czwartek, 15 września 2011

Wrazenia z pierwszego spotkania

Na wstepie chce bardzo serdecznie podziekowac tym wszystkim, ktorzy przyszli na spotkanie w kawiarni - lodziarni Per Tutti. Na poczatku zjawila sie pani Krystyna, ktorej corka mieszka w rejonie Wenecji. Sledzi ona mojego bloga i planuje, ze w przyszlym roku wakacje spedzi wlasnie w Toskanii.

Pani Krystyna opowiada mi jak poznala mojego bloga (zdjecie Malgorzata Lech)

Najwieksza niespodzianka bylo przybycie pani Ani z Lublina! Wziela ona autokar i po 3,5 godzinnej podrozy dotarla na spotkanie. Pani Aniu, to naprawde ogromny zaszczyt dla mnie i wyroznienie. Serdecznie dziekuje. Pani Ania planuje przybyc na inne spotkania. To jest niesamowite!

Panie z Per Tutti zadbaly o kazdy szczegol i czulysmy sie (po prawej fotograf Magdalena Szwedkowicz-Kostrzewa) jak na profesjonalnej konferencji (zdjecie M.Lech)

Kolejne podziekowania sle w kierunku pani Agnieszki, ktora upiekla cantuccini, opakowala je w piekna kokarde i mi je wreczyla.
Droga Malgosiu, Twoj ogromny bukiet ze slonecznikow wspaniale wkomponowal sie w toskanskie spotkanie. A prezent w postaci dlugopisu nie bedzie sie ze mna rozstawal. Moze pomoze on w napisaniu nastepnej ksiazki?
Karino: mam nadzieje, ze dobrze odpowiedzialam na zadawane pytania.
Na koncu podziekowanie dla kawiarni lodziarni Per Tutti, ze pomogla mi w zorganizowaniu wydarzenia.

 Okladka ksiazki (zdjecie Malgorzata Lech)

Bylo bardzo przyjemnie i rodzinnie. Jeszcze raz serdecznie dziekuje!

Pierwsze spotkanie z autorem

Emocje sa zbyt duze, by spac spokojnie. Do tego kot mojej mamy nie chce wyjsc z lozka, a nawet bardziej: nie chce zejsc mi z szyi. Tak wiec postanowilam zejsc na dol i poserwowac w sieci.
Odkrylam, ze ksiazke mozna dostac nawet na Allegro. Niesamowite, jak to w jednej minucie pozycja ta znalazla sie doslownie wszedzie. Kilka dni temu bylysmy z siostra w Empiku, by przeprowadzic wywiad. Sprzedawca stwierdzil, ze Smaki Toskanii to prawdopodobnie ksiazka kucharska. Nie byl jednak pewien.
Jestem bardzo ciekawa pierwszego spotkania z czytelnikami. Opisze o tym jutro, z samego rana.

środa, 14 września 2011

Drugi dzien sesji fotograficznej

Sesja powoli dochodzi do konca. Wlasnie "obcykujemy" ostatnia potrawe. Dzisiaj, ku wielkiemu zdziwieniu, doszlysmy do 16 potraw!! To naprawde absolutny rekord.
Z nowosci ciasto budyniowe, przepis z Sieny. Niedlugo podam przepis.
Z innych wydarzen dnia, to po raz pierwszy zobaczylam na wlasne oczy moja ksiazke. Duze emocje sie wlasnie zaczely!! Jutro pierwsze spotkanie z czytelnikami. Przypominam: Blue City, 1 pietro, kawiarnia lodziarnia Per Tutti, godzina 18. Serdecznie zapraszam!

wtorek, 13 września 2011

Pierwszy dzien sesji fotograficznej

Gotowanie zaczelo sie juz wczoraj i trwalo do polnocy. Nastepnie juz od 6 rano znow bylam w kuchni. I tak do tego momentu.
Sfotografowalysmy 10 potraw, czyli w normie (nasz rekord to 14, ale graniczylo to z cudem).
Udka zabie sie udaly, choc na mnie zrobily wrazenie.


Tak samo krolewskie krewetki duszone w winie i natce pietruszki.
Jutro znow ruszamy o swicie. Tym razem mamy do wykonania 15 potraw. To bedzie wyzwanie!

poniedziałek, 12 września 2011

Zagubiona w wielkim miescie

Dzisiaj od rana jezdze i odwiedzam miejsca, w ktorych beda odbywac sie najblizsze spotkania z autorem.
W najblizszy czwartek o godzinie 18 serdecznie zapraszam do Blue City, na 1 pietro, do kawiarnio-lodziarni Per Tutti. Zarezerwowalam wszystkie ostatnie stoly, w glebi kawiarni. Bedziemy mogli usiasc i pogadac o Toskanii i wszystkim z nia zwiazanym.
Po Blue City chcialam wstapic do Macro, w poszukiwaniu zabich udek. Potrzebuje je na jutro na sesje zdjeciowa. Z samego rana krazylam pod stolica i pytalam w marketach i sklepach spozywczych. Jest taki jeden w Otrebusach o sympatycznej nazwie Kurczak, w ktorym jest prawie wszystko. Tym razem pani sprzedawczyni powiedziala mi:
Mamy rozne dziwactwa, slimaki i inne, ale zabich udek nie.
Wracajac do stolicy: Warszawa tak sie zmienila, ze nie bylam w stanie znalezc odpowiedniego zjazdu do Macro. Krazylam, wjechalam w jakas boczna uliczke, znalazlam sie na stacji chyba Rakowa?? Przebudowy, brak dobrej sygnalizacji sprawil, ze calkowicie sie zagubilam... Musze od nowa nauczyc sie poruszac po Warszawie!!

niedziela, 11 września 2011

W Polsce

Wczoraj poznym wieczorem wyladowalysmy w Warszawie. Z Forli' wylatywalysmy  w krotkich spodenkach i bluzeczkach na ramiaczka. W Warszawie 20 stopni mniej. W samolocie na szybko wyszyscy sie przebierali. Buty klapeczki bez skarpetek pozostaly na nogach.
Poranek rozpoczelysmy w centrum handlowym. Zakryte buty, sweterki, grubsze spodnie.
Potem pojechalysmy do Miedzywinami , by omowic szczegoly spotkania. Moge Wam zdradzic, ze wraz z wlascicielem - rodowitych Wlochem, bedziemy gotowac podczas spotkania!! Juz nie moge sie doczekac!!

sobota, 10 września 2011

Nie po toskansku

Mialo byc toskanskie salami czekoladowe, ale wyszly ciastka kokosowe. Przepis nie pochodzi z Toskanii. Przygotowalam go, gdyz w spizarni znalazlam opakowanie wiorkow kokosowych... Wydaje mi sie sympatyczny i latwy do wykonania (sama go wymyslilam), dlatego nim sie dziele:

Kokosowe ciasteczka
Skladniki:
200 gram maki
100 gram wiorkow kokosowych
70 gram masla
60 gram cukru pudru
2 jaja

Przygotowanie:
Ze wszystkich skladnikow zagniatamy ciasto. Tworzymy gruby rulon. Zawijamy w celofan i wkladamy do lodowki na min.1 godzine. Nastepnie rulon tniemy na 1 cm - owe plastry, ktore kladziemy na blasze wysmarowanej maslem (lub na blasze wylozonej papierem do pieczenia).  Pieczemy przez okolo 15 minut w temperaturze 180 stopni.

ps.Podczas krojenia rulon splaszczyl sie, stad ciasteczka nie sa okragle.
ps.2 zdjecia wkleje w wolnej sekundzie (juz nie minucie)