W niedziele kupilismy troche pomidorow na przecier. Pozna pora zadzwonila znajoma meza i powiedziala, ze wpadnie z czyms do nas. To cos okazalo sie skrzynka pomidorow do przerobienia (plus mnostwo baklazanow, ktore tez musza byc przerobione). W odpowiednim momencie dla mnie: zatopiona w spotkaniach z autorem, przygotowujaca prelekcje na spotkania na uniwersytetach, piszaca artykuly wrzesniowe, myslami pakujaca walizki...
Wiadomo, pomidory nie moga czekac az wroce z Polski. Nalezy przerobic je jak najszybciej. Obralam najprostsza metode ich przygotowania: umyte pomidory wrzucam w calosci do wody, zagotowuje je, zostawiam kilka minut na gazie.
Nastepnie wyjmuje z wody, obieram ze skorki, miksuje blenderem.
Tak powstaje przecier, do ktorego nic nie dodaje (zazwyczaj wrzucalam troche soli, czosnek, bazylie).
Przelewam go do wysterylizowanych sloikow, ktore wkladam do garnka wypelnionego woda. Stawiam na gaz i pasteryzuje.
Nastepnie wyjmuje z wody. Sloiki stawiam do gory nogami, az zakretka nie bedzie "wybrzuszona".
Mysle, ze jest to najlepsze rozwiazanie na przecier pomidorowy. Potem, kiedy bede go uzywac moge zadecydowac, czy dodac czosnek, czy swieze liscie bazylii. Tak jest najlepiej.
czwartek, 8 września 2011
środa, 7 września 2011
wtorek, 6 września 2011
Rozne uroki mieszkania w bloku
Mialy racje starsze panie z parku. W niedziele wieczorem zaczelo padac, przestalo dopiero w poniedzialek przed obiadem.
Brzydka pogoda zatrzymala nas w domu. Julcia koniecznie chciala wygladac przez okno i obserwowac spadajacy deszcz. Na cale szczescie pochlonieta byla ogladaniem nieba. Ja natomiast zwrocilam uwage na blok naprzeciwko i na postac stojaca w oknie: gola golusienka, jak ja Pan Bog stworzyl!! Nie wierzylam wlasnym oczom. Starszy pan, tak jak my, ogladal spadajacy deszcz! Nastepnego dnia sasiadka z dolu zatrzymala mnie u siebie opowiadajac jak robic baklazany w oliwie (ktore mam nadzieje wykonac wkrotce...). Zwierzylam jej sie z mojego "odkrycia". Sasiadka zasmiala sie pod nosem i powiedziala:
to ty nie wiesz, przeciez on chodzi zawsze goly po mieszkaniu. Wystarczy, ze codziennie wyjrzysz przez okno okolo godziny 21 i zobaczysz jak paraduje goly po kuchni i przygotowuje sobie jedzenie!! Czyli, ze wszyscy wszystko wiedza. I do tego: codziennie wieczorem starsze panie z mojego bloku ogladaja darmowy peep show.
Brzydka pogoda zatrzymala nas w domu. Julcia koniecznie chciala wygladac przez okno i obserwowac spadajacy deszcz. Na cale szczescie pochlonieta byla ogladaniem nieba. Ja natomiast zwrocilam uwage na blok naprzeciwko i na postac stojaca w oknie: gola golusienka, jak ja Pan Bog stworzyl!! Nie wierzylam wlasnym oczom. Starszy pan, tak jak my, ogladal spadajacy deszcz! Nastepnego dnia sasiadka z dolu zatrzymala mnie u siebie opowiadajac jak robic baklazany w oliwie (ktore mam nadzieje wykonac wkrotce...). Zwierzylam jej sie z mojego "odkrycia". Sasiadka zasmiala sie pod nosem i powiedziala:
to ty nie wiesz, przeciez on chodzi zawsze goly po mieszkaniu. Wystarczy, ze codziennie wyjrzysz przez okno okolo godziny 21 i zobaczysz jak paraduje goly po kuchni i przygotowuje sobie jedzenie!! Czyli, ze wszyscy wszystko wiedza. I do tego: codziennie wieczorem starsze panie z mojego bloku ogladaja darmowy peep show.
poniedziałek, 5 września 2011
Toskanskie mleczne ciasto
W ksiazce sprzed bardzo wielu lat znalazlam przepis na mleczne ciasto. Latwe i szybkie w wykoniu nie przekonywalo mnie iloscia skladnikow. Na 1 litr mleka podano, ze nalezy dodac 50 gram maki? To tak jakby mleko wrzucic do piekarnika i czekac, az "przeistoczy" sie w ciasto?! Postanowilam zmienic przepis, oto on:
400 ml mleka
250 gram maki
3 lyzki cukru
3 jaja
1 opakowanie cukru waniliowego
1-1,5 lyzki cynamonu
maslo do wysmarowania blachy oraz bulka tarta do posypania blachy
Przygotowanie:
W misce rozbijamy jaja i miksujmy je z cukrem. Dodajmy mleko, cukier waniliowy i cynamon. Miksujemy. Dodajemy powoli make i miksujemy na jednolita mase.
Okragla blache smarujemy maslem oraz posypujemy bulka tarta.
Wlewamy do niej ciasto. Pieczemy 40-45 minut, az ciasto lekko zbrazowieje.
Mleczne ciasto (Torta di latte)
Skladniki:400 ml mleka
250 gram maki
3 lyzki cukru
3 jaja
1 opakowanie cukru waniliowego
1-1,5 lyzki cynamonu
maslo do wysmarowania blachy oraz bulka tarta do posypania blachy
Przygotowanie:
W misce rozbijamy jaja i miksujmy je z cukrem. Dodajmy mleko, cukier waniliowy i cynamon. Miksujemy. Dodajemy powoli make i miksujemy na jednolita mase.
Okragla blache smarujemy maslem oraz posypujemy bulka tarta.
Wlewamy do niej ciasto. Pieczemy 40-45 minut, az ciasto lekko zbrazowieje.
Torta al latte
Ciasto jest dosc dziwne, bo nie dodaje sie do niego proszku do pieczenia. Jest solidne, ale miekkie. Smakuje mlecznie i cynamonowo. W oryginalnym przepisie mowa o tym,zeby ciasto podawac zimne. Ja z ciekawosci sprobowalam jeszcze goracego i tez mi smakowalo.
niedziela, 4 września 2011
Bio targ w Olmi - wrzesien
Dzisiejszy targ biologiczny w Olmi zachwycal wyborem warzyw i owocow sezonowych. Byly pomidory (rozne rodzaje), baklazany, salata, fenkuly, cukinie, pierwsze dynie, melony, arbuzy, papryka, jagody, pierwsze jablka, gruszki, ostatnie truskawki i brzoskwinie.
Wielu sprzedawcow oferowalo sery wlasnej produkcji. Gigio z miasta Terriciola (prowincja Pizy) przywiozl pikanty ser dojrzewajacy w pieprzu.
Panie pieczace ciasteczka przygotowaly ciasto z figami: schiacciata con fichi. Rozeszlo sie w mgnieniu oka.
W poblizu targu miejscowi juz od wczesnych godzin porannych siedzieli przed barem, czytali gazetki i komentowali ostatnie wydarzenia polityczne.
Podobno mialo dzis padac. Rolnicy czekaja na ten moment juz od bardzo dawna. Niektorym winogrona wyschly na sloncu. Goraco zniszczylo winobranie. Mowi sie, ze w tym roku plony beda male, ale bardzo wysokiej jakosci.
Wielu sprzedawcow oferowalo sery wlasnej produkcji. Gigio z miasta Terriciola (prowincja Pizy) przywiozl pikanty ser dojrzewajacy w pieprzu.
Panie pieczace ciasteczka przygotowaly ciasto z figami: schiacciata con fichi. Rozeszlo sie w mgnieniu oka.
W poblizu targu miejscowi juz od wczesnych godzin porannych siedzieli przed barem, czytali gazetki i komentowali ostatnie wydarzenia polityczne.
Podobno mialo dzis padac. Rolnicy czekaja na ten moment juz od bardzo dawna. Niektorym winogrona wyschly na sloncu. Goraco zniszczylo winobranie. Mowi sie, ze w tym roku plony beda male, ale bardzo wysokiej jakosci.
sobota, 3 września 2011
Wiejski dom czesc VI
Jakis czas temu znalazlam ogloszenie o sprzedazy domu wiejskiego z terenem. Za zadne skarby nie moza bylo skontaktowac sie z wlascicielem. W koncu sami ruszylismy w poszukiwania, ale bez sukcesu. Chociaz teraz wiem, ze bylismy bardzo blisko...
Wreszcie udalo sie znalezc odpowiednia agencje nieruchomosci, ktora od razu skontaktowala sie z wlascicielem. Dzisiaj w samo poludnie pojechalismy zobaczyc dawno wyczekiwany dom.
No i zostalismy pod wrazeniem. Wiejska chalupa, pochodzaca prawdopodobnie z 1825 roku (wygrawerowana data na kuchennym kominku), prezentowala sie dobrze. Podloga prosta z pieknymi kaflami, drewniane bele w pomieszczeniach na dole bez zastrzezen.
W pokoju obok kuchni, gdzie wlasciciel trzyma wino i olej chwila horroru: stado myszy (a raczej szczurow) biegajacych po gasiorach. Brrrrr..... nasz domowy gekonek to nic przy tym, co widzialam dzisiaj!!
Na pietrze trzy duze pokoje z drewnianymi belkami na suficie. Tak jak to wymarzylam sobie w moim domu.
Widok z okna zapierajacy dech w piersiach: w oddali male sredniowieczne miasteczko Montevettolini. A wokol gaje oliwne i winogrona. No i bloga cisza!!
Teren przepiekny: 2 hektary oliwek i winogron. Gdzieniegdzie grusze, sliwy, kasztanowce, figi i jezyny. W czesci lesnej dziko rosnace szparagi, a przy drodze metrowy dziki koper.
Zadziwil nas fakt, ze krowa sasiada dosc oddalonego od tej posiadlosci, przychodzi sobie bezkarnie i wyjada winogrona prosto z drzew. To krowy jedza winogrona?!
Zostalismy pod wrazeniem. Przez kolejne dni bede miala o czym myslec. A tego domu nie bedzie latwo zapomniec...
Wreszcie udalo sie znalezc odpowiednia agencje nieruchomosci, ktora od razu skontaktowala sie z wlascicielem. Dzisiaj w samo poludnie pojechalismy zobaczyc dawno wyczekiwany dom.
No i zostalismy pod wrazeniem. Wiejska chalupa, pochodzaca prawdopodobnie z 1825 roku (wygrawerowana data na kuchennym kominku), prezentowala sie dobrze. Podloga prosta z pieknymi kaflami, drewniane bele w pomieszczeniach na dole bez zastrzezen.
W pokoju obok kuchni, gdzie wlasciciel trzyma wino i olej chwila horroru: stado myszy (a raczej szczurow) biegajacych po gasiorach. Brrrrr..... nasz domowy gekonek to nic przy tym, co widzialam dzisiaj!!
Na pietrze trzy duze pokoje z drewnianymi belkami na suficie. Tak jak to wymarzylam sobie w moim domu.
Widok z okna zapierajacy dech w piersiach: w oddali male sredniowieczne miasteczko Montevettolini. A wokol gaje oliwne i winogrona. No i bloga cisza!!
Teren przepiekny: 2 hektary oliwek i winogron. Gdzieniegdzie grusze, sliwy, kasztanowce, figi i jezyny. W czesci lesnej dziko rosnace szparagi, a przy drodze metrowy dziki koper.
Zadziwil nas fakt, ze krowa sasiada dosc oddalonego od tej posiadlosci, przychodzi sobie bezkarnie i wyjada winogrona prosto z drzew. To krowy jedza winogrona?!
Zostalismy pod wrazeniem. Przez kolejne dni bede miala o czym myslec. A tego domu nie bedzie latwo zapomniec...
piątek, 2 września 2011
Gekonek
Wlasnie zauwazylam, ze do sufitu w salonie przyssal sie gekonek. Czyzby bylo dla niego za goraco na zewnatrz i szuka schronienia w murach bloku?
Mnie troszke przeraza fakt, ze zostanie tutaj w mieszkaniu. Moj maz nie chce go wyprosic na balkon, bo mowi, ze przynosi szczescie. Mnie jednak przeraza fakt, ze gekonek moze przemieszczac sie po pokojach i w nocy odwiedzi sypialnie. Brrr....
Mnie troszke przeraza fakt, ze zostanie tutaj w mieszkaniu. Moj maz nie chce go wyprosic na balkon, bo mowi, ze przynosi szczescie. Mnie jednak przeraza fakt, ze gekonek moze przemieszczac sie po pokojach i w nocy odwiedzi sypialnie. Brrr....
Subskrybuj:
Posty (Atom)