piątek, 6 stycznia 2012

Rozne sprawy

Stalam sie ekspertka w "czyszczeniu" watroby. Wczoraj z Witoldem "wisielismy" na laczach telefonicznych i omawialismy szczegoly kuracji, ktorej podda sie Januszek. Trzymam kciuki Janusz. Bede dowiadywac sie w sobote o przezycia.
Moja Julcia zakochana jest w polskim przedszkolu. A to dzieki pani Aldonie, nazywanej przez dzieci ciocia. Niestety w poniedzialek Julcia bedzie szla ostatni raz, bo wyjezdzamy do toskanskiego domu. Nie wiem jak przezyje to rozstanie.
Wczorajaj, kiedy pojechalam ja odebrac zrobila mi zdjecie, ktore wklejam ponizej.

Foto by Julcia

Dzisiaj natomiast jestem w Lodzi, u rodziny. Moich odwiedzin ciag dalszy.

czwartek, 5 stycznia 2012

WOSP

Jest mi niezmiernie milo poinformowac, ze ja wraz z ksiazka Smaki Toskanii bedziemy uczestniczyly w zbiorce pieniedzy na rzecz Wielkiej Orkiestry Swiatecznej Pomocy.


Zapraszam do Milanowka do Hali Sportowej przy ZSG nr 1 ul. Królewskiej 69 w godzinach od 11.00 do 20.00.
Wraz ze mna przybedzie rowniez fotograf Magdalena Szwedkowicz-Kostrzewa, ktora wspolpracuje przy tworzeniu moich ksiazek oraz kalendarzy kulinarnych.
Serdecznie zapraszamy!

środa, 4 stycznia 2012

Walizka ok

Dobra wiadomosc. Walizka sie odnalazla i dotarla do meza. Podobno troche uszkodzona, ale cala. Odetchnelismy z ulga. Mama tez, gdyz do walizki wlozyla  kabanoski dla naszego znajomego: Massimo.

wtorek, 3 stycznia 2012

Obowiazkowa pizza

Dzisiaj poznym poludniem kiedy wychodzilysmy "z kulek" (czytaj: Centrum Zabawy dla Dzieci) Julcia powiedziala:
- io pizza (tlum.:ja pizza).
Propozycje przyjela z entuzjazmem Magda, przyjaciolka Julci odpowiadajac:
-ja tez chce pizze.
Rodzice czyli my musielismy zadowolic pociechy. Wybralismy sie do znajomem pizzeri "Donna diablo". Mimo iz personel robi lekkie bledy w pisowni nazw wloskich (Margharita zamiast Margherita) pizza jest godna polecenia.


Przede wszystkim pieczona jest w piecu drzewnym. I to wychodzi jej na dobre.


Zjedlismy "Margharite" ze smakiem i udalismy sie do domow.


Ostatnie dni w Polsce sa tak intensywne, ze posty pisze dopiero wieczorem. Od kilku dni usiluje ugotowac nowa potrawe toskanska, by wam zaprezentowac. Jednak czas mi na to nie pozwala. Prosze o chwilke cierpliwosci.
Ps. Dla sledzacych bloga informacja, ze walizka meza jeszcze nie dotarla...

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Bye bye dieta

Pierwszy dzien stycznia calkowicie zbil mnie z tropu. Wraz z wybiciem godziny 24 zaczelam diete, a tu przez serie dziwnych wydarzen musialam ja drastycznie przerwac. Poza tym znajomi przekonali mnie do tego, ze diety zaczyna sie od poniedzialku a nie od pierwszego. Kazda wymowka jest dobra, prawda?
Pretekstem byl tort zrobiony przez siostre: biszkopt przelozony kremem zrobionym z sera mascarpone oraz z malinami uprzednio wymoczonymi w occie balsamicznym. Trzeba bylo sprobowac!

 Do sprobowania byly rowniez rogale z nadzieniem grzybowym. Wypiek by Kristoff

Moim znajomym zafundowalam konkurs pt.: odgadnij co to za jedzenie. Pierwsza grupa czterech ochotnikow jadla slone, druga grupa: slodkie. Zabawy bylo duzo. Rowniez poprawnych odpowiedzi. Nagrody rozeszly sie w mig i nie starczylo juz na drugi konkurs. Moze nastepnym razem.

niedziela, 1 stycznia 2012

Pierwszy dzien Nowego Roku

Jeszcze nigdy nie mialam takiego 1 stycznia. Zaczelo sie od wyjscia z domu. Chcielismy zapakowac walizke meza do bagaznika. Okazalo sie, ze bagaznik sie nie otwiera. Istna magia: przeciez codziennie go owieramy, nie raz a sto razy! A tu jak zaczarowany, nie chcial sie otworzyc i juz! Musielismy jechac drugim samochodem.
Druga przygoda zdarzyla sie na parkingu lotniska. Odprowadzilismy meza do odprawy, wracamy po samochod. Chcemy zaplacic za parking. Wkladamy wiec bilet do elektronicznej kasy, a ona na to, ze bilet jest uszkodzony. Musialysmy wiec wcisnac guzik pomocy. Odezwal sie pan, zeby isc do informacji. Wiazalo sie to z "bieganiem" po parkingu i szukaniem budki z panem informatorem. Pan dal nowy bilet, z ktorym musialam wrocic do kasy elektronicznej.

 Warszawskie lotnisko w pierwszy dzien Nowego Roku

Trzeci epizod mial miejsce u pani przysieglej (czyt.tlumacz przysiegly). Ku wyjasnieniu: byla tak mila i mnie dzis przyjela, za co jestem jej bardzo wdzieczna. Dzieki temu oszczedzam kolejna jazde do Warszawy. Pani przetlumaczyla tekst w 10 minut, wydrukowala tlumaczenie, ostemplowala i po sprawie. Podziekowalam i wyszlam. Ale przed wejsciem do auta cos mnie tknelo, zeby rzucic okiem na tlumaczenie. I cale szczescie, bo brakowalo jednej informacji. Musialam wiec wrocic do pani.
Dzien sie jeszcze nie skonczyl. Ciekawe co bedzie kryl pierwszy wieczor Nowego Roku? Na godzine 18 wychodze do znajomych.

ps. godzina 16.49, wlasnie zadzwonil maz z lotniska z Florencji. Zagubiono jego bagaz!! O co chodzi w dzisiejszym dniu?