niedziela, 21 października 2012

Toskanska zupa dyniowa

Dzisiaj zapraszam do przyrzadzenia bardzo sympatycznej zupy dyniowej. Jak to w toskanskiej kuchni bywa: czerstwy chleb znow nam sie przyda! (nawet do rymu :))

Toskanska zypa dyniowa

Skladniki:
500 gram dynii
8 kromek czerstwego chleba
1 lodyga selera naciowego
2 sredniej wielkosci marchwie
2 sredniej wielkosci cebule
1 zabek czosnku
sol i pieprz


Przygotowanie:
Zagotowac 2 litry wody. Wrzucic do niej pokrojone warzywa.


Posolic. Kiedy beda juz miekkie, odlac wode do innego garnuszka i zmiksowac warzywa. Jesli beda zbyt geste dolac troche wody z gotowania (a reszte wylac).


Ponownie polozyc na gaz. Czerstwe kromki chleba podgrzac w piecu lub tosterze, polozyc na dno talerzy. Zalac zupa-kremem dyniowym. Posypac swiezo zmielonym pieprzem.

Ps. W oryginalnym przepisie po zmiksowaniu warzyw, wlewa sie rowniez kilka lyzek smietany. Ja jednak wolalam lzejsza zupke i jej nie dodalam. Ta smietana jakos mi nie pasowala, to jakos nie po toskansku...

sobota, 20 października 2012

Cappuccino z rana

Niestety mozna wpasc w nalog, jesli codziennie chodzi sie do baru na kawe. Trudno jest potem zboczyc z tych torow.


Jednak jak podaja strony informacyjne w internecie, we Wloszech (oraz Hiszpanii) zmiejszylo sie zuzycie kawy. Powod: kryzys ekonomiczny oraz przestawienie sie na kawe z "pastylek" (jednorazowe wklady do maszynek espresso). Obliczono, ze w tych dwoch krajach w skali rocznej (2011 rok) ludzie zmniejszyli konsumcje o 5,68 kg kawy na osobe. To chyba duzo, prawda?  
Cena kawy espresso w barze dochodzi do 1 euro. Ludzie wola wiec wypic ja w domu, z maszynki. Wychodzi taniej. Czas pewnie tez sie przy tym oszczedza.
No coz, patrzac na bary w Pistoi, ja tego kryzysu kawowego nie widze. Co chwile otwiera sie jakis nowy lokal. Sa tez historyczne bary, do ktorych przychodzi mnostwo mieszkancow.
Jak to sie mowi we Wloszech: Toglieteci tutto, ma non il caffè alla mattina (tlum. pozbawcie nas wszystkiego, tylko nie porannej kawy).

piątek, 19 października 2012

Pane arabo

W zeszla srode poszlismy do jednej z naszych ulubionych pizzerii.


Ja, jak zawsze, zamowilam pizze. Natomiast moj maz i tesciowa "wzieli" pane arabo.

                     Pane arabo z salata, mozarella i surowa szynka

Jak podaja zrodla jest to rodzaj pieczywa (pane = chleb). Ja ujelabym to tak: chodzi o okragla schiacciate (ciasto takie jak na pizze), przecieta na pol i nafaszerowana roznymi dodatkami: poczawszy od warzyw skonczywszy na wedlinach.


Pane arabo wegetarianskie: z salata, gotowana cukinia, baklazanami oraz z  mozarella 

Niektorzy zamiawiaja wlasnie pane arabo, a nie pizze gdyz jest ona nieco lzejsza dla naszego zoladka. Mozzarella nie jest zapiekana, a warzywa w wiekszosci surowe. Nie ma rowniez sosu pomidorowego, ktory z upieczona mozzarella nadaje "ciezkosc" pizzy.
Jednym slowem: moze to byc alternatywa dla odchudzajacych sie. W takim przypadku pizza to "gorsze zlo". Natomiast tutaj nasza diecia nie ucierpi tak bardzo :)

czwartek, 18 października 2012

Zebranko

Moja mama jest kosmitka - tak powiedzialaby Julcia.
Pierwsze zebranie rodzicielskie zaczelo sie 20 minut pozniej (to raczej normalne, punktualnosc nie jest mocna strona tu we Wloszech). Czekajac na wezwanie do klas rodzice zebrali sie na lawkach przed szkola. Z jedna mama rozmawialam o zmianie butow, szukajac tak naprawde w niej oparcia. Mama ta spojrzala na mnie i odpowiedziala:
- Aha, widac ze jestes obcokrajowcem, bo tylko za granica dzieci zmieniaja obuwie. Ja jestem z Moldawii i tam tez sie zmienia buty.

Na pierwszym zebraniu rodzicielskim, na ktore przyszlo 5 rodzicow (na 14 dzieci) omawiano rozne sprawy. Jedna z nich, najwazniejsza byl brak telewizora! To tak jakby dzieci malo ogladaly filmow w domu. Istnieja takie rodziny, ktore zostawiaja swoje pociechy przed telewizorem przez kilka godzin. Tak, zeby miec swiety spokoj i robic swoje rzeczy. A tu jeszcze telewizor w przedszkolu.
- Bo fajnie byloby obejrzec rybke Nemo (Julcia chodzi do grupy o nazwie: rybki) - tlumacza nauczycielki.
Jeden rodzic poruszyl problem dziecka leworecznego. Wiec i ja zabralam glos w sprawie zmian obuwia na kapcie. Wydaje mi sie to proste i zrozumiale, ze jak dziecko wchodzi do budynku to od razu zdejmuje buty (ktore za chwile beda lub nawet juz sa kozakami). Zaklada kapcie przeciwslizgowe lub lekkie buty typu trampki, baleriny... Po osmiu godzinach siedzenia w zimowych butach dzieci maja przepocone nogi. Poza tym siedzac w jednej klasie przez tyle godzin szuraja po podlodze, klada sie na materacu... Potem dochodzi kwestia deszczu, blota... Chyba nie musze wyjasniac, wiadomo o co chodzi. A tu wyobrazcie sobie,ze zostalam przyjeta jak odludek! Wszystkie 6 osob (4 rodzicow i dwie nauczycielki) w ogole nie widzialy problemu. Nie zmienia sie obuwia, bo nie ma takich odgornych zalozen. W przedszkolu ani w szkole nigdy sie butow nie zmienialo. W zlobku tak. Na moje argumentacje typu: dzieci klada sie i spia na materacach na ktorych widoczne sa slady od brudnych butow, odpowiedziano mi, ze z zalozenia dziecko w przedszkolu powinno siedziec na krzesle, przy stoliku. Tak wiec nie powinno w ogole dotykac ziemi, raczkowac po niej.


Sprawa butow przeszla do historii, zostalam zbyta kilkoma zdaniami i pozostawiona samej sobie. Jeden rodzic powiedzial:
- A, rozumiem (problem). Moja zona jest Rosjanka i tez zmienia buty w domu.
Scieto mnie z nog nie pozostawiajac zadnej nadziei. Nauczycielka zakonczyla rozmowe:
- Jesli Julcia chce, to moze zmieniac buty.
Oczywiscie, ona to robi od pierwszego dnia przedszkola. Tylko, ze inni, lacznie z nauczycielkami (w dluuuugich kozakach) tego nie robia.

środa, 17 października 2012

Ja wysylam, Ty przyrzadzasz cz.4

Nie moglam oprzec sie tym pomaranczowym foremkom:


Czy ktos z czytelnikow chce zostac ich posiadaczem?
Zabawa z serii ja wysylam, Ty przyrzadzam polega na tym, ze osoba, ktora pierwsza zglosi sie poprzez napisanie w komentarzu pod postem: "Ja przyrzadze" dostanie ode mnie te wlasnie pomaranczowe foremki.
Bardzo prosze o to, by w zabawie braly udzialu te osoby, ktore naprawde potem przyrzadza potrawe uzywajac tych silikonowych foremek. Nalezy zrobic zdjecie dania i przeslac przepis. W taki oto sposob bede mogla go opublikowac i napisac kto je przyrzadzil.
Kto ma ochote ?

wtorek, 16 października 2012

Gnocchi z maki kukurydzianej

Ostatnio ukazalo sie na wloskim rynku wydawniczym duzo ksiazek kucharskich z serii: przyrzadzanie z resztek jedzenia z poprzedniego dnia. Moze brzmi to niezbyt milo i apetycznie, ale na przyklad kuchnia toskanska posiada wiele takich przepisow. I nie oznacza to, ze sa okropne i nie do jedzenia. Jesli pomyslimy o zupach warzywnych to przeciez potwierdzimy, ze lepiej smakuja drugiego dnia. Chleb czerstwy da sie wykorzystac na wiele sposobow: poczawszy wlasnie od gestych zup, skonczywszy na ciescie!
W jednej z ksiazek przedstawiajacych kuchnie toskanska znalazlam przepis na gnocchi z polenty. Inaczej mowiac: kluski z maki kukurydzianej.
W Toskanii przyrzadza sie polente na rozne sposoby. Tak jak na swiecie kasztana w Marradi mozna zjesc ja w wersji smazonej lub na grillu.


W domu czesto gotujemy polente. Gdy jest jeszcze goraca wlewamy ja do prostokatnego, zaroodpornego naczynia. Kiedy bedzie zimna i scisla, kroimy ja cienkie, dlugie pasy i podsmazamy na oliwie z oliwek. Pychota!

A co, jesli gotowana polenta zostanie na drugi dzien? I tu klania sie nam toskanski przepis na gnocchi. Zapraszam do wykonania:

Gnocchi di polenta

Skladniki na 4 osoby:
250 gram maki kukurydzianej
maka pszenna do wyrobienia klusek (ilosc "na oko")
sol
250 ml przecieru pomidorowego
2 zabki czosnku
4 lyzki startego parmezanu
4 lyzki oliwy z oliwek

Przygotowanie:
Na gotujaca sie wode (1 litr wody osolonej) wrzucamy make kukurydziana. Gotujemy na malym ogniu ciagle mieszajac. Czas zalezy od rodzaju maki, tradycyjna nalezy mieszac przez 30 minut.


Gotowa polente odstawiamy do ostudzenia.
Zimna polente rozgniatamy palcami i wsypujemy do niej tyle maki pszennej, by uformowac gladkie, miekkie "ciasto".


Z ciasta formujemy rulony o grubosci 2 cm i kroimy na kawalki o dlugosci 1,5-2 cm.


Gnocchi gotujemy w osolonej wodzie. Beda gotowe do spozycia kiedy wyplyna na powierzchnie.


Na patelni, na ktorej uprzednio podgrzalismy oliwe z oliwek, podsmazamy drobno skrojony czosnek.


Nastepnie wlewamy przecier pomidorowy oraz szczypte soli. Dusimy 10 minut i wrzucamy nasze gnocchi.


Delikatnie mieszamy. Kladziemy na glebokich talerzach i posypujemy startym parmezanem.

                                        Gnocchi di polenta

poniedziałek, 15 października 2012

Swieto kasztana w Marradi odslona 2

Druga niedziela w Marradi uplynela bardzo milo i przyjemnie. Nagle pojawily sie kasztany i wszyscy z checia zabierali je do domow. Ceny w tym roku to 8-9 euro za kilo.
Dzisiejszy post dedykuje Danielowi oraz jego wspanialym toskanskim serom.


O Danielu pisalam w "Slodkich pieczonych kasztanach". Wreczylam mu egzemplarz ksiazki, a on wglebil sie w jej zdjecia (niestety tekst po polsku).


Sery Daniela slyna na cala Toskanie. Roznego smaku ricotty, pecorino pol-dojrzale lub dojrzale kusza kazdego, kto przechodzi obok jego stoiska. Nie bede sie duzo rozpisywac. Zobaczcie sami, jaki wybor!




  Ser pecorino dojrzewajacy w lisciach orzecha













Ser pecorino dojrzewajacy w sianie

Ser pecorino dojrzewajacy w lisciach tytoniu (?!)





Ciekawostka: swiezy ser kozi z makiem







    Ser plesniowy z mleka krowiego

Serki plesniowe z mleka krowiego




                                  

                                      Male ricotty












Ktorego sera byscie sprobowali?