Moj blog bierze udzial w akcji zmniejszenia emisji dwutlenku wegla w powietrzu. Pomysl narodzil sie dzieki Doveconviene.it .
Marzeniem ekologii byloby wyeliminowanie dwutlenek wegla, ktory produkujemy. Mozna to zrobic poprzez sadzenie nowych drzew. Za kazdy blog, ktory sie zglosi, strona Doveconviene.it posadzi jedno drzewo.
Ile CO2 wytwarza blog? Wedlug fizyka Harvardu i ambientalisty Dr. Alexander Wissner-Gross, kazda wizyta na stronie internetowej to srednio 0,02 g CO2. Jesli w miesiacu strona ogladana jest 15.000 razy, rocznie oznacza to wytwarzanie 3,6 kg CO2.
Ile CO2 moze "wchlonac" drzewo?
Konwencja Zjednoczonych Panstw (UNFCCC) szacuje, ze kazdego roku drzewo wchlania okolo 10 kg CO2. Doveconviene.it przyjmuje, ze jest to 5 kg CO2 rocznie.
Jedno drzewo neutralizuje emisje CO2 bloga przez 50 lat. Wedlug kalkulacji, blog wytwarza rocznie okolo 3,6 kg CO2, drzewo eliminuje 5 kg i zyje srednio 50 lat.
Dzieki temu Doveconviene.it uspokaja nas, ze mozemy pisac na blogu przez nastepne pol wieku.
czwartek, 1 grudnia 2011
środa, 30 listopada 2011
Swiateczne zakupy
Robienie zakupow zwiazanych z kupnem prezentow dla najblizszych powinno byc sama przyjemnoscia. Juz w zeszlym tygodniu chcialam wejsc do jednego sklepu z Julcia, ale ona wyrazila niechec i po prostu nie pozwolila mi tam wejsc. Zdesperowana odlozylam zakupy na sobotni poranek. Doszlam do wniosku, ze jedynym wyjsciem w tej sytuacji jest pojechanie do najwiekszego centrum handlowego pod Florencja. Wybralismy sie na samo otwarcie, kiedy to jeszcze nie ma szalonego tlumu. Jednakze okolo 10 zaczelo robic sie ciasno. Gigli, bo tak nazywa sie centrum, nie jest tak ogromne jak np. Arkadia czy Zlote Tarasy w Warszawie. Sa dwie aleje sklepo i na tym koniec. Jednakze nad wyborem prezentow trzeba sie duzo naglowkowac. Na cale szczescie odkrylismy nadmuchiwana "skakalnie" i tam Julcia z tatusiem sobie zostali. A ja "swobodnie" rozpoczelam poszukiwania. Oczywiscie mialam ograniczony czas, wiec to spokojnie szukanie przypominalo raczej szybkie polowanie na cos pozytecznego i interesujacego.
Z Gigli wyszlam z bolem glowy i pustym portfelem. Nie lubie tlumow, ludzi przeciskajacych sie, kilometrowych kolejek do kasy. Dlugo mnie tam nie zobacza. Musze "odchorowac" te zakupy.
Widzac przygotowania do podrozy rowniez moja tesciowa zaczela przygotowywanie prezentow dla mojej rodziny. Dodam, ze tesciowa jest monotonna, wybiera zawsze to samo (moze tak maja babcie, bo moja tez wybierala dla nas posciel). Przedwczoraj ruszylysmy do sklepu z kawa.
Po wybraniu gatunku pan zmielil nam ziarna tak, zebysmy mogly uzywac je do tzw. moki (ktora stawia sie na gaz i zaparza espresso).
Po powrocie do domu paczke zmielonej kawy wlozylam do spizarni. Unoszacy sie swiezy aromat jest tak mocny, ze co chwile mam ochote na kawe!!
Z Gigli wyszlam z bolem glowy i pustym portfelem. Nie lubie tlumow, ludzi przeciskajacych sie, kilometrowych kolejek do kasy. Dlugo mnie tam nie zobacza. Musze "odchorowac" te zakupy.
Widzac przygotowania do podrozy rowniez moja tesciowa zaczela przygotowywanie prezentow dla mojej rodziny. Dodam, ze tesciowa jest monotonna, wybiera zawsze to samo (moze tak maja babcie, bo moja tez wybierala dla nas posciel). Przedwczoraj ruszylysmy do sklepu z kawa.
Po wybraniu gatunku pan zmielil nam ziarna tak, zebysmy mogly uzywac je do tzw. moki (ktora stawia sie na gaz i zaparza espresso).
Po powrocie do domu paczke zmielonej kawy wlozylam do spizarni. Unoszacy sie swiezy aromat jest tak mocny, ze co chwile mam ochote na kawe!!
wtorek, 29 listopada 2011
Swieto Trufli
W niedzele pojechalismy odwiedzic naszych znajomych na targu w San Miniato. Przy okazji zrobilam sesje fotograficzna truflom i przyjrzalam sie im z bliska.
Swieto Trufli w San Miniato nalezy do najwazniejszych w tej dziedzinie w calych Wloszech. Trufle maja rowniez swoje swieto w San Giovanni d'Asso.
Przez 3 sobote i 3 niedziele San Miniato Alto zostaje zamkniete dla samochodow. Zeby dostac sie na sama gore, nalezy wziac specjalny autobus.
Miasto otoczone jest wszelakiego rodzaju straganami. Tour rozpoczynamy od straganow z pieczywem, serami, ryzem, oliwa i fasola z Sorana.
Nastepnie przechodzimy przez dlugi pasaz wozow gastronomicznych: pieczona swinka, brigidini, nalesniki z nutella, paczki z bita smietana, salami, szynki......czego dusza zapragnie!
Jest tez stragan z kaszatanami oraz wloskimi orzechami. Cena kasztanow to 10 euro za kilogram.
Dochodzimy do skrzyzowania i mijamy lodziarnie. Oczywiscie nalezy sie zatrzymac. Jest tak milo, cieplutko, ze lody smakuja wszystkim. Tworzy sie nawet mala kolejka.
Dochodzimy do glownego placu i tam znow jedzenie!! Wedliny, nawet salami wedzone w winie Chianti; oliwa i przetwory z truflami...
Wchodzimy schodkami w gore, przed nami bazylika, a przy niej hala namiotowa.
Wystarczy przekroczyc jej prog i czujemy mocny zapach trufli! Tak mocny, ze niektorzy rezygnuja i wychodza. Kreca sie tylko zainteresowani oraz ciekawscy. Chcieliby kupic, ale cena scina z nog. Choc w tym roku nie az tak bardzo. Najdrozsze trufle sprzedawano po 90 euro za gram. Pamietam, ze kilka lat temu w regionie Emilia Romania, w miescie Sasso Marconi trufle sprzedawano nawet po 200 euro za gram.
Zwiedzanie straganow konczymy pod namiotami gastronomicznymi poszczegolnych dzielnic San Miniato. Wszyscy kupuja ciaccini oraz tagliolini o (po)smaku truflowym.
Ciaccino
Cena dania podanego na plastikowym, wyginajacym sie talerzyku: 16 euro. Kolejka nie konczy sie. Po kolei wywolywane sa numerki, to tak dla porzadku.
Ciaccino to pieczone ciasto chlebowe. Niektore stoiska smaza ciaccini, ale te sa bardziej ciezkostrawne. Tak czy inaczej obydwie wersje smakuja!
Swieto Trufli w San Miniato nalezy do najwazniejszych w tej dziedzinie w calych Wloszech. Trufle maja rowniez swoje swieto w San Giovanni d'Asso.
Przez 3 sobote i 3 niedziele San Miniato Alto zostaje zamkniete dla samochodow. Zeby dostac sie na sama gore, nalezy wziac specjalny autobus.
Miasto otoczone jest wszelakiego rodzaju straganami. Tour rozpoczynamy od straganow z pieczywem, serami, ryzem, oliwa i fasola z Sorana.
Nastepnie przechodzimy przez dlugi pasaz wozow gastronomicznych: pieczona swinka, brigidini, nalesniki z nutella, paczki z bita smietana, salami, szynki......czego dusza zapragnie!
Jest tez stragan z kaszatanami oraz wloskimi orzechami. Cena kasztanow to 10 euro za kilogram.
Dochodzimy do skrzyzowania i mijamy lodziarnie. Oczywiscie nalezy sie zatrzymac. Jest tak milo, cieplutko, ze lody smakuja wszystkim. Tworzy sie nawet mala kolejka.
Nie zabraklo smakow truflowych
Dochodzimy do glownego placu i tam znow jedzenie!! Wedliny, nawet salami wedzone w winie Chianti; oliwa i przetwory z truflami...
Wchodzimy schodkami w gore, przed nami bazylika, a przy niej hala namiotowa.
Wystarczy przekroczyc jej prog i czujemy mocny zapach trufli! Tak mocny, ze niektorzy rezygnuja i wychodza. Kreca sie tylko zainteresowani oraz ciekawscy. Chcieliby kupic, ale cena scina z nog. Choc w tym roku nie az tak bardzo. Najdrozsze trufle sprzedawano po 90 euro za gram. Pamietam, ze kilka lat temu w regionie Emilia Romania, w miescie Sasso Marconi trufle sprzedawano nawet po 200 euro za gram.
Zwiedzanie straganow konczymy pod namiotami gastronomicznymi poszczegolnych dzielnic San Miniato. Wszyscy kupuja ciaccini oraz tagliolini o (po)smaku truflowym.
Ciaccino
Gorace tagliolini z truflami
Cena dania podanego na plastikowym, wyginajacym sie talerzyku: 16 euro. Kolejka nie konczy sie. Po kolei wywolywane sa numerki, to tak dla porzadku.
Ciaccino to pieczone ciasto chlebowe. Niektore stoiska smaza ciaccini, ale te sa bardziej ciezkostrawne. Tak czy inaczej obydwie wersje smakuja!
poniedziałek, 28 listopada 2011
Urodziny
Dzisiaj sa urodziny tesciowej. Mam zawsze ogromny problem, co jej kupic. Bo tak naprawde zawsze jest niezadowolona z prezentu. "To juz mam, tego nie potrzebuje, tego mam po kilka sztuk...." Kwiaty sa jedynymi, ktore sprawiaja jej przyjemnosc. Na cale szczescie. Dzisiaj wiec kupilysmy dwie doniczki miniaturowych rozyczek: jedne czerwone, drugie pomaranczowe.
Swietowac poszlysmy do baru, pyszne cappuccino i slodka buleczka poprawiaja samopoczucie.
Wracajac do domu mijalysmy siedzibe stowarzyszenia onlus, ktora przyjmuje rozne rzeczy, nastepnie sprzedaje je, a pieniadze przeznacza na chorych.
- Jak umre, to wszystkie ubrania zanies tutaj - powiedziala dzisiejsza solenizantka.
I jak tu radosnie swietowac?
Spotkanie zakonczylysmy w parku, ktory polepszyl nastroj. Zachwycily mnie dojrzewajace mandarynki oraz kwiatnace kwiatki. Zrobilam im chyba ze 100 zdjec!
Swietowac poszlysmy do baru, pyszne cappuccino i slodka buleczka poprawiaja samopoczucie.
Wracajac do domu mijalysmy siedzibe stowarzyszenia onlus, ktora przyjmuje rozne rzeczy, nastepnie sprzedaje je, a pieniadze przeznacza na chorych.
- Jak umre, to wszystkie ubrania zanies tutaj - powiedziala dzisiejsza solenizantka.
I jak tu radosnie swietowac?
Spotkanie zakonczylysmy w parku, ktory polepszyl nastroj. Zachwycily mnie dojrzewajace mandarynki oraz kwiatnace kwiatki. Zrobilam im chyba ze 100 zdjec!
niedziela, 27 listopada 2011
Ostatnia niedziela listopada
Wlasnie wrocilam ze swieta trufla w San Miniato. Ale sprawozdanie z wycieczki przygotuje nieco pozniej.
Moj weekend uplywa rowniez pod znakiem pisania artykulu dla gazety Polacy Gotuja. Powierzono mi dosc duzy temat. Mowiac krotko: Wenecja i wszystko co sie jej tyczy.
Dzisiaj poprosilam mojego meza, zeby mi zrobil zdjecie ktore moze przydac sie do artykulu. Pogoda byla wspaniala, slonce grzalo tak mocno, ze zdjelismy kurtki.
Moj weekend uplywa rowniez pod znakiem pisania artykulu dla gazety Polacy Gotuja. Powierzono mi dosc duzy temat. Mowiac krotko: Wenecja i wszystko co sie jej tyczy.
Dzisiaj poprosilam mojego meza, zeby mi zrobil zdjecie ktore moze przydac sie do artykulu. Pogoda byla wspaniala, slonce grzalo tak mocno, ze zdjelismy kurtki.
sobota, 26 listopada 2011
Wyrzuc stare, kup nowe
Nie wiem jak wy, ale ja prawie w ogole nie ogladam telewizji. Po pierwsze brak czasu, a po drugie: we wloskiej telewizji nie ma absolutnie nic! Kompletna nuda.
W tych dniach nastapila jakas rewolucja odnoszaca sie do telewizorow. Te, ktore mielismy do tej pory w domach juz sie nie nadaja. Tak wiec sa dwie opcje:
1.albo dokupic dekoder (czy cos tam takiego....), zainstalowac i ocalimy telewizor.
2.albo wywalic telewizor i kupic nowy ze wszystkim wbudowanym w srodku.
Co robia Wlosi? Wywalaja stare telewizory. Na prawo i na lewo obok smietnikow wystawy przestarzalej juz techniki.
Szkoda, ze musimy zyc w swiecie tak wielkiego konsumizmu. Wyrzuca sie dobra rzecz, zeby kupic nowa.
Nie wiem czy juz o tym pisalam, ale ostatnio z mezem mielismy w piwnicy duzo kartonow do wyrzucenia. Pojechalismy do takiego specjalnego punktu w Pistoi. Mozna oddac tam kartony, sa tez kontenitory na monitory,komputery itd. Trzeba ustawic sie w kolejce i po kolei podchodzi pracownik tej placowki i odbiera od nas rzeczy do wyrzucenia.Przed nami byla pani w malym samochodzie pelnym drukarek, komputerow, skanerow. Zaloze sie,ze wszystko dzialalo. Pewnie jakies biuro wymienialo sprzet i pozbylo sie "staroci". A przeciez mozna bylo darowac to jakiemu stowarzyszeniu onlus, szkole lub innej instytucji panstwowej, gdzie sprzet jest w oplakanym stanie.
W tych dniach nastapila jakas rewolucja odnoszaca sie do telewizorow. Te, ktore mielismy do tej pory w domach juz sie nie nadaja. Tak wiec sa dwie opcje:
1.albo dokupic dekoder (czy cos tam takiego....), zainstalowac i ocalimy telewizor.
2.albo wywalic telewizor i kupic nowy ze wszystkim wbudowanym w srodku.
Co robia Wlosi? Wywalaja stare telewizory. Na prawo i na lewo obok smietnikow wystawy przestarzalej juz techniki.
Szkoda, ze musimy zyc w swiecie tak wielkiego konsumizmu. Wyrzuca sie dobra rzecz, zeby kupic nowa.
Nie wiem czy juz o tym pisalam, ale ostatnio z mezem mielismy w piwnicy duzo kartonow do wyrzucenia. Pojechalismy do takiego specjalnego punktu w Pistoi. Mozna oddac tam kartony, sa tez kontenitory na monitory,komputery itd. Trzeba ustawic sie w kolejce i po kolei podchodzi pracownik tej placowki i odbiera od nas rzeczy do wyrzucenia.Przed nami byla pani w malym samochodzie pelnym drukarek, komputerow, skanerow. Zaloze sie,ze wszystko dzialalo. Pewnie jakies biuro wymienialo sprzet i pozbylo sie "staroci". A przeciez mozna bylo darowac to jakiemu stowarzyszeniu onlus, szkole lub innej instytucji panstwowej, gdzie sprzet jest w oplakanym stanie.
piątek, 25 listopada 2011
Dzem z kiwi
Ten tydzien jest wyjatkowo kulinarny. Przepisy prawie kazdego dnia. Z serii dzemowej proponuje marmellata di kiwi. Inspiracja byla dla mnie pani Antonella z bio targu w Montemurlo.
600 gram kiwi
1 cytryna
240 ml miodu
Przygotowanie:
Obieramy kiwi i kroimy na male kwadraciki. Obieramy cytryne i kroimy w cienkie plastry. Wszystko wkladamy do miski i zalewamy miodem. Odstawiamy na noc.
Nastepnego dnia zawartosc miski przelewamy do garnka. Gotujemy na malym ogniu przez pol godziny ( nie dluzej, bo miod sie skarmelizuje). Dzem przelewamy do sloika i pasteryzujemy. Gotowe!
ps. cytryne dodaje sie dlatego, gdyz podobno sluzy jako naturalny konserwant.
Dzem z kiwi
Skladniki na 1 sloik:600 gram kiwi
1 cytryna
240 ml miodu
Przygotowanie:
Obieramy kiwi i kroimy na male kwadraciki. Obieramy cytryne i kroimy w cienkie plastry. Wszystko wkladamy do miski i zalewamy miodem. Odstawiamy na noc.
Nastepnego dnia zawartosc miski przelewamy do garnka. Gotujemy na malym ogniu przez pol godziny ( nie dluzej, bo miod sie skarmelizuje). Dzem przelewamy do sloika i pasteryzujemy. Gotowe!
ps. cytryne dodaje sie dlatego, gdyz podobno sluzy jako naturalny konserwant.
Subskrybuj:
Posty (Atom)