziala nam, ze ostatnie upaly zniszczyly wszystkie owoce, co zreszta mozecie zobaczyc na zjdeciu:
Na farmie rosly baklazany, kapusia (na ktora dala mi przepis wlascicielka, a ktory przygotuje w tych dniach i Wam podam), papryka oraz czarna kapusta typowa dla Toskanii (tzw.cavolo nero):
Caly ranek zlecial na zbieraniu. Na farmie rosna oczywiscie oliwki, ktore po zebraniu zostaja przerobione na miejscu.
Zostalam zaproszenie na tloczenie oliwy. Juz nie moge sie doczekac! Ciekawostka: zeby wycisnac olej z 400 kg oliwek maszyna potrzebuje 1,5 godziny.
Oczywiscie nie moglo zabraknac winogron:
Podobno w przyszlym tygodniu mozna zaczac zrywac te dojrzale!!
Na ostatniej farmie duzo sie dzialo. Ze wszystkich stron zlatywaly sie koty i niesmialo patrzyly na nas z ukrycia. W oborce chrumkaly sobie 3 swinki: 2 czarne: skrzyzowanie swini z dzikiem oraz jedna rozowawa z czarnymi plamami: rasa bardzo znana i typowa dla Toskanii tj. cinta senese:
Julcia miala atrakcje w postaci zbierania pomidorow. Moj maz obrywal drzewa brzoskwiniowe, figowe oraz gruszkowe (specjalna odmiana z miasta Ferrary, ksztaltem przypominajaca jablko):
Gruszka z Ferrary
Przechodzac obok kiwi pani wlascicielka powiedziala nam, ze ostatnie upaly zniszczyly wszystkie owoce, co zreszta mozecie zobaczyc na zjdeciu:
Na farmie rosly baklazany, kapusia (na ktora dala mi przepis wlascicielka, a ktory przygotuje w tych dniach i Wam podam), papryka oraz czarna kapusta typowa dla Toskanii (tzw.cavolo nero):
Czarna toskanska kapusta
Caly ranek zlecial na zbieraniu. Na farmie rosna oczywiscie oliwki, ktore po zebraniu zostaja przerobione na miejscu.
Zostalam zaproszenie na tloczenie oliwy. Juz nie moge sie doczekac! Ciekawostka: zeby wycisnac olej z 400 kg oliwek maszyna potrzebuje 1,5 godziny.
Oczywiscie nie moglo zabraknac winogron:
Podobno w przyszlym tygodniu mozna zaczac zrywac te dojrzale!!
wtorek, 23 sierpnia 2011
Weekend sredniowieczny
Sama nie wiem, jak trzymam sie jeszcze na nogach. Przez 4 dni pracowalam po 18 godzin. Wczoraj zamiast leniuchowac mialam mnostwo spraw do zalatwienia. W miedzyczasie wzielam jeszcze udzial w akcji warzywnej. Wciaz czekam na wyniki konkursu na danie toskanskie, ciekawa jestem kto wygral?
Wracajac do dlugiego 4-dniowego weekendu: pojechalam na targi sredniowieczne do Pontremoli.
To bardzo dziwne miasteczko. Jesli mieszkancy Cie nie znaja, sa wobec Ciebie zamknieci i nieufni. Jesli natomiast zdazyli sie z Toba zapoznac, niespodziewanie staja sie otwarci i wylewni. Do Pontremoli jezdze od ponad 6 lat. Mieszkancy zdazyli opatrzec sie z moja twarza do tego stopnia, ze przychodza by mnie pozdrowic i porozmawiac. Stalam sie jakby ich czlonkiem rodziny. Glowne pytania, jakie padaja, nie dotycza targow lub pogody (jak to zazwyczaj bywa). Rozmawiamy o naszych rodzinach, sprawach z zycia osobistego w stylu: co u Was, a co u nas, jak sie czuje corka, czy juz jest duza itd...
Mieszkancy Pontremoli ni maja zbytniej smykalki do robienia interesow. Zycie plynie tu spokojnie i leniwie. Tylko 4 dni w roku (powiedzmy 5 dni, bo nalezy wliczyc rowniez konkurs na najlepsza ksiazke odbywajacy sie na wiosne) odzywa i w doslownym znaczeniu przebudza sie ze snu.W zwiazku z tym, ze jest to tylko kilka dni sklepikarze tak naprawde nie zdazaja sie obudzic. Byc moze jest to zbyt duzy szok. Przez miasto przechodzi kilkanascie tysiecy zwiedzajacych, ktorzy (naturalnie) chca cos zjesc, wypic lub przekasic. Pierwszego i drugiego dnia sklepikarze daja jakos rade zaspokoic zapotrzebowania klientow. Trzeciego dnia, juz od samego rana w barach nie ma praktycznie nic. Tylko kawa.
Zszokowani sprzedawcy, ktorzy dostaja zastrzyk naglego przyplywu handlu i gotowki gubia sie w tym wszystkim. Nie potrafia sie odnalezc, co czasem doprowadza do dziwnych sytuacji. Podam przyklad: codziennie rano chodzilysmy z Julcia do tego samego baru, bralysmy mleko i slodkiego rogalika. Pierwszego dnia za mleko policzono nam 0,50 euro, drugiego 0,90 euro, a trzeciego juz 1 euro!!
A teraz kilka slow o wydarzeniu: z roku na rok jest coraz piekniejsze, coraz bardziej atrakcyjniejsze. Parada historyczna coraz dluzsza, spektakle doslownie w kazdej czesci miasta.
Pierwszego dnia ta pani wystepowala jako elegancka dama z krolewskiego dworu....
W sobote, gdy juz bylo ciemno, puszczono do nieba male latarenki, oswietlily one cale niebo nad Pontremoli. W niedziele, jak zawsze o polnocy sztuczne ognie.
I tym razem udalo mi sie spotkac Zucchero, ktory mieszka w poblizu centrum. Wymienilismy kilka slow pozdrawiajac sie do przyszlego roku.
Wiecej o Pontremoli i targach sredniowiecznych w mojej drugiej ksiazce, ktora wyjdzie w ... ??
Na koniec kilka zdjec:
Sowa z przepieknymi bursztynowymi oczami, hipnotyzowala wszystkich przechodniow
...oraz pajac pozujacy ze mna do zdjecia
Wracajac do dlugiego 4-dniowego weekendu: pojechalam na targi sredniowieczne do Pontremoli.
To bardzo dziwne miasteczko. Jesli mieszkancy Cie nie znaja, sa wobec Ciebie zamknieci i nieufni. Jesli natomiast zdazyli sie z Toba zapoznac, niespodziewanie staja sie otwarci i wylewni. Do Pontremoli jezdze od ponad 6 lat. Mieszkancy zdazyli opatrzec sie z moja twarza do tego stopnia, ze przychodza by mnie pozdrowic i porozmawiac. Stalam sie jakby ich czlonkiem rodziny. Glowne pytania, jakie padaja, nie dotycza targow lub pogody (jak to zazwyczaj bywa). Rozmawiamy o naszych rodzinach, sprawach z zycia osobistego w stylu: co u Was, a co u nas, jak sie czuje corka, czy juz jest duza itd...
Mieszkancy Pontremoli ni maja zbytniej smykalki do robienia interesow. Zycie plynie tu spokojnie i leniwie. Tylko 4 dni w roku (powiedzmy 5 dni, bo nalezy wliczyc rowniez konkurs na najlepsza ksiazke odbywajacy sie na wiosne) odzywa i w doslownym znaczeniu przebudza sie ze snu.W zwiazku z tym, ze jest to tylko kilka dni sklepikarze tak naprawde nie zdazaja sie obudzic. Byc moze jest to zbyt duzy szok. Przez miasto przechodzi kilkanascie tysiecy zwiedzajacych, ktorzy (naturalnie) chca cos zjesc, wypic lub przekasic. Pierwszego i drugiego dnia sklepikarze daja jakos rade zaspokoic zapotrzebowania klientow. Trzeciego dnia, juz od samego rana w barach nie ma praktycznie nic. Tylko kawa.
Zszokowani sprzedawcy, ktorzy dostaja zastrzyk naglego przyplywu handlu i gotowki gubia sie w tym wszystkim. Nie potrafia sie odnalezc, co czasem doprowadza do dziwnych sytuacji. Podam przyklad: codziennie rano chodzilysmy z Julcia do tego samego baru, bralysmy mleko i slodkiego rogalika. Pierwszego dnia za mleko policzono nam 0,50 euro, drugiego 0,90 euro, a trzeciego juz 1 euro!!
A teraz kilka slow o wydarzeniu: z roku na rok jest coraz piekniejsze, coraz bardziej atrakcyjniejsze. Parada historyczna coraz dluzsza, spektakle doslownie w kazdej czesci miasta.
Pierwszego dnia ta pani wystepowala jako elegancka dama z krolewskiego dworu....
A drugiego jako prosta kobieta
W sobote, gdy juz bylo ciemno, puszczono do nieba male latarenki, oswietlily one cale niebo nad Pontremoli. W niedziele, jak zawsze o polnocy sztuczne ognie.
I tym razem udalo mi sie spotkac Zucchero, ktory mieszka w poblizu centrum. Wymienilismy kilka slow pozdrawiajac sie do przyszlego roku.
Wiecej o Pontremoli i targach sredniowiecznych w mojej drugiej ksiazce, ktora wyjdzie w ... ??
Na koniec kilka zdjec:
Bizuteria skusila rowniez siostre zakonna...
Sowa z przepieknymi bursztynowymi oczami, hipnotyzowala wszystkich przechodniow
Wozek z "zabawkami" nadwornego pajaca...
...oraz pajac pozujacy ze mna do zdjecia
Swoim przebranie znajomy Gianluca przypominal raczej czasy cesarstwa rzymskiego
Subskrybuj:
Posty (Atom)