środa, 21 września 2011

Glosy z Pistoi

Moje sasiadki mysla, ze wyjechalam na rozmowe w sprawie jakiejs pracy. Tlumaczylam im, ze wyszla ksiazki i jade ja promowac. Ale one i tak wymyslily swoja wersje. Kto wie co tak w ogole mysla?
Przed wyjazdem jedna z nich wychylila sie ze swojego tarasu i powiedziala, ze z trawnika pod blokiem moge troche uszczknac kopru, zeby zawiezc do Polski. Wizja naszego kraju jest dla nich tak odlegla, ze nawet nie probowalam tlumaczyc im co i jak.  Na poczatku kiedy moja tesciowa mnie poznala myslala, ze pochodze z kraju w ktorym niedzwiedzie chodza po ulicach. Dopiero jak przyjechala z nami na Swieta Bozego Narodzenia zmienila zdanie. Chociaz jadac do Polski wlozyla do walizki kilka paczek spaghetti... Bala sie, ze jej starszy syn umrze w Polsce z glodu."Oni tam maja wszystko" - mowila po powrocie swoim kolezankom. Ale one i tak maja swoja wyobraznie. I widza nasz kraj innymi oczyma...

poniedziałek, 19 września 2011

W wielkim miescie cz.II

Znow zabladzilam w Warszawie. Tym razem dojazd do centrum zakonczyl sie krazeniem po bocznych uliczkach. Wszystko przez rozbudowy, zamkniete odcinki glownych ulic dojazdowych. W koncu z poleczki auta wyciagnelam mape (minimum 20-letnia) i dotarlam do Arkadii.
Stojac w korkach wspomnialam o wiejskiej chalupie nad miastem Casalguidi. Jaki tam spokoj i cisza. Jedynym problemem jest krowa sasiada, ktora bezposrednio z drzewa wyjada winogrona.
A przeciez kiedys podobalo mi sie wielkie miasto? Znalam wszystkie ulice i skroty w stolicy. W piec minut przemieszczalam sie z jednej strony na druga. Teraz kompletnie sie w tym nie odnajduje. Odruchowo otwieram okno samochodu, by poczuc swieze powietrze. Ale w stolicy takiego nie ma. Halas, rozbudowa, smog, korki.
W piatek mam dojechac na Prage. Powoli zaczynam studiowac mape w googlach.... Niezastapiona Malgosia przeslala mi mape z obwodnica okolowarszawska. To ona bedzie pomocna na piatkowe przemieszczanie sie po miescie.

niedziela, 18 września 2011

Wspaniale sprawozdanie Ani

Wlasnie wrocilam do domu i wyladowalam ostatnie rzeczy z samochodu.  Przeczytalam bardzo wzruszajace slowa Ani z Bajkorady, zapraszam do lektury:


Aniu, dziekuje ze przyjechalas z cala rodzina! Zrobilas mi naprawde ogromna niespodzianke!

sobota, 17 września 2011

Dzien przed druga promocja

Na wstepie serdecznie dziekuje mojej mamie, ktora od rana latala ze mna po targu i "tonami" dzwigala warzywa na jutrzejsze gotowanie na zywo. Pragne podkreslic, ze na targu spedzilysmy 3 godziny!! Starannie dobieralysmy skladniki, to chyba takie "zboczenie zawodowe". Najpierw zbadalysmy sytuacje, potem podjelysmy decyzje.
Drugie podziekowania dla mojej siostry, ktora stala sie baby-sitter i opiekuje sie Julcia. A ja latam doslownie po wszystkich okolicznych miasteczkach, rozwieszam plakatay, rozdaje ulotki. Wyglada to cos jak jednoosobowy sztab wyborczy, z tym ze promujacy ksiazke. Jedna pani, zapytala mnie sie, czy bedzie  jutro bedzie mozna zjesc obiad za darmo. Ja odpowiedzialam, ze bedzie to degustacja potrawy toskanskiej polaczona z promocja ksiazki. Pani stwierdzila, ze na ten obiad przyjdzie, ale ksiazki nie kupi bo po co.
Od godziny 12 do 16 uczestniczylam w kiermaszu rekodzielniczym. Poznalam wspaniale artystki min. bizuterii Tiffany, filcowych broszek oraz wyrobow glinianych. Moje skromne dziela tez sie podobaly, zyskaly kilku fanow (a raczej fanek).

 Moje mini stoisko (zdjecie M.Szwedkowicz-Kostrzewa)

Z kiermaszu po 16 polecialam na wystawe wspanialego artysty - pana Wilkonia. A tam natknelam sie na cala elite z miasta i okolic. Pani z radia Bogoria, nadajacego z Grodziska Mazowieckiego, majacego duzy zasieg w okolicach, przeprowadzila ze mna wywiad. Jutro pojawi sie na promocji ksiazki.

 Wywiad dla Radia Bogoria (zdjecie Anna Krol)

Prawdopodobnie przyjdzie byly burmistrz oraz obecny burmistrz. Spotkalam tez ludzi obracajacych sie w swiecie wydawniczym, ktorzy potwierdzili swoja jutrzejsza obecnosc. Znany pan z Podkowy Lesnej przyjdzie jutro by robic fotoreportaz dla miasta. Zastanawiam sie, co to bedzie sie dzialo w dniu jutrzejszym?!
O 18 bylam w winiarni, by zostawic ogromne toskanskie gasiory i pare innych gadzetow regionalnych. O 19 wrocilam do domu i zaczelam przygotowania do jutrzejszego gotowania. Prawde mowiac, przygotowalysmy (ja i mama) troche dania w domu. Spodziewamy sie 100-150 osob, tak wiec nie bedzie raczej mozliwe ugotowanie tego wszystkiego podczas 2 godzin promocji ksiazki. Przez 4 godziny kroilam warzywa, a mama wrzucala do garow. W sumie 9 garow!!! O pomoc poprosilysmy wujka Bogdana, pozyczyl 3 mega-gary. Wypelnione sa tak ciezkie, ze bedziemy musialy je dzwigac we dwojke.
Powtarzam: co to bedzie jutro??

piątek, 16 września 2011

Walka z wiatrakami

W niedziele "wystepuje" w moim miescie. Powiadomiona jest cala okolica: znajomi, koledzy z podstawowki, liceum, znajomi mamy, znajomi znajomych. Dziala to tez na zasadzie poczty pantoflowej: jedna pani powie drugiej, a potem trzecia czwartej...Dodatkowo od dwoch dni wieszam ulotki na tablicah, slupach i slupkach. Pani z warzywniaka pozwolila na powieszenie na bramie wejsciowej. Pani z obuwniczego wywiesila w oknie sklepu.  Z tablicami informacyjnymi jest problem: plakaty zostaja zaklejane w blyskawicznym tempie. Ile tu sie dzieje w tej okolicy!!


Zastanawiam sie, ile przyjdzie osob. Na wszelki wypadek dodajemy, zeby kazdy przyniosl ze soba koc, bo spotkanie bedzie bardzo luzne, piknikowe (liczymy na dobra pogode). Problem tylko w tym, ile kupic skladnikow na danie, ktore mam wykonywac na zywo. Jutro z samego rana biegne na targ i musze miec wszystko poukladane: x kilo tego, x kilo tamtego. Pisze szyfrem, gdyz danie jest niespodzianka dla gosci. Mysle, ze wszystko zamknie sie w 60 kilo... Mam czas do jutra, do 8 rano...

czwartek, 15 września 2011

Wrazenia z pierwszego spotkania

Na wstepie chce bardzo serdecznie podziekowac tym wszystkim, ktorzy przyszli na spotkanie w kawiarni - lodziarni Per Tutti. Na poczatku zjawila sie pani Krystyna, ktorej corka mieszka w rejonie Wenecji. Sledzi ona mojego bloga i planuje, ze w przyszlym roku wakacje spedzi wlasnie w Toskanii.

Pani Krystyna opowiada mi jak poznala mojego bloga (zdjecie Malgorzata Lech)

Najwieksza niespodzianka bylo przybycie pani Ani z Lublina! Wziela ona autokar i po 3,5 godzinnej podrozy dotarla na spotkanie. Pani Aniu, to naprawde ogromny zaszczyt dla mnie i wyroznienie. Serdecznie dziekuje. Pani Ania planuje przybyc na inne spotkania. To jest niesamowite!

Panie z Per Tutti zadbaly o kazdy szczegol i czulysmy sie (po prawej fotograf Magdalena Szwedkowicz-Kostrzewa) jak na profesjonalnej konferencji (zdjecie M.Lech)

Kolejne podziekowania sle w kierunku pani Agnieszki, ktora upiekla cantuccini, opakowala je w piekna kokarde i mi je wreczyla.
Droga Malgosiu, Twoj ogromny bukiet ze slonecznikow wspaniale wkomponowal sie w toskanskie spotkanie. A prezent w postaci dlugopisu nie bedzie sie ze mna rozstawal. Moze pomoze on w napisaniu nastepnej ksiazki?
Karino: mam nadzieje, ze dobrze odpowiedzialam na zadawane pytania.
Na koncu podziekowanie dla kawiarni lodziarni Per Tutti, ze pomogla mi w zorganizowaniu wydarzenia.

 Okladka ksiazki (zdjecie Malgorzata Lech)

Bylo bardzo przyjemnie i rodzinnie. Jeszcze raz serdecznie dziekuje!