środa, 4 lipca 2012

Slubne marzenia

Moja znajoma Linda, przed ktora jeszcze w przyszlosci slubne ceremonie, czesto opowiada mi o witrynach sklepow dla slubnych par.
Postanowilam przyjrzec sie im z bliska i zobaczyc jakie obecnie panuja tredny:


Do sukni oczywiscie buty:



















Z pewnoscia zapytacie: a jakie ceny?
W witrynie jednego ze sklepow wystawiono zeszyt z dosc niechlujnymi notkami (mysle, ze bylo to tylko prowizoryczne, bo Wlosi przywiazuja uwage do kazdego elementu dekoracji czy to witryny czy czegos innego):

Ceny od 1420 do 2250 euro za granatowa suknie slubna

Drogie panie, co wy na to?

wtorek, 3 lipca 2012

Brzoskwiniowe babeczki po toskansku

Musze przyznac, ze te babeczki moga byc wspanialym pomyslem na podwieczorek ze znajomymi.
Przepis znalazlam w ksiazce pt: Nowa kuchnia toskanska.
Oto szczegoly:

Tortina di pesche

Skladniki na okolo 12 babeczek:
4 brzoskwinie
pol litra czerwonego wina
8-10 ciastek typu petit beurre
kilka gozdzikow
pol laski cynamonu
okolo 30 gram bialego cukru
300 gram maki
150 gram masla
60 gram cukru pudru
2 jaja
starta skorka z 1 cytryny


Przygotowanie:
Brzoskwinie pokroic na kawalki i pozostawic w winie z gozdzikami i laska cynamonu przez kilka godzin.


Odsaczyc, najlepiej na papierowym reczniku. Wino pozostawic do zrobienia sosu.


Z maki, masla, cukru pudru, jaj i startej skorki cytrynowej zagniesc ciasto. Uformowac z niego kule, zawinac w papier aluminiowy i wlozyc do lodowki na min.1 godzine.


Do okraglych foremek wysmarowanych maslem i posypanych maka wlozyc warstwe ciasta.


Do srodka wlozyc pokruszone ciasteczka.


Na nie ulozyc kawalki brzoskwini. Zamknac babeczke warstwa ciasta.


Piec 20-25 minut w temperaturze 180 stopni.
Przygotowac sos z wina: w garnuszku podgrzac wino wraz z cukrem. Gotowac na wolnym ogniu, sos powinien lekko zgestniec (wyparuje rowniez wieksza czesc).


Na talerzu polanym sosem winnym ukladamy babeczke, posypujemy cukrem pudrem. Mozemy udekorowac pokrojonymi brzoskwiniami.

poniedziałek, 2 lipca 2012

I po meczu

No coz, nie udalo sie.  We Wloszech smutek i zal. A wszyscy tak bardzo kibicowali.
Miasto Pistoia niestety sie nie popisalo. Zamiast zjednoczyc razem mieszkancow - kibicow, to wszyscy tulali sie po miescie w poszukiwaniu duzego ekranu.
Na Placu Bazyliki prawie wszystko przygotowane do wydarzen lipcowych, trzeba bylo tak niewiele by wszystko zorganizowac!


Przynajmniej na Placu Sali zorganizowaly sie restauracje. Kazda z nich wystawila telewizor na zewnatrz.















Bary w innych czesciach miasta po prostu "zamykaly sie".


Tulajacy sie kibice trafiali pod Galerie, gdzie jeden ze sklepow ustawil dosc duzy ekran.





Jedyna "duza" strefa kibica w Pistoi









W Galerii bylo tak glosno od trabek, ze postanowilismy obejrzec mecz w gronie bardzo kameralnym. Przejezdzajac przez Plac Mazzini widzielismy jeszcze jedna mala strefe kibica:


niedziela, 1 lipca 2012

Rumba, samba...

W zeszla srode poszlismy obejrzec wystepy grup tanecznych, ktore prowadzi nasz znajoma Lisa. Na kurs uczeszcza rowniez jej narzeczony Marco, ktory tego wieczoru zatanczyl kilka razy.

Ja, Marco i Linda

Lisa wspaniale zatanczyla sambe oraz tance klasyczne. Sympatycznie wypadlo cos w stylu regowania.

Lisa, ja i Marco

Nakrecilam kilka filmikow, lecz bylo dosc ciemno wiec jakos przekazu slaba. Wklejam wiec tylko jeden z nich, byscie poczuli atmosfere tamtego wieczoru:

 

Tance skonczyly sie o polnocy. Mimo otwartych drzwi na sali nie bylo czym oddychac. Temperatura nie schodzi nawet o tak poznej porze.

sobota, 30 czerwca 2012

Piatek czyli dzien po polfinale

W czwartek wieczorem, tuz po meczu w Pistoi slychac bylo odglosy trabiacych samochodow oraz ogolnie trabiacych ludzi (tj. dmuchajacych w plastikowe , "meczowe" trabki).
W piatek rano wybralysmy sie do centrum miasta, zobaczyc jak mieszkancy swietuja wejscie do finalu. Oto zdjecia budynkow:



















Na targu warzywnym tez odswietnie, prawie na kazdym stoisku powiewaly flagi.
U Antonia wisiala nawet koszulka z napisem Di Natale.









Stali bywalcy Placu Sali z pewnoscia mieli duzo do przedyskutowania









Pierwsze strony dziennikow nazwaly pilkarzy: Fantastici!


A kolorowe gazety rozpisywaly sie o Super Mario:


Jeden z barow na glownej ulicy rowniez powiesil flage:


Przed ksiegarnia Giunti postawiono ogromna reklame najnowszej ksiazki trenera Prandelli pt. "Il calcio fa bene" (tlum. "Pila nozna dobrze robi").


Bardzo spodobala mi sie witryna sklepu z odzieza:


Na sam koniec zajrzalysmy do tzw.cocomeraio (sprzedawcy arbuzow) przy stadionie. U niego muzyka, ktora slychac przed nadawaniem meczow oraz oczywiscie powieszona flaga.


Drodzy Wlosi, trzymamy kciuki za niedziele!