czwartek, 12 lipca 2012

Ciao

Bedac ostatnio w gorach Pistoi przy jednym z domostw zauwazylam stary motor.
-O Ciao! - zawolal moj maz.
Kogo on pozdrawia - pomyslalam.
Okazalo sie, ze to Piaggio, motorowy antyk na pedaly.


Pierwszy model Ciao wyprodukowano w 1967 roku. Kosztowal 50.000 lirow (trudno jest mi powiedziec, ile to bylo w przeliczeniu na obecne pieniadze) i wazyl okolo 40 kg (bez paliwa w srodku, bak 2,8 litra). Sylwetka przypominala damski rower z lat 70-tych.
Ciao zyskal bardzo duza popularnosc i juz w latach 80-tych produkowano az 4 jego wersje. Cena dochodzila do 140.000 lirow. Podobno na 1 litrze paliwa mozna bylo przejechac az 70 km! Ciao rozpedzal sie do predkosci 50 km/h.


Produkowany byl przez 40 lat. Zostal uznany jako najbardziej sprzedawany wloski cyklo-motor na swiecie. W sumie wyprodukowano 3 i pol miliona egzemplarzy. Piekna historia!

wtorek, 10 lipca 2012

Pociagowe rozmyslania

Chwilowo nie ma mnie w Toskanii, ale myslami wciaz tam jestem.
W ostatnich dniach, prawie codziennie korzystam z podmiejskich kolei warszawskich.
Dzisiaj rano kiedy po raz kolejny punktualnie zjawila sie SKM-ka (chyba tak prawidlowo brzmi skrot) pomyslalam: jak to sie dzieje, ze w Pistoi pociag jest prawie zawsze spozniony, a tu wszystko dziala jak w szwajcarskim zegarku? Jak na tablicy informacyjnej jest 9.25, to przyjezdza o 9.25! Rewelacja!
Jadac z Pistoi do Florencji wiekszosc pociagow (pisze wiekszosc, nie chce robic prywatnych statystyk) jest opoznionych o minimum 5 minut. Czasem czeka sie 20 minut. Wszystko ze stoickim spokojem, po prostu na elektornicznej tablicy zwieksza sie opoznienie. Czasem bywa tak, ze oplaca sie wsiasc w pociag, ktory jest pozniej, ale ktory przyjedzie wczesniej niz ten opozniony :)
Opoznienia zdarzaja sie rowniez ze stacji startowej, tj. z tej, z ktorej pociag dopiero zaczyna swoja trase. Mam na mysli np. Florencje Santa Maria Novella. Niby ma odjechac 13.38, ale odjedzie 13.42.
Dwa kraje, dwa sposoby na jazde koleja.

 A tu "zderzenie" nowego ze starym, Pistoia

Poroznila nas nie tylko kwestia czasowa, ale i "klimatyczna".
W SKM-ce nie ma klimatyzacji, przy obecnych temperaturach czlowiek topnieje jak maslo poza lodowka. Wszyscy jak jeden maz maja krople potu na czolach. Kompletnie zaskoczyl mnie dzis pewien pasazer: przystojny i opalony mezczyzna w dobrze skrojonym garniturze. Usiadl dosc blisko mnie, powiedzialabym wystarczajaco, zeby spojrzec na jego nogi. Pan mial sportowe klapki z odkrytymi pietami, odkrytymi palcami! Gdyby zobaczyl to Wloch/Wloszka (uwazani za znawcow mody, dobierania ubioru) zlapaliby sie za glowe. Ale moze pan tak ratowal sie od goraca? W kolei i nie tylko?
Przeanalizujmy druga podmiejska kolej warszawska: tzw. WKD-ke. Tu z kolei wlaczona klimatyzacja, ale i otwarte okna. Bez sensu, bez logiki.
Jak to jest w Toskanii? Z mojego doswiadczenia wraz z goracem w pociagach wlaczana jest klimatyzacja. Wszyscy rozumieja, ze nalezy nie otwierac okien. Czyli jest tak jak powinno byc.
A tak na marginesie: lubicie podrozowac koleja? Czy to w Polsce, czy we Wloszech...

poniedziałek, 9 lipca 2012

Wloskie lody truskawkowe

We Wloszech juz dawno po truskawkach. W Polsce chyba ostatnie dni. A skoro jeszcze mozna je kupic i za oknem goraco, to proponuje lody! Oto wloski przepis:

Gelato alla fragola
Skladniki:

250 gram swiezych truskawek
120 gram cukru trzcinowego
250 ml mleka
1 cytryna

Przygotowanie: 
Obrac i umyc truskawki.

Cukier trzcinowy i obrane truskawki

Zmiksowac cukier trzcinowy na cukier puder.


Zmiksowac truskawki z cukrem pudrem, sokiem i starta skroka z cytryny.


Dodac mleko i zmiksowac.


Przelac lody do garnuszka (uprzednio zamrozonego) i pozostawic w zamrazalce przez okolo 50 minut. Co jakis czas mieszac by nie wytworzyly sie brylki lodu.
Podawac z owocami lub na przyklad polewa czekoladowa...


Podoba mi sie ten przepis, gdyz jest light: pozbawiony smietany i jaj. Do tego zamiast cukru bialego - trzcinowy. Te lody przypominaja bardziej sorbet. Lekka nutka cytrynowa dodaje im ciekawego smaku.

niedziela, 8 lipca 2012

Milo spedzony czas

Wlasnie dla takich chwil warto prowadzic bloga, pisac o tym co sie lubi i znajdowac odzew w tzw. rzeczywistosci.
Wczoraj wieczorem wrocilam z Krakowa. Bylo rownie goraco jak w Pistoi. Troche ochlody przyniosly nam lody u Sycylijczyka, na ktore zaprowadzila nas Iwona - stala czytelniczka bloga Moja Toskania.



Serdecznie dziekuje jej, ze zechciala sie z nami spotkac i oprowadzic po miescie.
Lody wysmienite i juz mi ich brakuje. Kazdy smak rewelacyjny. Polecam wszystkim, ktorzy wybieraja sie do Krakowa.
Mam nadzieje, ze juz wkrotce znow tam wrocimy. Moze w mniej upalne dni, bo przy takich temperaturach trudno sie zwiedza.

Krytyka

Krytyka rowniez nalezy sie zajac. A takie ostre slowa w moim kierunku jeszcze nie padly. W zwiazku z tym, ze wypowiedz jest publiczna, moge ja opublikowac rowniez na moim blogu.
Zanim to zrobie, wytlumacze jej "pochodzenie": na pewnym forum zajmujacym sie wymiana informacji na tematy wlosko-polskie, polsko-wloskie umiescilam zaproszenie na moje blogi. Oto odpowiedz jednej z osob, ktore wziely udzial w dyskusji:
"A co? Za mało kaski z reklam leci i trzeba zwiększyć frekwencje na blogu?

Najlepsze blogi w historii polskiej blogosfery nigdy nie musiały się tak natrętnie reklamować,
przykłady: Ewa Kułak z Kolumbii, Novelka czy Anna Sawińska z Korei.

Im większy badziew/ bardziej komercjalny blog tym więcej namolnego ogłaszania się wszędzie gdzie się da.

Przyłóż się może trochę bardziej do treści bloga, to będzie więcej wejść i więcej kaski Ci spłynie z reklam.

Może jak jesteś tak zdesperowna to weź przykład z Ally von Boskiej, jej blog ostatnio miał ponad 100 tysięcy wejść dziennie - rzucaj jakieś kontrowersyjne wypowiedzi na wszystkich możliwych forach i pod spodem link do bloga.

Jeśli zależy Ci na jakości (do której Ci jeszcze baaardzo daleko) ucz się tu:

http://www.kolumbijsko.com/

http://wkorei.blogspot.com/

http://e-novela-kolumbijska.blog.onet.pl/


A jak szukasz rozgłosu i setek tysięcy kliknięć to bierz przykład z niej:

aluh.pl

Poza tym, Twój blog miał szansę zrobić furorę jakieś 20 lat temu... w 1992.

Dzisiej, gdy co roku tysiące polskich studentów wyjeżdżają na stypendia i praktyki do Japonii, Malezji, Indonezji, Nepalu, Kolumbii, Urugwaju, Gruzji, Brazylii i w 1000 innych miejsc, Toskania do której można sie dostać za 50 złotych samolotem Ryanaira raczej już na nikim nie robi wrażenia...

Ja też kocham Toskanię, mieszkałam prawie rok we Florencji to mój drógi dom... ale nie zaszkodzi trochę obiektywizmu.

Co jest ciekawsze? Blog o Toskani, dostępnej właściwie dla każdego czy może blog o życiu codziennym na Filipinach?"

Brak mi slow. Pierwszy komentarz, ktory cisnie sie na usta: szkoda, ze tyle bledow ortograficznych w tym tekscie.
A tak na serio: ktokolwiek ma mi cos do zarzucenia, do przekazania, proszony jest o pisanie na adres:
aleksandra.seghi@email.it

sobota, 7 lipca 2012

Mietowa granita

Upaly wszedzie! Ratujmy sie jak mozemy! Proponuje granite domowej roboty:

Granita alla menta

Skladniki:
150 ml wody
70 gram cukru (ja dodalam trzcinowy)
10 gram swiezych lisci miety


Przygotowanie:
Zagotowac wode z cukrem.


Zdjac z gazu i dodac liscie miety.


Pozostawic do zaparzenia przez 30 minut. Odcedzic liscie miety.


Kiedy napoj bedzie zimny wlozyc go do zamrazalki.


Zamrozona granite  wyjac z zamrazalki i zmielic w miserze (by pokruszyc lod).


Chlodzi nasze cialo, pomaga w przetrwaniu upalow. Polecam!