niedziela, 11 grudnia 2011

Los figle plata

Nie uwierzycie. Zreszta ja tez nie moge uwierzyc: nie zdazylam na samolot do Polski!!
Wszystko to wina autoatrady Florencja - Bolonia. Wiecznie zablokowana. Jak nieroboty drogowe trwajace od x lat, to niestety wypadki. Wjezdzajac na autostrade w Pistoi nie bylo zadnych ostrzezen ani komunikatow. Dopiero przed ostatnim zjadem napis wypadek. Nie zjechalismy, bo wiazaloby sie to z szukaniem drogi w gorach, jazda po kretych serpentynach. Wiecie jak to jest. Zaryzykowalismy, bo napisane bylo: 1 km stojacych samochodow. Poza tym nawet jak jest wypadek, to probuja puszczac jednym pasem. Ale w tym przypadku zderzyly sie az 4 samochody!
Reasumujac: 2 godziny stania w czarnym korku (wszystkie auta zgasily swiatla i siliniki), we mgle i przed wjazdem do tunelu. Nerwowe zerkanie na zegarek i powolne zegnanie wylotu do Polski.
Dojechalismy godzine po wylocie. Zakupilismy nowy bilet...

Lotnisko w Forlì

Tym sposobem moj lot ekonomiczny kosztuje wiecej niz normalny. Zastanawiam sie, czy to warto robic tyle kilometrow w tym niepewnym dojezdzie. Moze lepiej kupic klasyczny lot z Florencji i odbyc lot w spokoju.

sobota, 10 grudnia 2011

Wojenne przepisy

Niedawno kupilam sobie "Kuchnie z czasow wojny". Jest to wznowienie ksiazki, ktora we Wloszech wyszla w 1942 roku. Podobno cieszy sie teraz ogromnym sukcesem. W dobie kryzysu ludzie staraja sie oszczedzac rowniez na jedzeniu.
Zapragnelam zajrzec do tej ksiazki i sprawdzic jakie kryje przepisy. Po pierwszym przekartkowaniu stwierdzilam, ze owszem, przepisy zawieraja ubogie skladniki, jednakze nie sa one wcale biedne. Nie wiem czy dobrze mnie zrozumieliscie. Mysle, ze w czasie wojny naprawde trudno o cokolwiek.  Byc moze maka, makaron, ryz, suszone rosliny straczkowe takie fasola, ciecierzyca, soczewica, puszki sa dostepne. Ale reszta? Tym bardziej jesli ktos znajduje sie w miescie. Moze latwiej maja ci, co mieszkaja na wsi. Maja kury, moze krowe, jakas swinke na wyjatkowa okazje.
Przyblize niektore skladniki potrzebne do wykonania przepisow z ksiazki:
krewetki, ricotta, parmezan, galka muszkatolowa, mozzarella, kielbasa, szynka, trufle, wino marsala, dorsz, mieso roznego rodzaju (rowniez dziczyzna), anchois, tunczyk, ocet, wino.
..
Mimo moich (trafnych lub nietrafnych) spostrzezen ksiazka jest bardzo ciekawa i interesujaca. Przepisy warte wyprobowania, co oczywiscie uczynie. I o czym bede informowac.

piątek, 9 grudnia 2011

Ciasto z Garfagnana

Jakos ostatnio na blogu nie bylo przepisow toskanskich. Szybko nadrabiam zaleglosci.
Torta garfagnina nazywana jest rowniez Torta di San Pietro, gdyz przygotowywana jest na dzien patrona miasta Castelnuovo Garfagnana.

Torta garfagnina
Skladniki:
250 gram maki
300 gram cukru
300 gram obranych migdalow
90 gram masla
2 jaja
1 cytryna
2 lyzki rumu
szczypta soli

Przygotowanie:
Zagniatamy ciasto z: maki, 100 gram cukru, masla, startej skorki z cytryny, 2 zoltek, szczypty soli. Gotowe ciasto owijamy w folie aluminiowa i chowamy do lodowki na godzine.


Obrane migdaly mielimy blenderem. Dodajemy do nich pozostaly cukier, rum oraz bialko ubite na piane.


Wysmarowana maslem okragla forme wykladamy ciastem (1/4 ciasta zostawiamy na dekoracje). Zalewamy je masa migdalowa, a na wierzchu formujemy ruloniki, z ktorym utworzy sie kratka.


Pieczemy w temperaturze 160 stopni przez okolo 40 minut.

 Torta garfagnina

czwartek, 8 grudnia 2011

Consuma

Targi w miejscowosci Consuma wyobrazalam sobie nieco inaczej. Opowiadano nam tyle pozytywnych rzeczy. No i ze jest duzo kupujacych.

 Skromny napis informujacy o swiatecznym targu

Tymczasem uczestniczylismy w lokalnym pokazie robotek recznych. Panie ze swoimi dzielami, roznymi, przeroznistymi. Byly nawet dzemy domowej roboty.


Nie mam nic przeciwko robotkom domowym, bo przeciez sama wyrabiam drewniane korale i kolczyki. Fakt jest taki, ze przejechalismy bardzo duzo kilometrow by brac udzial w duzym targu. A znalezlismy sie w jednym pomieszczeniu pod jedyna miejscowa restauracja i czekalismy, az ktos przyjdzie. Przyszly tzw. "tre gatti" (tlum.doslowne trzy koty, oznacza to, ze przyszlo doslownie pare osob). Poogladaly i wyszly.
Na parkingu z tylu restauracji siedzial pan i wyrabial wiklinowe oprawki do butelek z winem.


Tuz obok niego, tez pod wiata ustawilo sie stoisko z miodem, serem i kielbaskami. Te ostatnie powieszone w bardzo faktazyjny sposob.


Na parkingu, popoludniowa pora ustawiono palenisko, ogromna patelnie, na ktorej wypiekano kasztany.


W kociolku wrzalo wino z przyprawami korzennymi.


Consuma to bardzo mala miejscowosc. Slynie z tego, ze wyrabia sie (podobno) najlepsza schiacciate. Rzeczywiscie jest dobra. Tak dobra, ze co chwile chodzilysmy z Julcia po jeszcze jeden kawalek.


Tego dnia przeszlam sie po jedynej, glownej ulicy miasta. Po raz pierwszy na wlasne oczy moglam podziwiac drzewo ostrokrzewu. Przepiekne!!


wtorek, 6 grudnia 2011

Paczka spakowana

W niedziele mialam zadanie specjalne: spakowanie paczki do Polski. W tym roku myslalam,ze spokojnie sie zapakuje i ze zostanie mi jeszcze duzo miejsca. Tymczasem doszlam do samej gory kartonu i stwierdzilam, ze moglby miec jeszcze troche miejsca.



Przed spakowaniem...














... i po.

Malgosia Matyjaszczyk powierzyla mi bardzo delikatna przesylke: dwie dachowki dla jednej pani w Polsce. Strasznie boje sie, czy dojda cale i zdrowe. Staralam sie jak moglam, by zapakowac je nalezycie. Oblozylam "babelkami", potem kartonem, ubraniami... Zuzylam dwie tasmy brazowe, te do pakowania paczek. Ale dopoki nie otworze paczki w Polsce, to nie bede spokojna.