Wczoraj odwiedzilam Irene z piekarni. Julcia zakupila pizze oraz schiacciate. Podczas gdy sie nimi zajadala ja i Irene rozmawialysmy o roznych sprawach. Irene nie wiedziala, ze jestem wegetarianka. Jak tylko o tym uslyszala powiedziala mi, ze miekka (puszysta) schiacciata robiona jest na smalcu.
To samo tyczy sie wszystkich buleczek zwanych panini all'olio. Jak to -spytalam zdumiona. Przeciez jak sama nazwa wskazuje all'olio- oznacza, ze zawieraja oliwe.
- Nie -odpowiedziala Irene- to tylko taka nazwa, tak naprawde jest w nich smalec. W supermarketach panini all'olio nazywane sa: panini allo strutto, czyli bulki ze smalcem.
Nie powiem, ale zostalam zaskoczona.
Jedynymi bulkami bez smalcu sa rosette - rozyczki puste w srodku.
Zaciekawiona opowiesciami Irene polecialam do pobliskiego supermarketu i sprawdzilam napis na opakowaniu z bulkami.
Miala racje. 4% zawartosci bulki to smalec.
wtorek, 7 lutego 2012
poniedziałek, 6 lutego 2012
niedziela, 5 lutego 2012
300 Czytelnikow
Wspaniala wiadomosc! Blog Moja Toskania ma 300 Czytelnikow na Facebooku!
Wszystkim bardzo bardzo serdecznie dziekuje. 300 Czytelnikiem zostal Sandro z regionu Wenecja Euganejska. Gratuluje oraz przesylam maly upominek!
Wszystkim bardzo bardzo serdecznie dziekuje. 300 Czytelnikiem zostal Sandro z regionu Wenecja Euganejska. Gratuluje oraz przesylam maly upominek!
Zimnawo
Wiem, ze w Polsce temperatury zeszly ponizej 20 stopni. Tutaj mamy minus 2. Roznica miedzy krajami ogromna. Ale jesli mam byc szczera, to jest mi zimno. Moim zdaniem zimno polskie jest inne i to toskanskie inne. Mimo tego, ze tu termometr zszedl minimalnie ponizej zero, to mroz odczuwa sie jakby bylo z minus 10. Tak przynajmniej bylo wczoraj. Wyszlam bez rekawiczek i momentalnie rece zrobily sie ciemno - czerwone i "zesztywnialy". Wrocilam sie do domu po rekawiczki. Bez czapki ani rusz. Wial silny wiatr i wkrecal sie nawet w srodek czapki. Brrrr.....
Dzisiaj Julcia nie chce wyjsc z domu. Postanowilysmy wiec upiec ciasto marchewkowe, ktorego przepis podamy za pare postow. Tymczasem zrobie sobie goraca kawke.
Milej niedzieli!
Dzisiaj Julcia nie chce wyjsc z domu. Postanowilysmy wiec upiec ciasto marchewkowe, ktorego przepis podamy za pare postow. Tymczasem zrobie sobie goraca kawke.
Milej niedzieli!
sobota, 4 lutego 2012
Lody cappuccino
Bardzo Was przepraszam, wiem ze jest srodek zimy, w Polsce mrozy. Ale po prostu ten przepis chodzi za mna juz drugi tydzien. A to za sprawa pewnej ksiazki kupionej na stoisku ze starymi ksiazkami w Lucce. Tytul ksiazki: Capuccino - tradycja i sztuka napoju, ktory zdobyl Wlochy. A w srodku oprocz historii rowniez przepisy. Przypadl mi do gustu szczegolnie jeden z nich, a mianowicie lody o smaku cappuccino. Przepis bardzo bardzo latwy. Przeczytajcie:
1 szklanka kawy espresso
1 szklanka smietany
100 gram cukru
Przygotowanie:
Parzymy kawe.
Kiedy kawa jest jeszcze goraca rozpuszczamy w niej cukier. Odstawiamy do ostygniecia. Nastepnie kawe oraz smietane wlewamy do garnuszka. Gotujac na malym ogniu doprowadzamy do pierwszego wrzenia.
Przelewamy do niezbyt glebokich naczynek. Czekamy az ostygnie.
Wkladamy do zamrazalki na 3-6 godzin. Gotowe!
Gelato al cappuccino
Skladniki:1 szklanka kawy espresso
1 szklanka smietany
100 gram cukru
Przygotowanie:
Parzymy kawe.
Kiedy kawa jest jeszcze goraca rozpuszczamy w niej cukier. Odstawiamy do ostygniecia. Nastepnie kawe oraz smietane wlewamy do garnuszka. Gotujac na malym ogniu doprowadzamy do pierwszego wrzenia.
Przelewamy do niezbyt glebokich naczynek. Czekamy az ostygnie.
Wkladamy do zamrazalki na 3-6 godzin. Gotowe!
piątek, 3 lutego 2012
Necci w Migliana
I znow wracam do niedzieli. Po karnawalowej paradzie pojechalismy do Migliana, gdzie odbywalo sie swieto nalesnikow kasztanowych.
Do miasta byl jeszcze kilometr, a moze nawet dwa, a juz glowna droga zostala zamknieta. Policjanci prosili, by zaparkowac i poczekac na autobus, ktory zawiezie nas do miasta.
Pomyslalam, ze bedzie to duza impreza, bo skoro autobus musi zabrac nas do miasta...
Podjechalismy pod sam placyk z kosciolem. To praktycznie cale miasto skupialo sie wlasnie tam. Jeden bar i kosciol. Wspielismy sie na gore.
Obok kosciola staly 3 stoiska z serami, slodyczami i wedlinami. Nastepnie miejscowe stoisko zorganizowane przez szkole, serwowano ciasta.
Julcia wybrala struffoli - slodkosci rodem z Neapolu.
Na tylach kosciola stala kasa, gdzie placilo sie za necci oraz inne slodkosci.
Z przykroscia stwierdzam, ze organizatorzy przesadzili z cenami. Jeden przezroczysty nalesniczek z malutka iloscia ricotty (ktora zostala rozcienczona jogurtem) kosztowal 3 euro!! Dla porownania w gorach Pistoi necci kosztuja 1 euro.
Na placyku bylo troszke osob. Niektorzy ogrzewali sie przy ognisku.
Szkoda, ze festa ktora mogla byc fajna niedzielna atrakcja zostala "popsuta" przez wysokie ceny. Mysle, ze w przyszlym roku nie bedzie juz zorganizowana.
Do miasta byl jeszcze kilometr, a moze nawet dwa, a juz glowna droga zostala zamknieta. Policjanci prosili, by zaparkowac i poczekac na autobus, ktory zawiezie nas do miasta.
Pomyslalam, ze bedzie to duza impreza, bo skoro autobus musi zabrac nas do miasta...
Podjechalismy pod sam placyk z kosciolem. To praktycznie cale miasto skupialo sie wlasnie tam. Jeden bar i kosciol. Wspielismy sie na gore.
Obok kosciola staly 3 stoiska z serami, slodyczami i wedlinami. Nastepnie miejscowe stoisko zorganizowane przez szkole, serwowano ciasta.
Julcia wybrala struffoli - slodkosci rodem z Neapolu.
Na tylach kosciola stala kasa, gdzie placilo sie za necci oraz inne slodkosci.
Z przykroscia stwierdzam, ze organizatorzy przesadzili z cenami. Jeden przezroczysty nalesniczek z malutka iloscia ricotty (ktora zostala rozcienczona jogurtem) kosztowal 3 euro!! Dla porownania w gorach Pistoi necci kosztuja 1 euro.
Na placyku bylo troszke osob. Niektorzy ogrzewali sie przy ognisku.
Szkoda, ze festa ktora mogla byc fajna niedzielna atrakcja zostala "popsuta" przez wysokie ceny. Mysle, ze w przyszlym roku nie bedzie juz zorganizowana.
czwartek, 2 lutego 2012
I po sniegu
Tak jak pisalam wczoraj, snieg w samym miescie Pistoi pada tylko raz w roku. Nastepnego dnia ani sladu po nim.
Na glownym miejskim targu tylko pare stoisk. Ludzi prawie w ogole.
Wszystkie restauracyjki otwarte w oczekiwaniu na zglodnialych turystow, ktorych dzisiaj raczej nie widac. Jeden lokal wpadl na swietny pomysl, by swoich klientow okrywac kocami. Ja jednak wolalabym jesc w srodku.
Po sniegu pozostalo wspomnienie (swiadcza o tym zasniezone dachy samochodow). Mimo to, kierowcy nie zrezygnowali z lancuchow na oponach. Beda na nich jezdzic przez najblizszych kika dni...
Na glownym miejskim targu tylko pare stoisk. Ludzi prawie w ogole.
Wszystkie restauracyjki otwarte w oczekiwaniu na zglodnialych turystow, ktorych dzisiaj raczej nie widac. Jeden lokal wpadl na swietny pomysl, by swoich klientow okrywac kocami. Ja jednak wolalabym jesc w srodku.
Po sniegu pozostalo wspomnienie (swiadcza o tym zasniezone dachy samochodow). Mimo to, kierowcy nie zrezygnowali z lancuchow na oponach. Beda na nich jezdzic przez najblizszych kika dni...
Subskrybuj:
Posty (Atom)