czwartek, 18 sierpnia 2011

Za dni kilka

Musze przerwac moje codzienne zdawanie relacji z Toskanii. Powroce w poniedzialek na pewno pelna wrazen.
Tymczasem moge podac dwie daty, podczas ktorych odbeda sie spotkania z moja ksiazka. Oto one:

23 wrzesien 2011 - Cafee Galeria Sztuki, Zabkowska 13, Warszawa (http://www.caffee.stanowski.pl)


2 pazdziernik 2011 - Gminny Osrodek Kultury Okey w Brwinowie
(http://www.ok.brwinow.pl)

Mam nadzieje, ze przyjdziecie!!
Niebawem dalszy ciag dat i miejsc, w ktorych sie spotkamy!

środa, 17 sierpnia 2011

Podere Belvedere w Vinci

Kilka godzin temu wrocilam z farmy rolniczej polozonej tuz nieopodal Vinci. Nie musze opowiadac, jak piekny widok rozciaga sie ze wzgorz Leonardo. Patrzac po prawej stronie widac szpiczaste, wysokie wzgorze. To Montecatini Alto. To niesamowite, przeciez jestesmy tak daleko od tego miasta?!


Zyc i nie umierac. Takiego samego zdania jest Floriano - wlasciciel Podere Belvedere. Wypatrzyl ten dom 7 lat temu i od razu sie w nim zakochal. Mimo tego, ze byl praktycznie ruina postanowil go kupic.


Powoli, o wlasnych silach przywraca go do zycia. A sil potrzeba naprawde wiele. Slonce prazy od samego rana, cienia mozna szukac tylko pod oliwkami.


Przed domem leza sterty kafelkow podlogowych. Nie chce wypowiadac sie, ile maja lat, bo sie na tym nie znam. Wiem, ze dom jest z 1700 roku!!


Kafelki czekaja, az dom bedzie gotowy i wtedy powroca na swoje dawne miejsce, czyli na podloge.
Floriano prowadzi farme biologiczna. Wszystko co uprawia jest naturalne, dojrzwajace na sloncu. Zadnej chemii ani pestycydow. Zobaczcie sami jakie wspaniale warzywa i owoce wyrastaja na terenach Vinci:




Melony sa w srodku zolciutkie i soczyste



Male figi, ale najslodsze jakie kiedykolwiek jadlam

Winogrona, odmiana Sultanina, z nich robi sie rodzynki

Czosnek wysycha na sloncu. Juz z daleka czuc jego zapach





Kwiaty cukinii sa tak duze, ze trudno dotrzec sama cukinie

Na poletku obok cukinii, dojrzewaja dynie o gigantycznych rozmiarach. Podobno wciaz sie wydluzaja!



















Najwiekszym zaskoczeniem byly dla mnie baklazany. Nie wiedzialam, ze rosna one zwisajac na "drzewku". Myslalam, ze rosna jak dynie, na ziemi. Roslina ma bardzo mocne lodygi, stad swobodnie utrzymuje ciezar niektorych baklazanow.
W dodatku roslina ma przepiekne fioletowawe kwiatki:


Na koniec przystanelismy przy poletku karczochowym. Sezon juz dawno minal, stad moglismy dostrzec jedynie staruszki karczochy, ktore przekwitly i wysuszyly sie na sloncu.


Oprocz uprawy oliwek i produkcji oliwy, w tym roku Floriano zalozyl tez winnice. Mlode pnacza beda musialy jeszcze troche podrosnac by mogly wydac winogrona.


I jak tu nie zakochac sie w tak pieknym miejscu? Zarazeni urokiem wzgorz Floriana pojechalismy w poszukiwaniu wiejskiego domu, ktory wynalazlam w internecie. Niestety pokrazylismy po okolicy, popytalismy sie tubylcow, ale nikt o "naszym" domu nic nie wiedzial. Musi byc gdzies dobrze schowany....

wtorek, 16 sierpnia 2011

I po dachu

Dzisiaj w nocy, w bloku polozonym dwa bloki od mojego, zapadl sie caly dach. Budynki zostaly zbudowane w latach 60-tych. Ten z zapadnietym dachem zostal odnowiony jakies 3-4 lata temu, wyroznia sie ostrym kolorem pomaranczowo-ceglastym.


Na szczescie nikomu nic sie nie stalo. Ale cala okolica jest w szkoku. Jak to mozliwe, zeby 50- letnie budynki tak nagle sie zawalaly?
Moja tesciowa mieszka w budynku z 1400 roku i nigdy nie slyszalam, zeby spadla  chocby 1 cegla!!

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

15 sierpien - Wloch na wakacjach

Moznaby powiedziec, ze ze Wloszech 15 sierpnia zamiera zycie miejskie. Wszyscy opuscili swoje mieszkania i ruszyli nad morze lub w gory.
Zeby Wam to udowodnic przeszlam sie po glownych ulicach Pistoi.
Wspolczuje turystom, ktorzy pragna znalezc otwarty bar, wypic kawe lub zjesc jakas przekaske. Lub najprosciej skorzystac z toalety.


Pozostale zdjecia witryn znajdziecie na profilu Moja Toskania na stronie Facebook.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Piteglio sie bawi

W tych wolnych dniach od pracy w gorach Pistoi nie brakuje zabawy. Na kazdym kroku "wyrasta" jakas impreza: a to targi rekodzielnictwa, a to targi zywnosci.
W miasteczku Piteglio wszystko polaczono razem: rekodzielnictwo, jedzenie, tance, loteria oraz gra w kulki. Chyba o niczym nie zapomnialam.

Mapka miasta i kolejne etapy "sciezki kulinarnej"









 Poczatek "trasy kulinarnej"















To zdjecie nalezaloby wlozyc w ramke lub wyslac na jakis konkurs!
Wszystko gotowe do przyjecia gosci





                       Kasa jeszcze nieczynna

Zaplecze kuchni, w ktorej bedzie przygotowywane mieso na ruszcie

Oliwa z oliwek prawdopodobnie wyrabiana w tych rejonach


Organizatorzy uwijali sie jak mogli. Kazdy cos robil: przenosil garnki z woda, kroil pieczywo....














Na miejscowych plotach rosna winogrona. Juz niedlugo beda dobre do jedzenia.


Na glownym placu ustawiono stoiska sprzedajace lokalne specjaly kulinarne. Popatrzcie na te sery!!
Pecorino z czerwonym pieprzem










           Pecorino dojrzewajacy w  kasztanowych lisciach







Wyobrazcie sobie, ze jedno ze stoisk nalezalo do wlasciciela Pizzerii Tortuga, pamietacie jak opisywalam jego podobienstwo do angielskiego aktora Alana Rickman'a. Specjalnie dla Ani zrobilam dwa zdjecia z ukrycia. Czy widac podobienstwo?






















Czas w Piteglio uplywal bardzo blogo. Niektorzy zatracili sie kompletnie w wypoczynku, a niektorzy oddali sie lekturze:




Gwiazda wieczoru: pan piosenkarz (wystep w stylu piano bar) posilajacy sie tuz przed wystepem













Wreszcie poznym wieczorem zabrzmiala muzyka i polowa miasta skoczyla w tany!! Niektorzy odpoczywali na laweczkach i obserwowali swoich znajomych:


Oto poczatek imprezy tanecznej:

 

Pozostale zdjecia z Piteglio znajdziecie na profilu Moja Toskania na stronie Facebook.