Powraca jak bumerang temat wloskiej szkoly. Dzisiaj dla odmiany strajk nauczycieli. Szczerze mowiac, jak siegam pamiecia, za moich czasow szkolnych w Polsce nigdy nie bylo ani jednego takiego strajku. A tu, jak sie okazuje, sprawa ta jest na porzadku dziennym. Moj maz wspomina, ze strajk nauczycieli byl swietem dla uczniow, ktorzy nie musieli isc do szkoly. Czyli, ze takie strajki ciagna sie od nie wiadomo odkad! To nauczyciele nic nie wskurali przez te wszystkie lata?
W poniedzialek wreczono rodzicom (czyli nam) kartki z informacja do podpisania i powtornego oddania na znak, ze zapoznalismy sie z tym, co nastapi.
Na 12 pazdziernika rodzic musi sie upewnic, czy dany nauczyciel przystapil do strajku czy nie. Prawde mowiac od wtorku usilowalam dowiedziec sie szczegolow, ale tylko jedna z dwoch nauczycielek Julci wyraznie okreslila, ze nie strajkuje. Sprawa obiadu (czy jest czy nie) zostala niewyjasniona do tejze chwili. Stad nie wiadomo czy dziecko bedzie musialo opuscic szkole o godzinie 13 czy moze tam pozostac do godziny 16.
Rodzic musi byc "elastyczny" i stac ciagle w pogotowiu. Niektore mamy (zapoznane na przystanku autobusowym) powiedzialy mi, ze po prostu nie puszcza dzieci do przedszkola, zostawia z dziadkami. Dobrze miec dziadkow pod reka!
Tymczasem rodzice (czyli znow my) przynieslismy zabawki dla naszych dzieci, ktore nie maja sie czym bawic. Nauczycielki dziekuja nam jak tylko moga wielokrotnie powtarzajac: grazie, grazie. Wloskie przedszkole publiczne wydaje mi sie takie biedne, ze az sciska serce. Az sie nie chce wierzyc!
A juz wkrotce przedstawie Wam menu stolowkowe przedszkola Julci. Tak dla ciekawosci, co sie je a co nie.
piątek, 12 października 2012
czwartek, 11 października 2012
Torta coi becchi
Dzisiaj przedstawiam tradycyjne ciasto Lukki. Oprocz Buccellato wypieka sie tam Torta coi becchi (dziobki widoczne sa na wierzchu ciasta, zostaly uformowane z kruchego ciasta).
Niektorzy moga mnie spytac o bietole. Osobiscie widzialam na targu polskim, ze sprzedawcy uzywaja wlasnie tej wloskiej nazwy. Powiem szczerze, ze nawet sie zdziwilam. Dla scislosci jednak podam, ze chodzi o bocwine, o grube, zielone liscie.
Skladniki:
Na kruche ciasto:
250 gram maki
50 gram cukru pudru
2 jaja
100 gram masla
Skladniki na farsz:
250 gram ugotowanej bietoli
100 gram cukru
1 szklanka mleka
100 gram czerstwego chleba
50 gram rodzynek
50 gram orzechow piniowych
50 gram cytronu (cedratu) kandyzowanego
2 jaja
1cytryna
1 szklaneczka rumu
cynamon
galka muszkatolowa
sol i pieprz
Przygotowanie:
Ze skladnikow przygotujcie ciasto. Obwincie w folie i wlozcie do lodowki na 1 godzinke.
Do miski wlozcie czerstwy chleb pokrojony na kawalki i zalejcie go mlekiem.
Do malej miseczki wsypcie rodzynki i zalejcie woda.
Na patelni, na ktorej rozpuscilismy lyzke masla podsmazcie bietole (max. 10 minut). Nastepnie zmielcie ja wraz z namoczonym chlebem.
Dodajcie odcedzone rodzynki, jaja, starta skorke z cytryny, kandyzowany cytron (cedrat, pokrojony na kawalki), orzechy piniowe, rum, szczypte cynamonu i galki muszkatolowej oraz cukier. Dokladnie wymieszajcie.
Kruche ciasto rozlozcie na okraglej blasze (uprzednio wysmarowanej maslem lub oblozonej papierem do pieczenia). Spod naklujcie widelcem. Z ciasta uformujcie brzegi.
Do srodka wlejcie farsz.
Z ciasta wytnijcie trojkaty, ktore stana sie dziobkami na wierzchu "torty". Wszystko posypcie orzechami piniowymi.
Ciasto pieczcie okolo 50-60 minut w temperaturze 180 stopni.
Polecam! Moim zdaniem to fajna ciekawostka, ktora mozna zaskoczyc naszych gosci.
Ps. Jesli nie dostaniecie cedratu, to nic sie nie stanie jesli ciasto bedzie bez niego. Mysle, ze mozna go zastapic zielona skorka kandyzowana ( w sklepach mozna kupic pokrojona na kwadraciki).
Niektorzy moga mnie spytac o bietole. Osobiscie widzialam na targu polskim, ze sprzedawcy uzywaja wlasnie tej wloskiej nazwy. Powiem szczerze, ze nawet sie zdziwilam. Dla scislosci jednak podam, ze chodzi o bocwine, o grube, zielone liscie.
Torta coi becchi
Skladniki:
Na kruche ciasto:
250 gram maki
50 gram cukru pudru
2 jaja
100 gram masla
Skladniki na farsz:
250 gram ugotowanej bietoli
100 gram cukru
1 szklanka mleka
100 gram czerstwego chleba
50 gram rodzynek
50 gram orzechow piniowych
50 gram cytronu (cedratu) kandyzowanego
2 jaja
1cytryna
1 szklaneczka rumu
cynamon
galka muszkatolowa
sol i pieprz
Przygotowanie:
Ze skladnikow przygotujcie ciasto. Obwincie w folie i wlozcie do lodowki na 1 godzinke.
Do miski wlozcie czerstwy chleb pokrojony na kawalki i zalejcie go mlekiem.
Do malej miseczki wsypcie rodzynki i zalejcie woda.
Na patelni, na ktorej rozpuscilismy lyzke masla podsmazcie bietole (max. 10 minut). Nastepnie zmielcie ja wraz z namoczonym chlebem.
Dodajcie odcedzone rodzynki, jaja, starta skorke z cytryny, kandyzowany cytron (cedrat, pokrojony na kawalki), orzechy piniowe, rum, szczypte cynamonu i galki muszkatolowej oraz cukier. Dokladnie wymieszajcie.
Kruche ciasto rozlozcie na okraglej blasze (uprzednio wysmarowanej maslem lub oblozonej papierem do pieczenia). Spod naklujcie widelcem. Z ciasta uformujcie brzegi.
Do srodka wlejcie farsz.
Z ciasta wytnijcie trojkaty, ktore stana sie dziobkami na wierzchu "torty". Wszystko posypcie orzechami piniowymi.
Ciasto pieczcie okolo 50-60 minut w temperaturze 180 stopni.
Polecam! Moim zdaniem to fajna ciekawostka, ktora mozna zaskoczyc naszych gosci.
Ps. Jesli nie dostaniecie cedratu, to nic sie nie stanie jesli ciasto bedzie bez niego. Mysle, ze mozna go zastapic zielona skorka kandyzowana ( w sklepach mozna kupic pokrojona na kwadraciki).
środa, 10 października 2012
Swieto kasztana w Marradi odslona 1
Do Marradi jezdze od 7 lat. Swieto kasztana cieszy sie bardzo duzym zainteresowaniem.
W tym roku pierwsza niedziela zaskoczyla wszystkich. Po pierwsze mozna powiedziec, ze prawie nie bylo kasztanow. To wszytka wina suszy.
W rezultacie mozna bylo kupic tylko pieczone kasztany, w malutkich woreczkach, doslownie garsteczke (za 2,50 euro). Nic na wynos do domu.
Producenci ratowali sie czym mogli. Przerzucili sie na sprzedac jablek, gruszek i papryki.
Skusilam sie na zakup gruszek "pere volpine" o bardzo twardej skorce. Nadaja sie tylko do gotowania albo pieczenia (pani zachecala by ugotowac je w winie). Obieranie 1 kilograma tych gruszek zajelo mi z 40 minut...
Wracajac do Marradi: nie wiem czy ludzie wyczuli, ze nie bedzie kasztanow. Bo ich praktycznie nie bylo. Zazwyczaj przyjezdzaja autokary wypelnione turystami. Tymczasem przyjechal tylko jeden...
Dobrze, ze przygrywala grupa folklorystyczna. Ta sama od "x" lat. Ludzie klaskali w rece i podspiewywali.
Za nami dopiero pierwsza niedziela. Mamy nadzieje, ze w przyszlym tygodniu bedzie optymistyczniej. Jednak nie sadze, zeby nagle pojawily sie kasztany do kupienia na wynos.
Przedstawiam krociutki filmik, na ktorym mozecie zobaczyc jak pieczone sa kasztany:
No coz, zawsze mozna sie pocieszyc szklaneczka wina Cagnina...
W tym roku pierwsza niedziela zaskoczyla wszystkich. Po pierwsze mozna powiedziec, ze prawie nie bylo kasztanow. To wszytka wina suszy.
W rezultacie mozna bylo kupic tylko pieczone kasztany, w malutkich woreczkach, doslownie garsteczke (za 2,50 euro). Nic na wynos do domu.
Producenci ratowali sie czym mogli. Przerzucili sie na sprzedac jablek, gruszek i papryki.
Skusilam sie na zakup gruszek "pere volpine" o bardzo twardej skorce. Nadaja sie tylko do gotowania albo pieczenia (pani zachecala by ugotowac je w winie). Obieranie 1 kilograma tych gruszek zajelo mi z 40 minut...
Wracajac do Marradi: nie wiem czy ludzie wyczuli, ze nie bedzie kasztanow. Bo ich praktycznie nie bylo. Zazwyczaj przyjezdzaja autokary wypelnione turystami. Tymczasem przyjechal tylko jeden...
Dobrze, ze przygrywala grupa folklorystyczna. Ta sama od "x" lat. Ludzie klaskali w rece i podspiewywali.
Za nami dopiero pierwsza niedziela. Mamy nadzieje, ze w przyszlym tygodniu bedzie optymistyczniej. Jednak nie sadze, zeby nagle pojawily sie kasztany do kupienia na wynos.
Przedstawiam krociutki filmik, na ktorym mozecie zobaczyc jak pieczone sa kasztany:
No coz, zawsze mozna sie pocieszyc szklaneczka wina Cagnina...
wtorek, 9 października 2012
Mama i tata czytaja
W kazda sobote w glownej bibliotece San Giorgio w Pistoi spotykaja sie dzieci i sluchaja bajek. Inicjatywa nazywa sie Tatus i Mamusia czytaja.
By uczestniczyc nalezy sie zapisac, gdyz salka przeznaczona na lektury dzieciece jest bardzo mala. Moze wejsc 15 osob.
W zeszla sobote sluchalismy mamy Chiary Bacialli - zalozycielki grupy Tatus i Mamusia czytaja.
Ksiazki, ktore zostaly przedstawione to: Il topolino di Olga Lecaye oraz Petra di Helga Banch.
Na sam koniec dla dzieci czekala niespodzianka: ciasteczka.
Do czytania moga zglosic sie chetni rodzice. Mysle, ze to fajny pomysl spedzenia czasu.
By uczestniczyc nalezy sie zapisac, gdyz salka przeznaczona na lektury dzieciece jest bardzo mala. Moze wejsc 15 osob.
W zeszla sobote sluchalismy mamy Chiary Bacialli - zalozycielki grupy Tatus i Mamusia czytaja.
Ksiazki, ktore zostaly przedstawione to: Il topolino di Olga Lecaye oraz Petra di Helga Banch.
Na sam koniec dla dzieci czekala niespodzianka: ciasteczka.
Do czytania moga zglosic sie chetni rodzice. Mysle, ze to fajny pomysl spedzenia czasu.
poniedziałek, 8 października 2012
Sycylia w Pistoi
Do Pistoi na trzy dni zawitala Sycylia. Na Placu Mazzini, zwanym rowniez Placem Sw. Franciszka, ustawily sie mega kolorowe stoiska. Odwiedzilam je w sobotni poranek, kiedy to stoiska dopiero otworzyly swoje "wrota".
Juz z daleka roznosil sie zapach sycylijskich roznosci. Slodkie mieszalo sie ze slonym i smazonym. Bo nie zabraklo tzw. arancini - smazonych kulek z szynka i mozzarella w srodku.
Dla kazdego znalazlo sie cos smakowitego. Wspomne o baklazanach w oliwie, anchois, oliwkach, suszonych pomidorach, ciasteczkach, serach, chlebie oraz likierach o roznych smakach.
Byly tez wyroby miesne, ponizej zdjecia.
Oprocz jedzenia mozna bylo kupic wyroby ceramiczne, pan zachwalal ze recznie malowane. Bylo rowniez stoisko z fartuszkami, sciereczkami, na ktorych mozna bylo wyszyc swoje imie.
Mnie zainteresowaly jezyki pizzowe oraz buccellato sycylijskie.
A Wy, co byscie sprobowali?
Juz z daleka roznosil sie zapach sycylijskich roznosci. Slodkie mieszalo sie ze slonym i smazonym. Bo nie zabraklo tzw. arancini - smazonych kulek z szynka i mozzarella w srodku.
Dla kazdego znalazlo sie cos smakowitego. Wspomne o baklazanach w oliwie, anchois, oliwkach, suszonych pomidorach, ciasteczkach, serach, chlebie oraz likierach o roznych smakach.
Byly tez wyroby miesne, ponizej zdjecia.
Oprocz jedzenia mozna bylo kupic wyroby ceramiczne, pan zachwalal ze recznie malowane. Bylo rowniez stoisko z fartuszkami, sciereczkami, na ktorych mozna bylo wyszyc swoje imie.
Mnie zainteresowaly jezyki pizzowe oraz buccellato sycylijskie.
A Wy, co byscie sprobowali?
Subskrybuj:
Posty (Atom)