niedziela, 20 maja 2012

Brindisi

Na znak solidarnosci z rodzinami ofiar wczorajszej tragedii w miescie Brindisi wklejam bialy kwiat. Tak jak prosil burmistrz mieszkancow miasta (by wystawili w oknie kwiat).





To co dzieje sie we Wloszech nie mozna opisac zadnymi slowami. Na sama mysl trzese sie z przerazenia.
Ladunki wybuchowe eksplodowały w sobotę rano przed rozpoczęciem lekcji, przed wejściem do szkoły w Brindisi. Szkola nosi imie Franceschi Morvillo Falcone - żony włoskiego sędziego Giovanniego Falcone, która 20 lat temu wraz z nim i ochroniarzami została zamordowana przez mafię.
Na skutek wybuchu zginela 16-letnia uczennica, jedna walczy o zycie, a pozostale 9 osob jest ciezko rannych.

sobota, 19 maja 2012

Przesadzanie

Na wstepnie dzisiejszego posta chcialam serdecznie pozdrowic przemila pare z Zabiej Woli, ktora wczoraj spotkalam w sklepie. Mam nadzieje, ze zajrzycie w moje skromne blogowe progi!

Wczorajszy dzien uplynal pod tytulem przesadzania roslinek.


Przez dwa dni kupowalysmy wory ziemi i znosilysmy do domu (poruszamy sie piechota - dla zdrowia). Wybralysmy sie tez po ogromne prostokatne donice. Przesadzilysmy szalwie, miete oraz rozmaryn. 
Troche to trwalo, bo Julcia przenosila ziemie swoimi garnuszkami...


Jestem bardzo ciekawa, jak dlugo przezyja u nas te cudenka. Miete i szalwie "hoduje", gdyz mam w planach wykonanie eko-pasty do zebow.


Rozmaryn rosnie w tej samej donicy co szalwia. Czy beda sie zgadzac ze soba?
Kto sie zna na tych sprawach?

piątek, 18 maja 2012

Szaparagi z plaskurka

Dzisiaj przedstawiam przepis z Florencji. Na czasie, bo ze szparagami.


Glowki szparagow z plaskurka

Skladniki:
100 gram "glowek" szparagow (gornej czesci szparagow)
200 gram plaskurki
1 mala cebula
100 ml smietany
50 gram startego parmezanu
okolo 150-200 ml rosolu lub wody
sol i pieprz

Przygotowanie:
Ugotowac plaskurke (zalezy od gatunku, od 40-60 minut).


Na rozgrzana oliwe na patelni wrzucic cebule pokrojona na kawalki.


Kiedy cebula sie zarumieni dodac glowki szparagow i dusic (pod przykryciem) przez 10 minut.


Do szparagow dodac ugotowana plaskurke, dusic przez 25 minut, co jakis czas dolewajac troche wody lub rosolu.


Na koncu wlac smietane, dosolic. Rozlozyc na talerze, posypac swiezo zmielonym pieprzem oraz parmezanem.

 Punte di asparagi con farro 

Nie wiem, czy w Polsce mozna kupic plaskurke. Moze w sklepach ze  zdrowa zywnoscia. W kazdym badz razie mozna ja zastapic pszenica, gdyz plaskurka to tez rodzaj pszenicy. Danie ze szparagi bardzo mi smakowalo, stad polecam je Wam wszystkim!

czwartek, 17 maja 2012

Strzyzenie owiec

Wypelnieni po brzegi schiacciata Agnese ruszylismy w gore, by asystowac przy strzyzeniu owiec.
Musze przyznac, ze poczatkowo scisnelo mnie serce kiedy zobaczylam jak to sie odbywa.


Panowie musza zwiazywac owce, zeby sie nie ruszaly. Ale widzialam, ze potem byly spokojne i czekaly na swoja kolej. Moze sa  przyzwyczajone, ze raz na jakis czas czeka ich strzyzenie?


Przyjechala rowniez Gabriella, by zbierac welne (chyba tak to trzeba nazwac?):
Panowie rzucali ja niechlujnie i bala sie, zeby  sie nie zniszczyla.



















Praca to ciezka, bo goraco, a owiec 200!









                          Po strzyzeniu...









Z owcami zyja rowniez kozy. A wsrod nich Beppe, niesamowicie duza koza, ktora uwielbia czeresnie.



















Zreszta jak pan zaszelescil drzewem i opuscil galezie pelne czeresni, to zjawily sie wszytkie kozy, z Beppe na czele.


Wracajac droga polna do domu Gabrielli upatrzylismy drzewo, na ktorym rosly pielne, dojrzale czeresnie. Zatrzymalismy sie i zaczelismy jesc... Pychota!



















Wokolo kwitlo mnostwo kwiatkow. Wklejam pare zdjec (Andrzejku, tez zolte to ....??):



















Na wzgorzu stoi przepiekny wiejski dom - marzenie... Zobaczcie sami:


Zycie na wsi toczy sie zupelnie innym rytmem niz w miescie. Jest bardzo duzo pracy, ale robi sie ja spokojnie i po kolei. W miescie istnieje jakis szalony ped. Patrzymy ciagle na zegarek i robimy tysiace rzeczy na raz, w skutek czego polowe rzeczy robimy niedbale i nie do konca. A niektore rzeczy to w ogole sa nam niepotrzebne. Tak mi sie przynajmniej wydaje.


Siedzielismy na murku przed domem Gabrielli i nie chcialo nam sie wracac do domu. Psy spaly pod samochodami, w cieniu, wylegiwaly sie na plecach...
W stajni krowy przezuwaly siano i spokojnie spogladaly w dal, bo drzwi maja otwarta i widza sobie panorame.


Agnese jeszcze piekla chleb. W koncu zarobila ciasto z 40 kilo maki!
Mam nadzieje, ze juz wkrotce znow tu wrocimy.


Wracajac od owiec widzialam, ze przy lesie rosnie tysiace pokrzyw. A jak pamietacie, gospodarz domowy z Vegan Fest robil makaron pokrzywowy. Poza tym w pewnej ksiazce kucharskiej tez znalazlam fajne przepisy pokrzywowe. Tak wiec trzeba wrocic do Gabrielli!

środa, 16 maja 2012

Pieczenie chleba

Cala sobote spedzilismy na farmie u Gabrielli.
Od samego rana jej mama (Agnese) krzatala sie przy piecu. Przygotowywala wszystko do wypiekania chleba.
Najpierw wrzucila drewno, ktore ogrzalo caly srodek pieca. Resztki spalonego drzewa zostaly wymiecione na zewnatrz.


Poprzedniego wieczora Agnese przygotowala zaczyn drozdzowy, a z samego rana zagniotla ciasto na chleb (a bylo to pewnie o 5 rano).



















Kiedy piec byl dostatecznie nagrzany Agnese zaczela wkladac do srodka bochenki chleba:



A nam juz zaczela "cieknac" slinka. Przypatrywalismy sie, jak Agnese radzi sobie sama ze wszystkim:



Kiedy piec wypelnil sie po brzegi Agnese zamknela go zelazna "klapa" i podsypala ja zazacym sie drewnem.


Teraz nalezalo tylko czekac...

Okolo 10.30 pojawili sie glodni pasterzy, ktorzy zasiedli do stolu i czekali na chleb. A na stole istna uczta: miesiwa, sery oraz wino:


Gabriella mowi, ze trzeba ich rozpieszczac. W koncu takich ludzi trzeba szukac ze swieca w reku. Malo kto zajmuje sie takim zawodem. Ci pasterzy sa specjalnie wynajmowani do strzyzenia owiec. Z tygodnia na tydzien zmieniaja farme, strzyga owce w calym rejonie. Jednym slowem fachowcy!

Kiedy wszyscy czekalismy na chleb, Agnese rozpoczela przygotowywanie schiacciaty:



















 Co jakis czas zagladala do pieca...


Po pol godzinie zaczela wyjmowac pierwsze bochenki.















Pasterzy juz nie mogli sie doczekac. Chwycili chleb doslownie prosto z pieca i zaczeli go energicznie kroic.


My tez zjedlismy malutki bochenek chleba i poczekalismy na schiacciate...


Pasterzy jedli do samego poludnia. Dwa bochenki chleba, dwie patery wedlin, sery i wino. Najedzeni ruszyli do pracy (o ktorej jutro).


My zjedlismy trzy schiacciaty... Nastepnie ruszylismy za pasterzami...