niedziela, 11 września 2011

W Polsce

Wczoraj poznym wieczorem wyladowalysmy w Warszawie. Z Forli' wylatywalysmy  w krotkich spodenkach i bluzeczkach na ramiaczka. W Warszawie 20 stopni mniej. W samolocie na szybko wyszyscy sie przebierali. Buty klapeczki bez skarpetek pozostaly na nogach.
Poranek rozpoczelysmy w centrum handlowym. Zakryte buty, sweterki, grubsze spodnie.
Potem pojechalysmy do Miedzywinami , by omowic szczegoly spotkania. Moge Wam zdradzic, ze wraz z wlascicielem - rodowitych Wlochem, bedziemy gotowac podczas spotkania!! Juz nie moge sie doczekac!!

sobota, 10 września 2011

Nie po toskansku

Mialo byc toskanskie salami czekoladowe, ale wyszly ciastka kokosowe. Przepis nie pochodzi z Toskanii. Przygotowalam go, gdyz w spizarni znalazlam opakowanie wiorkow kokosowych... Wydaje mi sie sympatyczny i latwy do wykonania (sama go wymyslilam), dlatego nim sie dziele:

Kokosowe ciasteczka
Skladniki:
200 gram maki
100 gram wiorkow kokosowych
70 gram masla
60 gram cukru pudru
2 jaja

Przygotowanie:
Ze wszystkich skladnikow zagniatamy ciasto. Tworzymy gruby rulon. Zawijamy w celofan i wkladamy do lodowki na min.1 godzine. Nastepnie rulon tniemy na 1 cm - owe plastry, ktore kladziemy na blasze wysmarowanej maslem (lub na blasze wylozonej papierem do pieczenia).  Pieczemy przez okolo 15 minut w temperaturze 180 stopni.

ps.Podczas krojenia rulon splaszczyl sie, stad ciasteczka nie sa okragle.
ps.2 zdjecia wkleje w wolnej sekundzie (juz nie minucie)

piątek, 9 września 2011

Pomarzyc mozna

Caly tydzien mysle, jak tu nagle stac sie posiadaczka mnostwa pieniedzy, by moc wreszcie kupic dom marzen. Pierwsza mysla, jaka przeszla mi przez glowe, bylo zagranie w totka lub podobna gre. Wybralysmy sie z Julcia do kiosku ruchu i poprosilysmy najtansza zdrapke, za 1 euro. Wybrala Julcia. No i wygralysmy, z tym ze tylko 2 euro. Potem juz balam sie zagrac, choc pani goraco zachecala. Pewnie wiedziala,ze za drugim razem traci sie wygrana.
Nastepnego dnia tez cos nas (mnie) pokusilo i znow kupilysmy zdrapke za 1 euro. Wybrala Julcia i wygrala 5 euro!!!! Ale ma nosa dziewczyna!!
Przyszla do nas pani z agencji nieruchomosci. Na szybko zmienilam firanki we wszystkich pokojach, wysprzatalam taras, odkurzylam w kazdym rogu mieszkania. Wszystko w jedna godzine.
Niestety pani mnie zasmucila, bo obecne ceny nieruchomosci w blokach podupadly. Podobno teraz w modzie segmenty ze 100 metrami ogrodu.
Chyba musimy z Julcia isc jutro do kiosku i zdrapac pare kuponow. Obawiam sie jednak, ze wpadniemy w nawyk...

czwartek, 8 września 2011

Pomidory

W niedziele kupilismy troche pomidorow na przecier. Pozna pora zadzwonila znajoma meza i powiedziala, ze wpadnie z czyms do nas. To cos okazalo sie skrzynka pomidorow do przerobienia (plus mnostwo baklazanow, ktore tez musza byc przerobione). W odpowiednim momencie dla mnie: zatopiona w spotkaniach z autorem,  przygotowujaca prelekcje na spotkania na uniwersytetach, piszaca artykuly wrzesniowe, myslami pakujaca walizki...
Wiadomo, pomidory nie moga czekac az wroce z Polski. Nalezy przerobic je jak najszybciej. Obralam najprostsza metode ich przygotowania: umyte pomidory wrzucam w calosci do wody, zagotowuje je, zostawiam  kilka minut na gazie.


Nastepnie wyjmuje z wody, obieram ze skorki, miksuje blenderem.


Tak powstaje przecier, do ktorego nic nie dodaje (zazwyczaj wrzucalam troche soli, czosnek, bazylie).


Przelewam go do wysterylizowanych sloikow, ktore wkladam do garnka wypelnionego woda. Stawiam na gaz i pasteryzuje.


Nastepnie wyjmuje z wody. Sloiki stawiam do gory nogami, az zakretka nie bedzie "wybrzuszona".


Mysle, ze jest to najlepsze rozwiazanie na przecier pomidorowy. Potem, kiedy bede go uzywac moge zadecydowac, czy dodac czosnek, czy swieze liscie bazylii. Tak jest najlepiej.

wtorek, 6 września 2011

Rozne uroki mieszkania w bloku

Mialy racje starsze panie z parku. W niedziele wieczorem zaczelo padac, przestalo dopiero w poniedzialek przed obiadem.
Brzydka pogoda zatrzymala nas w domu. Julcia koniecznie chciala wygladac przez okno i obserwowac spadajacy deszcz. Na cale szczescie pochlonieta byla ogladaniem nieba. Ja natomiast zwrocilam uwage na blok naprzeciwko i na postac stojaca w oknie: gola golusienka, jak ja Pan Bog stworzyl!! Nie wierzylam wlasnym oczom. Starszy pan, tak jak my, ogladal spadajacy deszcz! Nastepnego dnia sasiadka z dolu zatrzymala mnie u siebie opowiadajac jak robic baklazany w oliwie (ktore mam nadzieje wykonac wkrotce...). Zwierzylam jej sie z mojego "odkrycia". Sasiadka zasmiala sie pod nosem i powiedziala:
to ty nie wiesz, przeciez on chodzi zawsze goly po mieszkaniu. Wystarczy, ze codziennie wyjrzysz przez okno okolo godziny 21 i zobaczysz jak paraduje goly po kuchni i przygotowuje sobie jedzenie!! Czyli, ze wszyscy wszystko wiedza. I do tego: codziennie wieczorem starsze panie z mojego bloku ogladaja darmowy peep show.

poniedziałek, 5 września 2011

Toskanskie mleczne ciasto

W ksiazce sprzed bardzo wielu lat znalazlam przepis na mleczne ciasto. Latwe i szybkie w wykoniu nie przekonywalo mnie iloscia skladnikow. Na 1 litr mleka podano, ze nalezy dodac 50 gram maki? To tak jakby mleko wrzucic do piekarnika i czekac, az "przeistoczy" sie w ciasto?! Postanowilam zmienic przepis, oto on:

Mleczne ciasto (Torta di latte)
Skladniki:
400 ml mleka
250 gram maki
3 lyzki cukru
3 jaja
1 opakowanie cukru waniliowego
1-1,5 lyzki cynamonu
maslo do wysmarowania blachy oraz bulka tarta do posypania blachy

Przygotowanie:
W misce rozbijamy jaja i miksujmy je z cukrem. Dodajmy mleko, cukier waniliowy i cynamon. Miksujemy. Dodajemy powoli make i miksujemy na jednolita mase.


Okragla blache smarujemy maslem oraz posypujemy bulka tarta.


Wlewamy do niej ciasto. Pieczemy 40-45 minut, az ciasto lekko zbrazowieje.

Torta al latte
Ciasto jest dosc dziwne, bo nie dodaje sie do niego proszku do pieczenia. Jest solidne, ale miekkie. Smakuje mlecznie i cynamonowo. W oryginalnym przepisie mowa o tym,zeby ciasto podawac zimne. Ja z ciekawosci sprobowalam jeszcze goracego i tez mi smakowalo.